Wednesday, 8 April 2009

Praca nad "Wyprawą" - 2

Powoli udaje mi się zmobilizować do pisania. Trochę piszę w domu, trochę nawet w pracy, kiedy dzieciak, którym się zajmuję jest trochę spokojniejszy i nie próbuje rozkwasić mi nosa (daje mi ostatnio w kość mały Sean).

Przedwczoraj, wieczorem, kiedy została mi jeszcze godzina zmiany, udało mi się wygospodarować trochę czasu i w ciemnym kącie, z jedynie małą odrobiną światła udało mi się zrobić początek pierwszego rozdziału; scenę z namiotem szarpanym śnieżną burzą. Jestem dosyć zadowolony choć Tulasi nie spodobała się Pani Śniegu, Markiz Deszcz i Baron Wyjący Wiatr. O wiele bardziej wyrozumiała była z kawałkiem, który napisałem wczoraj wieczorem, opisującym dom i wszystkich domowników. Powiedziała mi, że to był najlepszy tekst jaki do tej pory napisałem. Podniosła mnie na duchu, ale zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę nawet jeszcze dobrze nie zacząłem. Jeśli będę pisał tak, jak robię to teraz, objętościowo powstanie całkiem spora historia. Jestem podekscytowany i żeby poćwiczyć trochę język wziąłem się za tłumaczenia wierszy Lauriego Lee.

Tulasi właśnie wpadła do pokoju, żeby coś przegryźć, ale okazało się, że zeżarłem wszystkie nasze zapasy (nie żeby było ich jakoś dużo). Spróbuję jej coś upichcić na szybko, przed wyjściem do pracy.

No comments:

Post a Comment