Tuesday, 25 April 2017

Pocztówki, pocztówki!:)

Hej
Zjechałem już do Polski. W ramach kupowania chleba i dodatków do tegoż, typu ser i musztarda, wpadłem na pomysł wydrukowania pocztówek z kilkoma ilustracjami, tak że zapraszam na email po szczegóły: kalpatarudasa@gmail.com.
Trzymajcie się.



Sunday, 26 March 2017

Tożsamość

    Leniwa niedziela w łóżku. Obejrzałem „Ocho Apellidos Vascos”. Lekka romantyczna komedia pomyłek. Andaluzyjczyk zakochuje się w Baskijce i wynikają z tego zabawne perypetie.
    Poczułem silnie, jak brakuje mi tożsamości. Narodowej, lokalnej, kulturowej, społecznej, emocjonalnej. Tożsamość polska z jakiegoś powodu mnie brzydzi. Większość czasu wstydzę się Polski, jak pijanego, chamskiego stryjka-prostaka. Lokalnie też nie czuję się góralem. Miałem kiedyś tożsamość, która dawała mi sens przynależności. To była tożsamość „Marcin, mąż Tatiany”. Dawała mi do jakiegoś stopnia spełnienie i pozwalała nie cierpieć zbyt bardzo z powodu braku tych innych. Teraz, kiedy tego zabrakło, zupełnie nie wiem, kim jestem. Teoretyczne przyjęcie duchowego, teologicznego paradygmatu: „jestem transcendentalną duszą”, choć wydaje się obejmować w sobie wszystkie podzbiory, to jest na tym etapie konstrukcją czysto intelektualną. Nie jest w stanie zharmonizować wewnętrznych konfliktów i spełnić potrzeb ojczyzny, miłości, sensu i przynależności. Jest to stan niewygodny, ciasny, drażniący. Ciężko mi zrozumieć, jak moje pragnienie wolności, którym zawsze się kierowałem, przełamywanie schematów, rozpychanie się w przymałej rzeczywistości dla rozszerzenia jej granic, głód wiedzy i zrozumienia „innego”, znajdującego się poza  ramami mojego świata, mogło połamać mi skrzydła. Oznacza to albo, że jestem w okresie przejściowym, po którym poznam radości większej wolności (nagrody poszukiwacza), albo moje założenia były błędne i mój głód wyzwolenia prowadzi mnie (jeśli już nie doprowadził) do katastrofy.Inna możliwość jest taka, że to nie głód wolności i wiedzy mną kierował, ale jakieś nieuświadomione uwarunkowania, żądze, chaotyczny, bezsensowny zbiór przypadków i neurotycznych impulsów.
   Jedno jest pewne: nie mogę "wymyślić" drogi wyjścia z tego galimatiasu. To nie intelekt, ale jedynie zaspokojenie potrzeb serca może stworzyć mnie na nowo: całego i spełnionego.


Friday, 17 March 2017

Wyjazd

   Zwijam się do kraju w kwietniu. Kolano daje w kość, nie będę w stanie związać się na dłuższą metę ze szkołą, gdzie teraz pracuję. A bez pracy czynsz się sam nie zapłaci. Znajomy zaproponował mi dorywcze zajęcie w schronisku górskim niedaleko domu, więc jakiś dopływ gotówki będzie.
   Ogólnie się cieszę. Po dłuższym czasie w jednej pracy czuję się jak w więzieniu. Taki nagły wyjazd to dla mnie radość. Oczywiście stres jest: transport rzeczy, bilety, etc, ale nic, czego nie robiłbym wcześniej.
   Cygańska klątwa nie popuszcza:)
 

Monday, 13 March 2017

Ove















Nie martwię się rachunkami,
tak naprawdę nie boli mnie,
naprawdę nie boli mnie nic.
Nie boję się aniołów
ani diabłów śmierci.
Tęsknię za Tobą, Księżniczko.
Jak pokazywałaś mi taniec ręki na tle gwiazd,
jak siedzieliśmy na brudnych dworcach,
zapatrzeni albo zagadani na zawsze,
w drodze tam albo z powrotem.
Tęsknię za bursztynową krówką z Sukiennic,
czereśniami na plantach,
rozmowach o Tołstoju i Bogu.
Tęsknię za spacerami krótkimi do sklepu
i długimi do grobu apostoła.
Teraz już cię nie ma,
więc nie potrzebuję nóg.
Cytat z filmu o Ove:
"Przed nią ani po niej nie było ani nie ma już nic".

Saturday, 11 March 2017

46788 3900 22

   Hej
   Weekend, odpoczynek, rysowanie. Nowy dom miły, przytulny, ale jak zwykle nie dane mi jest pocieszenie się spokojem: kolano kompletnie zajechane, wczoraj nie byłem w stanie pójść do pracy. Boli już od ponad miesiąca. Liczyłem na poprawę, a zamiast tego jest pogorszenie. Lekarz przepisał mi ibuprofen. Jeśli sytuacja się nie polepszy, nie będę mógł pracować, nie będę miał na czynsz, a to oznacza powrót do Polski bez grosza.
   Mimo tego nie stresuję się, sam nie wiem dlaczego. Pozwalam wszystkiemu płynąć. I tak nie mam kontroli nad niczym (haha, co za fatalistyczne podejście;), więc po co się spinać. Wszystko ułoży się po swojemu, zawsze tak było. Czy nie szkoda? Jasne, że tak. Miałem swoich planów na życie mnóstwo, wszystkie poszły się jebać, i teraz nie potrafię znaleźć w sobie inspiracji i smaku do tworzenia nowych.
   Jeśli kolano zupełnie się spieprzy, zaszyję się w chatce w górach. No i może wymyślę jakiś zarobek na podstawowe potrzeby, z moich rysunków. Nie mam pojęcia co, nie mam żyłki do interesów, jestem niepraktyczny, ale jakoś, gdzieś, cos się wyklaruje.
   I tyle.
   Poniżej dwie ostatnie ilustracje z serii "z ramką".
























Wednesday, 22 February 2017

Rudera Ducha, Oświecenie i Przyjaciel - sen

 





















    Czasami, jak już wiecie, mam mocne, realistyczne sny, układające się w spójną akcję. Jednak raz na kilka lat zdarzy się szczególny sen. Sen pełen głębokich znaczeń, mądrości, inspiracji i drogowskazów. To był właśnie jeden z nich.

Zagubienie

   Jestem w drodze. Towarzyszy mi przyjaciółka. Podróżujemy po małym, azjatyckim kraju, pełnym nędzy i przemocy. Mam już dosyć i chciałbym się wydostać, ale nie mam pieniędzy, nie wiem nawet gdzie dokładnie jestem.
   Nadchodzi noc. Idziemy wystraszeni przez dzielnicę slumsów. Palą się małe kupki śmieci, przy których grzeją się nędzarze, przy stoiskach ze śmierdzącym jedzeniem targują się krzykliwie skośnoocy przechodnie, żebrzą dzieci. W ciemnych bramach stoją groźnie wyglądające indywidua. Boję się. Moja towarzyszka zaczyna płakać ze strachu i głodu.
 
Pomocna dłoń

   Naprzeciwko pojawia się postać. Jest ubrany w łachmany, ale emanuje od niego pogoda ducha. Patrzy prosto na nas i przyjaźnie macha kolorowym skrawkiem materiału.
   - Wyglądacie na zagubionych.
   Przytakuję załamany. Mężczyzna uśmiecha się jeszcze szerzej i pokazuje, żebyśmy szli za nim. Nastrój snu się zmienia. Pojawia się nadzieja i dreszcz przygody.
   Dochodzimy do wielkiego budynku. Wydaje się, że cudem stoi. To wielopiętrowy zlepek kawałków blachy, cegieł, drewna, folii, śmieci. Ale jednak bije od niego coś monumentalnego, uduchowionego.
    - Jesteście głodni?
   Przytakujemy żarliwie. Wchodzimy do środka.
   Na miejscu nieznajomy podaje nam chleb i pokazuje na wielki słoik z marynatami, żebyśmy sobie coś wybrali. Spomiędzy marynowanych żab i chrząszczy wybieram kilka ogórków. Jem z lekkim wstrętem, ale głód jest silniejszy niż obrzydzenie.
   Przenika mnie uczucie, że to miejsce jest szczególne, najniezwyklejsze na całym świecie. Postanawiam zostać.

Rudera Ducha

   Mieszkam w Ruderze Ducha już jakiś czas. Moja towarzyszka odeszła. Podoba mi się tutaj, choć panujący chaos wzbudza niepokój. Jeszcze nie do końca należę do tego świata.
   Spotykam Kaffa, starego duńskiego rastamana, którego znam w rzeczywistości. Widzę, że jego oczy pokrył rodzaj bielma. Nie wygląda jednak na niewidomego. Bielmo jest koloru cętkowanego bursztynu i nadaje jego oczom głębi. Jakby widział więcej, niż ludzie z normalnymi oczami. Pytam się go o żonę, pamiętam, że niedawno się ożenił. Odpowiada, że ona na razie robi swoje rzeczy, a on mieszka tutaj. Patrzę na jego podarte ubrania, bród i głęboki uśmiech.
   - Jak możesz tak żyć i być szczęśliwym? – pytam z zazdrością. – Ja próbuję, ale czuję się dziwnie, nieswojo, ciągle mam w sercu strach.
   Kaff śmieje się głośno.
   - Po prostu płynę z nurtem rzeki, stary. Po prostu płynę. Nie walczę, nie buduję, nie próbuję zmieniać rzeczywistości. Rozkładam ręce, patrzę w niebo i daję się unosić Rzece. I to jest szczęście, man, czyste szczęście. Nie ma nudy, zmartwień, strachu. Jesteś jednym z Rzeką.
   Jego słowa uderzają mnie głęboką mądrością. Ich przekaz wpływa we mnie jak obietnica. Rozumiem, że muszę się tego nauczyć, dlatego trafiłem do Rudery Ducha. Tutaj trafiają ci, których nic nie trzyma już w Świecie Wyścigu.

Nauka

   Zostaję adeptem Ścieżki Nurtu. Jest nas wiele osób, ale nikt nie wie ile dokładnie, bo każdy z nas praktykuje osobno. Mieszkańcy Rudery Ducha traktują nas ze szczególnym szacunkiem. Nikt nas nie zaczepia, nie próbuje rozmawiać, jakbyśmy byli częścią innego świata.
   Nauki dotyczące praktyki przychodzą z serca, są jasne i konkretne, jakby wypowiedział je żywy nauczyciel. Czuję spokój i ekscytację. Wiem, że jestem na ścieżce do poznania tajemnicy.

Egzamin

   Wiem, że kiedy będę gotowy, nadejdzie moment egzaminu. Nie wiem, na czym miałoby polegać to moje „bycie gotowym”, ale nie przejmuję się. Kiedy nadejdzie czas, będę wiedział.
   I nadchodzi.
   Pewnego ranka budzę się wypełniony przenikliwą energią. Energia ta unosi mnie nad ziemię. Uczucie jest takie, jakbym to nie ja ją miał, ale ona mnie. Wypełnia mnie euforią, mocą, lekkością, bezpieczeństwem, poczuciem nieograniczonych możliwości. Wiem, że nadszedł czas.
   Z trudem (czuję się, jak pijany, zataczam się, czasami lewituję kilka stóp nad ziemią) udaję się do schodów, które odgrodzone są wysoką ścianą, na której szczycie stoi strażnik. Patrzy na mnie groźnie. Nie zwracam uwagi na jego spojrzenie. Po prostu podnoszę stopę i nagle unoszę się w powietrze i miękko ląduję po drugiej stronie. Strażnik posłusznie odsuwa się na bok. Wie, że nadszedł czas mojego egzaminu.
   Wchodzę po schodach. U ich szczytu są drzwi do zagraconego pokoju. Jest tam kilka osób. Siedzą na podartych fotelach, na matach rozłożonych na podłodze, panuje półmrok, spod bambusowych zasłoń przenika kilka promieni słońca, na których tańczy kurz. Niektórzy rozmawiają, niektórzy patrzą w pustkę. Czuję, że każdy z nich przepełniony jest energią, ale u każdego jest to indywidualna rzecz, objawiająca się inaczej.

Miłość

   Siadam przy stole. Naprzeciwko siedzi dziewczyna, Muzułmanka. Poznaję ją, to Hind. Jej głowa jest okryta hidżabem, jej ciemne oczy patrzą na mnie żartobliwie, z mądrością i przyjazną drwiną.
   - Ty też tu jesteś? – pytam z radością. – Jak to możliwe?
   Hind śmieje się.
   - Do tego pokoju prowadzą różne ścieżki.
   Tonę w jej oczach.
   - Kocham cię tak bardzo – mówię.
   Dziewczyna śmieje się jeszcze głośniej. Nie szydzi. Jej śmiech ma głębsze znaczenie, muszę je tylko uchwycić. To znaczenie jest blisko, tuż zaraz…
   Nagle czuję olśnienie. Wstaję z plecionego z wikliny krzesła i pozwalam przepełniającej energii unieść mnie pod sufit. Ona leci obok mnie. Śmieję się jak szaleniec. Mądrość tej chwili przepełnia mnie i wylewa się na cały świat.
   - Teraz rozumiesz? – pyta Hind przez łzy śmiechu.
   - Tak! Tak!
   Rozumiem doskonale. Miłość do kobiety to piękna rzecz. Ale kiedy skażona jest ego, zamienia się w chęć posiadania. Staje się głupia. Kiedy jednak wznosisz się ponad ego, nagle widzisz harmonię. Miłość jest częścią wszystkiego i wszystko jest częścią miłości. Wszyscy jesteśmy jednym. Jesteśmy kroplami uczucia płynącymi w oceanie miłości.
    - Teraz kocham cię naprawdę – mówię.
    - Teraz kocham cię naprawdę – powtarza.
   I nadal śmiejemy się jak szaleńcy.

Misja

   Nagle z serca przychodzi polecenie. „Dla zakończenia egzaminu, musisz iść w pewne miejsce i coś zrobić”. Dostaję dokładne wskazówki.
   Miejsce znajduje się na skraju slumsów, poza Ruderą Ducha, w najbrudniejszym, najuboższym kącie. Za wrakiem autobusu, z którego stary Chińczyk sprzedaje szczury pieczone na patyku, znajduje się góra śmierdzących śmieci. Moim zadaniem jest kopać, aż znajdę.
   Odurzenie przepełniającą mnie wcześniej energią zamieniło się w trzeźwość i przejrzystość. Kopię w cuchnących odpadkach, ufając Wszechświatowi.
 
Znalezisko

   Nagle wśród śmieci coś się porusza. Odsuwam się zaskoczony. Z odpadków wysuwa się pomarszczona ręka trzymająca plastykowy widelec i nóż. Po chwili wynurza się postać niemożliwie starej kobiety. Jej bezzębne usta wykrzywione są kpiącym uśmiechem, jej oczy, czarne jak nocne niebo, przewiercają mnie na wylot. Podaje mi nóż i widelec.
   - Tego szukałeś, młodzieńcze?
   Kręcę głową.
   - Nie. Szukałem ciebie.
   Staruszka przestaje się śmiać, choć ciągle czuję wypełniający ją żartobliwy nastrój. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest zwykła staruszka, ale szamanka, joginka, być może bogini, która mieszka w innym świecie, wymiarze, a ta góra śmieci, to tylko portal.
   Kobieta przytakuje moim myślom.
   - Dobrze to sobie wymyśliłeś, młody człowieku.
   Zastanawiam się, gdzie prowadzi tunel, którym weszła do naszego świata. Znów odpowiada moim myślom.
   - Tuneli jest wiele, łączą się w sieć pod warstwą dotykalnej rzeczywistości. Ten konkretny prowadzi do Jaypur.
   - Do Jaypur w Indiach? – pytam.
   - W pewnym sensie. Do Jaypur, które znajduje się tuż pod indyjskim Jaypur. Ty nazwałbyś to innym wymiarem.
   - A jak ty byś to nazwała?
   - Wymiar jest jeden. Ludzie dotykają tylko skrawka.
   Patrzę łakomie na kupę śmieci.
   Staruszka uśmiecha się zagadkowo.
   - Na twoim miejscu bym nie próbowała. Cała droga jest broniona przez śmierć i choroby. Od setek lat nikomu się nie udało. Ostatnim razem zrobiła to grupka joginów, ale teraz nikt nie ma potrzebnej do tego mocy.
   Cichnie na chwilę.
   Czuję bijąca od niej moc. Kryje się w niej coś więcej…

Przemiana

   Wreszcie kobieta wstaje i otrzepuje się ze śmieci.
   - No dobra – mówi. – Czas na porzucenie tej nudnej formy.
   I w jednej chwili zmienia się w olbrzymiego starca-wojownika, w zbroi samuraja. Ma chyba z trzy metry. Zaśniedziałe łuski zbroi pokryte są misternymi rzeźbami, spod ogromnego hełmu wypływają siwe, uplecione w warkocze włosy, z pochwy na plecach wystaje rękojeść miecza. Zapiera dech w piersiach.
   Patrzy na siebie krytycznie.
   - To jeszcze nie to – mówi.
   Starzec zaczyna młodnieć, kurczyć się do bardziej ludzkich rozmiarów. Wreszcie mam przed sobą uśmiechniętego, dwudziestokilkuletniego chłopaka. Ubrany jest w dżinsy i białą (choć lekko zakurzoną) koszulę o szerokim kołnierzu. Mruga do mnie zawadiacko i klepie mnie po ramieniu.
   - Tak chyba lepiej, co?
   Nie mogę oderwać od niego oczu. Uświadamiam sobie, że kocham go, jak nikogo wcześniej. Wiem, że to nie jest zwykły chłopak. Wiem, że jest starożytną istotą, mądrą, potężną, kochającą. Oddałbym dla niego życie.

Podróż

   Ruszamy w drogę. Nie wiem, gdzie. Jest nas kilku. Naszym przywódcą jest mój nowy przyjaciel. Wszyscy czują wobec niego respekt i miłość, ale wiem, że w jakiś sposób nasz związek jest najsilniejszy.
   Dochodzimy do jeziora. Przyjaciel krzywi się z niesmakiem.
   - Nie cierpię wody – mówi i mruga do mnie.
   Patrzę, ciekaw, co zrobi. Domyślam się, że będzie w stanie iść po wodzie. On jednak patrzy  żartobliwie na mnie, po czym unosi stopę… i nagle staje się olbrzymem, który jednym krokiem przekracza jezioro. Następnie pochyla się, kładzie mnie sobie na dłoni i stawia obok siebie, po drugiej stronie. Jednak nikt nic nie zauważa, bo tak naprawdę nie zmienił rozmiaru. Równocześnie stał się olbrzymem i pozostał w ludzkim rozmiarze. Patrzę na niego. W jego oczach widzę czystą przyjaźń, miłość, zawadiackość i obietnicę nieskończoności. Przyjaciel na wieczność
   Ruszamy w drogę.

Koniec

 ***
 
   Obudziłem się około czwartej rano. Wypełniony szczęściem i uczuciem ważności tego snu, wstałem i zapisałem każdy zapamiętany szczegół, co nie było trudne, bo sen był bardzo jasny, silny, prawdziwy.
   Mam własną interpretację wydarzeń i słów z tego snu, ale zachowam ją dla siebie. Zostawiam wam wolną rękę do własnej:)

Thursday, 16 February 2017

Japa Dreams



























   Japa oznacza cichą modlitwę. Dziewczyna zasypia i sny niosą ją do Absolutu:)
   Dziś wybił czterdziesty pierwszy rok. Przeleciało. Nigdy nie myślałem, że osiągnę tyle mądrości życiowej, co za szczęscie ;)

Sunday, 5 February 2017

Stresik
















    Drogi pamiętniczku
   Zima w Londynie mokra i wietrzna, śnieg widziałem raz przez dwie minuty, nawet nie zdążył zamienić się w błoto. Odezwała się stara kontuzja kolana. Wystarczył godzinny spacer na Trafalgar Square i od tygodnia kuleję. Gdzie te czasy, że przemierzało się Camino, 800 kilometrów w miesiąc bez jednego jęknięcia? Oprócz tego niespodziewana eksmisja, dwa tygodnie na znalezienie lokum, przy znikomym budżecie. Praca miła, ale nauczycielka pod którą pracuję nie jest dobrą kobietą, więc mdli mnie lekko przed poniedziałkiem. Rower się rozpada.
   Tak więc, jak widzisz, drogi pamiętniczku, rzeczy idą utartym szlakiem. Ale choć stres trochę podgryza, to nie jest źle. Trzy tygodnie bez alkoholu (choć problemy szepczą, ze byłoby lżej, ale odmawiam), zacząłem nowy obrazek, zjadłem właśnie naleśniki z marmoladą pomarańczową i gałką lodów kokosowych, obejrzałem wczoraj piękny serial Louisa C.K. (Horace and Pete), a dziś rozczulałem się przy nowym musicalu (La La Land).

Tuesday, 31 January 2017

Nauczyciel

   Przy wielu okazjach wspominałem o mojej ścieżce duchowej i pewnie domyślacie się, jak ta mistyczna strona życia jest dla mnie ważna. Dziś chciałbym przedstawić wam osobę, która jest dla mnie wielką inspiracją: Swamiego BV Tripurari. Pisarz, filozof, mnich. Poznałem go kilkanaście lat temu, najpierw listownie, później osobiście i od lat staram się (czasami bardziej, czasami mniej;) zagłębić jego idee. Poniżej wrzucam kilka krótkich wypowiedzi na temat natury, nauki, religii.








   A co poza tym?

   1. Dwa tygodnie bez kropli alkoholu. Ileż można uciekać od siebie. Staram się oczyścić życie, zresetować emocje, skupić na czymś większym niż ja sam.
   2. Planuję w lecie zwinąć się do Kostaryki, do klasztoru Swamiego i na jakiś czas skupić się na prostym życiu, pracy w polu, prostocie i modlitwie (uczniem Jody zostać pragnę;)
   3. Materialnie, jakby mało się w kość dostawało, okazało się, że musimy się wyprowadzić z mieszkania. Kiepski moment, bo dopiero co zacząłem odkładać, więc nie ma tego dużo, a Petra nie zaczęła jeszcze pracy. Czachy dymią, co by tu wymyślić, ale jakoś damy radę. Nie z takich opałów wychodziłem. Planujemy wynająć coś oddzielnie, powoli odciąć pępowinę.
   4. Piszę mniej na blogu. Czuję potrzebę zachowania dla siebie pracy nad sobą, którą na ten moment się zajmuję. Dlatego tak się tutaj streszczam.
 
   Trzymajta się i życzcie mi szczęścia.

Wednesday, 25 January 2017

Sny o samsarze

























   Pewnego dnia wszystkie nasze życia będą tylko odległym snem.