Friday, 16 February 2018

Thursday, 11 January 2018

Babska muzyka

   Z M. sypnęło nam się w końcu. Podejrzewałem, że tak będzie, za dużo mieliśmy dysonansów, ale szkoda mi, przywiązałem się do dziewczyny. No trudno:)
   Już połowa drugiego miesiąca w nowej pracy. Jestem w miarę zadowolony. Mam dużą swobodę, jeśli chodzi o kreatywność, godziny pracy, nawet miejsce pracy, bo mogę pracować też z domu. Kasa również niezła.
   Od przyszłego miesiąca zaczynam grupową terapię DDA. Miałem kilka indywidualnych sesji, czuję, ze bardzo pomocnych. Widzę kilka miejsc, nad którymi chcę popracować. Szczególnie moje uzależnianie się od partnerki. Sytuacja z M. dużo mi uświadomiła. Ale nie chcę zagłębiać się za bardzo w temat tutaj.
   Po obejrzeniu Mad Mena, wkręciłem się w The Office.
   Czuję się marudny ostatnie dwa tygodnie (od zerwania). Zobaczymy, co przyniesie nowy rok.
   Zacząłem słuchać ostatnio babskiej muzyki:)


Wednesday, 27 December 2017

Dom Magicznych Dzieci

   Tekst już jest, teraz tylko muszę opracować muzykę. To wyzwanie, bo muzyka musi sprostać dziwacznością i smutkiem tekstowi piosenki.





















Dom Magicznych Dzieci

Na wzgórzu tuż przy parku jest dom
dla magicznych dzieci.

Oddały je tam mamy, które nie radziły
sobie w świecie.

W stróżówce mieszka z wąsem pan,
co budki dla ptaków kleci.

A kiedy wschodzi księżyc,
wszystkie dzieci zamykają oczy i … śnią

Krzysiu śni, że nie jest chłopcem,
ale przystojnym niebezpiecznym wilkiem.
Po lesie w nocy pędzi jak wiatr
i swej wilczycy przynosi małe futrzaste zwierzątka na kolację.
Ona zlizuje z jego pyska krew, a on napawa się
miłością

W swoich snach Marylka to dama na wysokich, lśniących szpilkach.
To królowa dyskoteki, chłopcy w kolejce, brokatowy przepych.
Z kieliszka wysokiego, ona pije szampana, pokazuje cudny dekolt.
Choć wydaje się szczęśliwa, choć oddaje się każdemu, to czeka na jednego.
Z miłością

Adasiowi się śni – zobaczcie na pędzle, farby i sztalugi…
że kiedy maluje, to leci pod chmury i znikają z duszy dziury.
Spod pędzla po kropelce wylewa się z serca magiczna esencja.
Adaś już się czuje duży, nie musi na nic czekać,  sam sobie namaluje tuzin mam.
Miłością

Mały Marcyś w Karkonoszach marzy sobie o Nirwanie.
Obok chatka, a w tej chatce czeka Zosia ze śniadaniem.
Zosia woła, hej Marcysiu, zrób już przerwę, starczy tego,
zjedz kanapkę, przytul, popieść, od Nirwany lepszy taniec.
Z miłością

W starym domu tuż przy parku,
żyją magiczne dzieci.

Porzuciły je samotne matki,
które nie radziły sobie w świecie.

Teraz z dziećmi tylko ptaki,
którym stróż z drewna budki sklecił.

Dzieci uczą się od ptaków latania,
a ptaki śnić się uczą od dzieci.

Monday, 18 December 2017

Bóg śpi, nie ty - Księżycowy Terrorysta



   Po długiej przerwie coś mi się udało stworzyć. Ale padam, już rano, a tworzyłem od rana wczoraj :)

"Bóg śpi, nie ty"

Napal w piecu,
niech nam ogień kości grzeje
Przyszła zima,
wódki nalej, rozgoń cienie

Nie obiecuj
Lato przeszło, stare dzieje
Chcę na drzewo
wspiąć się z tobą, zanim zwiejesz

A ja mówię, nikt nie może ci odebrać
wolności, miłości, po co się złościsz
Twoje serce jest jak dom na szczycie góry
tylko ty możesz zaprosić tam gości
twoja wartość to nie to, co mówią oni
ty jesteś duch wolny, niedościgniony
i choć czasem nie masz siły ani chęci
zawsze walcz, nie daj się kłamstwom ich znęcić

Posłuchaj, jestem twoim przyjacielem, nie okłamię cię
wiem, co czujesz, w mojej duszy też czasami cień,
Też samotność doświadczyłem, była tak jak cierń
do pierwszego jakoś dotrwać, też tam byłem wiem

Też dziewczyna zostawiła, wspomnień garść jak szkło
Inną kiedyś okłamałem, wstydzę się, lecz co…
Nikt nie może cię rozgrzeszyć, Bóg już dawno śpi
do wolności jeden krok, go zrobić możesz tylko ty

Wednesday, 6 December 2017

Mag i Najwyższa Kapłanka

   Wysłałem dziś mój tekst reklamowy do szefa firmy i spodobał mu się. Co najprawdopodobniej oznacza, że dostanę tę pracę. Choć dowiem się dopiero pod koniec tygodnia. Przyznam się, że zależy mi na tym. Chcę wykazać się na nowym polu, chcę poczuć, że mam w tym talent i mogę zarobić dobre pieniądze. Nie chodzi o samą kasę, choć w sumie mam już dość życia na krawędzi, ale chcę wyjść z karty Głupca i poznać energię Maga.
   To ciekawe uczucie, nie myślałem, że mam to w sobie w takim stopniu: pragnienie wykazania się, dobrych zarobków, miłości pięknej kobiety.
   Kupiłem swój pierwszy samochód (powoli kończę naprawy), zestaw dobrej jakości ubrań, mniej piję. Za to palę jak lokomotywa. Ogarnianie wszystkich tych nowych rzeczy stresuje mnie, papierosy dają mi trochę ulgi. Nie wiem, w jakim kierunku to wszystko pójdzie, ale czuję ekscytację, inspirację, ambicję.
   Nie zapominam jednak o krainie Najwyższej Kapłanki. Odwiedzam ją co noc i proszę, żebym nie zgubił drogi.



Tuesday, 5 December 2017

Kariera, love, terapia

 















   Ostatnie dwa tygodnie pod znakiem stawiania na nową karierę: copywriting. Zastanawiałem się od dłuższego czasu czym się zająć, skoro już postanowiłem zakorzenić się w tej Polsce. Kuchnia odpada, mam już dość wypruwania sobie żył w restauracjach za marne grosze. Praca w szkole: kuszące, ale pieniądze jeszcze gorsze. Zacząłem myśleć w kierunku kreatywności, pisania i wtedy odezwał się stary znajomy i zaoferował, że przekaże moje CV szefowi w jego firmie. Byłem na interview i dostałem próbne zlecenie napisania tekstu reklamowego. Temat średni: pigułki odchudzające, ale dałem z siebie, ile mogłem i teraz czekam na decyzję. Jeśli mój styl przypadnie do gustu, dostanę etat i dobre pieniądze. Byłby to jakiś punkt wyjścia i mógłbym się rozwijać w tym kierunku. Trzymajcie kciuki.
   Oprócz tego budowanie relacji z M. Czasami jest wspaniale, czasami wcale nie łatwo, ale tak jak powyżej: daję z siebie wszystko, a rezultaty w rękach Wszechświata. Dziewczyna przechodzi obecnie przez bardzo trudną sytuację (ciężka choroba w rodzinie). Staram się ją wspierać i być obecny, choć fizyczna odległość nie pomaga. Jadę do niej w czwartek. Ugotuję jej coś dobrego, postaram się rozweselić, pokazać, że nie jest sama.
   Zacząłem terapię DDA. Na razie mam indywidualne sesje, ale od stycznia zaczynam sesje grupowe. Terapia ma trwać cały rok, raz w tygodniu, a co kwartał weekendowy wyjazd z grupą. Nie mogę się doczekać. Pamiętam, kiedy przechodziłem terapię kilka lat temu, to wreszcie czułem się, jak w normalnym świecie: wszyscy otwarcie mówiący o swoich najgłębszych uczuciach, lękach, nadziejach. To jest otoczenie dla mnie. Bez ścian.
   I na razie tyle:)
   PS. Wciągnąłem się w Mad Mena, dla inspiracji w nowym zawodzie;)

Sunday, 26 November 2017

Dikanda - Love



   Niedawno byłem na koncercie i odkryłem Dikandę na nowo. Kawałek "Miłość" jest z najnowszej płyty, zachęcam.

Thursday, 23 November 2017

Panna M. (rozprawka zakochanego głupca)

 

























    Myślałem, że to już się nie zdarzy, ale Wszechświat mnie zaskoczył. Spotkałem dziewczynę i oszalałem na jej punkcie… Myślę, co o tym napisać, ale wszystko brzmi trywialnie. Może to dlatego, że o miłości napisano już wszystko. I jak uniknąć patetyczności?:)

   Jest inna niż wszystkie dziewczyny, z którymi miałem do czynienia. Z jednej strony bardzo konserwatywna, zasadnicza, poważna, pełna zasad dotyczących damsko-męskich stosunków, zasad wywodzących się z dawnych wieków. Z drugiej strony jest lekka, dziewczęca, kokietująco-uwodzicielska.
   Czasami budzę się przed nią i przez godzinę, albo i więcej po prostu patrzę, jak śpi, wsłuchuję się w jej oddech, staram się nie poruszyć, żeby nie wyrwać jej ze snu.
   Kiedy opowiada swoje historyjki, mam takie chwile, że zupełnie się zapominam, czasami nawet gubię wątek i słucham jej głosu jak muzyki.
   Lubię też patrzeć, kiedy z powagą i skupieniem stoi przed lustrem i traktuje swoją twarz tajemniczymi specyfikami, pudrami, kremami, pędzelkami, które magicznie sprawiają, że jest jeszcze piękniejsza.
   Czasami na ulicy wskakuje na mnie, obejmuje mocno nogami i rękoma, i śmieje się głośno, nie zważając na przechodniów rzucających nam zaciekawione spojrzenia, a ja trzymam ją mocno, uważając, żeby się nie zachwiać, żeby pokazać, że jestem jej silnym mężczyzną, dla którego jej ciężar jest niezauważalny.
   Kiedy jest rozgniewana, nie krzyczy, nie używa brzydkich słów, ale staje się lodowata niczym królowa śniegu i używa wyrażeń typu „nie życzę sobie” i wtedy boję się i robię wszystko, żeby znów była szczęśliwa.
   Kiedy jesteśmy razem w większej grupie ludzi, nie wstydzi się okazywać mi uczuć. Widząc zazdrosne spojrzenia mężczyzn, czuję dumę i wydaje mi się, że mógłbym dokonać wielkich rzeczy.
   Czasami stwierdza, że mój dom to nora i postanawia dokonać na nim rytualnego sprzątania. Kiedy chcę pomóc, uśmiecha się z politowaniem i radzi mi, żeby usiadł gdzieś z boku (co z radością robię). Później, kiedy zagląda ze szmatką w najmniejszy kącik, wodzę za nią wzrokiem, a kiedy przechodzi obok, zaczepiam ją na różne sposoby, budząc w niej chichoty i żartobliwe oburzenie.
   Kiedy wiozę ją samochodem, ona często dotyka mojego ramienia, jakby od niechcenia, patrzy zrelaksowana na drogę albo na mnie, a ja czuję, że zupełnie na mnie polega i wydaje mi się wtedy, że nie prowadzę Audi 90, ale jestem Pirxem pilotującym statek kosmiczny.
   Dużo pali. Choć czasami nie mam ochoty, to palę z nią, żeby dzielić ten samobójczy rytuał. Kiedy palę z nią papierosa za papierosem, czuję się jednak bezpieczny. Uważam, że rak płuc i choroby serca będą trzymać się od nas z daleka. W końcu ona jest córką Króla Słońca i Królowej Księżyca, chroni ją żelazny glejt bogów, a przez to i mnie.

   To tylko próbka, mógłbym tak pisać godzinami, ale komu się chce czytać zakochanych głupców?



Wednesday, 4 October 2017

2017 Free Writing 2

 




















   Początek. Od tego pierwszego słowa spróbuję wystartować. Poczatek nowego życia, początek wieczoru, początek znajomości z Kosheen, jeszcze nie wiem, czy ją lubię, ale mam ochotę na damski wokal i trochę elektroniki.
   Ciepło. Wziąłem długą kąpiel z książką. M. Scott Peck „The Road Less Travelled and Beyond”. Ma już sześćdziesiąt lat. Kiedy ją pisze, mija dwadzieścia od jego pierwszej książki. Ciekaw jestem, gdzie poprowadziła go jego droga. Dla mnie ta podróż to kwestia kilku tygodni (The Road Less Travelled i Further Along the Road Less Travelled przeczytane we wrześniu). Lubię go. Pisze o tym, że życie nie jest łatwe, że nie ma prostych odpowiedzi. W tym szukam otuchy: że mój życiowy chaos to nie tylko błądzenie, ale właśnie okazja do postępu, zgłębienia życia, odkrycia siebie. Czasami jest to wszystko bolesne, ale skoro nie ma prostych odpowiedzi, to chyba dobrze, że boli. To znaczy, że nie może się ustać życiowa zupa, nie robi się na niej niesmaczny korzuch, zawsze pozostaje świeża. Tak w końcu zawsze chciałem, choć kiedyś, te dwadzieścia lat temu nie wiedziałem do końca, co to oznacza. W swojej niewinności oczekiwałem łagodnego, radosnego postępu, w bezpiecznym otoczeniu, podążając po prostu za tym ciepłym, harmonijnym kącikiem w sercu. Okazało się, ze harmonia rodzi się z chaosu, niepowodzeń, wewnętrznych zmagań.
   To tak w ramach filozoficznego wstępu.
   Dziś rano znów biegałem. Wczorajsze zakwasy sprawiały przyjemny w sumie ból. Biegłem wzdłuż rzeki, wsłuchując się w swój oddech i szum wody. Powietrze pachnie już jesiennie. Niedługo zacznie pachnieć zimowo i to najbardziej lubię. Śnieg skrzypiący pod butami, rozgwieżdżone mroźne niebo i świadomość, że bez kalesonów, grubych skarpet, czapki, rękawiczek i kurtki, umarłbym w kilkanaście minut. Po powrocie próbowałem medytować na mojej mantrze, a później spędziłem kilka godzin na pracy przy domu. Układałem drewno pod ścianą, część wrzuciłem do drewutni, przygotowałem też miejsce na czereśnię. Biedaczka została skazana na ścięcie, bo przestała dawać owoce, a do tego niszczy dach i blokuje rynnę. Będzie z niej drewna na parę miesięcy zimy. Jestem jej wdzięczny i też zawstydzony, że dla mojej wygody straci życie. Ale tak to wygląda. Przestałem jeść mięso, żeby nie ranić zwierząt, ale nie mogę rozciągać ahimsy w nieskończoność. Ze względów praktycznych, z lenistwa, z nieczułości.
   Bieganie i ciężka praca sprawiły mi dużą satysfakcję. To działa. Ostatnie kilka miesięcy wegetowałem pomiędzy imprezowaniem w schronisku, a wegetacją domową przy serialach, telewizji i marudzeniu. Niedawno postanowiłem zmusić się do pewnej rutyny, żeby wyrwać się z marazmu właśnie przez zmuszanie się do wykonywania pewnych rzeczy, narzucenie sobie dyscypliny. Zrobiłem nawet listę do odfajkowywania:

Plan dnia

1. Medytacja (mantrowanie, Bhagavatam, modlitwa)
2. Bieganie (albo inny sport, w zależności od pogody)
3. Praca wokół domu (drewno, piece, etc.)
4. Śniadanie
5. Pisanie
6. Rysowanie
7. Nauka gry na instrumencie
8. Reszta (filmy, relaks, więcej twórczości, nauki, spotkania, posiłki, etc.)

   Nie do końca daję radę ze wszystkim, na przykład nie udało mi się wczoraj uczyć instrumentu, ale dopiero się rozkręcam. Zresztą, kiedy już ogarnę drewno na zimę, to tych obowiązków domowych będzie mniej, więc czas też się znajdzie. Cieszę się na spędzenie jesieni i zimy w ten sposób. Chciałbym, żeby to był czas na otrząśnięcie się z chaosu i zmęczenia, i stworzenie sobie fundamentów.
   Myślę, że w poszukiwaniu doskonałej wolności zabrnąłem za daleko, na niezbadane rubieże, gdzie trochę się zgubiłem. Nie byłem jeszcze dość silny, moja magiczna różdżka nie miała w sobie dość magicznej mocy, a towarzysze podróży odpadli gdzieś po drodze. W końcu przyszedł czas, żeby wycofać się na znajome ziemie, wylizać rany i nabrać siły przed kolejną ekspedycją.
    Jak nazywał się ten arystokrata z W 80 dni dookoła świata? William Fogg? Jakoś tak. Uwielbiałem tę książkę jako dzieciak. Podróż z bohaterami była jasna, klarowna, bez tajemnic, bez błądzenia, bez rozpaczy, bez smoków, trolli i wiedźm. Świat w tej książce wydawał się bezpiecznym miejscem, nawet jeśli czasami chaotycznym, to moralne zasady i spryt Williama Fogga rozwiewały ciemniejsze chmury.
   „Kiedyś, gdy czytałem Verne’a, byłem marynarzem”, śpiewałem, w którejś z moich piosenek.
   Nie pamiętam snów z ostatniej nocy, co jest dla mnie czymś wyjątkowym. Zwykle pamiętam prawie całą fabułę. Choć pamiętam, że obudziłem się w nocy i powtórzyłem sobie jakieś ważne rzeczy ze snu, żeby utkwiły w głowie. No ale nie udało się.
   Dziś nie wspomagam się żadnym trunkiem. Nie mam ochoty. Podoba mi się być tak zupełnie trzeźwym, widzieć wszystko takie, jakim jest. Zresztą gdy unikam alkoholu, to moje emocje są bardziej zbalansowane, łagodne, nie miotają mną od ekstazy do depresji. Mam dość takich huśtawek. Lubię czuć się spokojnym, przytomnym, wyważonym.