Friday, 14 August 2009

Z okazji Bożego Narodzenia...



Janmasthami 2009

Dziś Janmasthami. Dzień urodzin Kryszny, czyli w pewnym sensie hinduistyczne Boże Narodzenie. Siedzę w pokoju hotelowym, gdzieś w Kornwalii, sam, słuchając starej muzyki elektronicznej (niech żyją lata dziewięćdziesiąte i Robert Miles!), wchodzę w refleksyjny nastrój. Jestem na koloniach z dziećmi. Dziś mam wolne, przed popołudniowym powrotem do domu, Mitchellem zajmuje się Hortensja. Chwała Bogu, bo przy śniadaniu widziałem, że dzieciak nie był w zbyt dobrym humorze i dostał ataku szału. Nie miałbym na to siły.

Janmasthami. Kiedyś obchodziłem ten dzień bardzo hucznie. Kilkaset osób w świątyni, dzikie tańce, śpiew, modlitwa, radość, uczty po których człowiek nie był w stanie podnieść się z podłogi, przyjaciele. Czasami miałem wrażenie, że naprawdę złapałem Pana Boga za nogi. Nie chodziło o bezpieczeństwo wynikające z przynależności do grupy – a przynajmniej nie tylko o to – ani nie o ucieczkę od świata pod skrzydła organizacji, co również jest częstą pułapką. Chodziło o radość płynącą z przekonania, że świat ma sens, że nie jest zlepkiem atomów, bezwładnie unoszących się w kosmosie, ani owocem durnego, niewyjaśnionego przypadku. Zrozumienie, że wszechświat jest doskonały. Nie w jakiś uporządkowany, matematyczny sposób. To byłaby ostatnia rzecz, jaka by mnie pociągała. Znalazłem wtedy spokój, ponieważ tak jak podejrzewałem chyba od samego początku, okazało się, że jest coś więcej poza tym materialnym światem, że istnieje osoba, która za tym stoi (a nic nie przeraża mnie bardziej, niż idea bezosobowego, bezcelowego wszechświata), że mogę teraz nie obejmować całego obrazu, ale on istnieje, namalowany boską dłonią. Zrozumiałem, że wszechświat nie tylko ma logiczny sens, ale również jest piękny, że jest owocem boskiej inspiracji, za którą nie stoją kosmiczne, nienaruszalne i zimne prawa, ale uczucia i sztuka. Tak rozumiem Boga – jako artystę o wielkim sercu.

Zrozumienie to przyszło z pogrążenia się w religii (a może pogrążyłem się w religii, ponieważ ta idea dojrzewała we mnie od dawna?). Z czasem jednak inna strona religii odepchnęła mnie od siebie. Przyszedłem po transcendentalne zrozumienie, nieograniczoną wolność i pełnię uczuć. Po pewnym czasie zaczęła przytłaczać mnie „ludzka” twarz religii – sztywność, instytucjonalizm, polityka, biurokracja. Stopniowo zacząłem się odsuwać od głównego nurtu, aż w końcu zostaliśmy sami – moja dobra małżonka i ja.

Myślę, że w pewnym sensie to dobrze – jesteśmy wolni w swoich wyborach i nie musimy się przejmować społeczną presją oraz instytucjonalnymi konfliktami. Zawsze byłem wolnym duchem.

Postanowiłem uczcić jakoś ten dzień. Oderwać myśli od zmartwień, przestać zastanawiać się, czy ten ból w piersi to owoc mojego, coraz częstszego popalania w ostatnich miesiącach, zapomnieć o pracy, pieniądzach, braku przyjaciół i emigracyjnej chandrze. Wrzuciłem na mp3jkę wykład Swamiego i po raz pierwszy od paru miesięcy spróbuję dać się porwać jego słowom. Chwycę się ich jak balonu i wzniosę się ponad chmury, oglądając z radością czyste niebo, wdychając mroźne, świeże powietrze i mając nadzieję, że zbyt szybko nie spadnę, przynajmniej dopóki nie nacieszę się wolnością i kontaktem z Pięknem.



Śniłem dziś o doktorze Housie... Free writing ma swoje prawa, z których najważniejsze jest – nie ma żadnych praw. Dlatego wejdźmy na doktora House’a. Lubię go. Cięty dowcip, pogarda dla społecznych i instytucjonalnych norm, niezależność, całkowita wierność sobie, bezkompromisowość. Z tego samego powodu, do dzisiaj, po półtorej dekadzie, ciągle jestem zakochany w Foxie Mulderze.

W swoim śnie należałem do diagnostycznej grupy House’a. Pamiętam jak staliśmy gdzieś na schodach, w wielkim budynku, sami i nagle House wyciągnął pistolet i zastrzelił Chase’a. Następnie powiedział mi, że mam go gdzieś zakopać. Czułem opór, ale równocześnie moja lojalność i podziw dla House’a nie pozwalały zachować mi się zgodnie z moim własnym osądem sytuacji. Bez protestu chwyciłem ciało Chase’a za nogi i zacząłem ciągnąć gdzieś, gdzie mógłbym go ukryć. Czułem się dziwnie – zaszokowany i przerażony (najbardziej tym, że zrozumiałem, że House jest nieobliczalny), ale równocześnie byłem zadowolony, że obdarzył mnie zaufaniem i że jestem teraz jego najbliższym współpracownikiem. Dziwaczne to było. Nie spodziewałbym się po sobie takiej reakcji.

W drugim śnie byłem podróżnikiem. Znajdowałem się w jakimś mieście, w Ameryce Południowej, w Andach (pamiętam wysokie góry). Od jakiegoś czasu podróżował ze mną pewien mężczyzna, myślę że w moim wieku. Coś mnie w nim niepokoiło, ale nie chciałem być niemiły i zostawić go. Kiedy znaleźliśmy się w tym mieście, miałem wizję przyszłości, w której zobaczyłem, że mój towarzysz jest częścią międzynarodowej organizacji, która chce przejąć władzę nad całym światem i żeby tego dokonać muszą dowiedzieć się, gdzie ukryłem pewien starożytny przedmiot, znaleziony przeze mnie w górach. Przerażony wizją, nie udało mi się zachować pozorów spokoju i w panice rzuciłem się do ucieczki, która trwała przez resztę snu – ścigała mnie cała organizacja, która miała swoje macki wszędzie, a ja uciekałem lepiej niż Jason Bourne, skacząc z budynku na budynek, z okna do okna, stojąc na palcach, na pięciocentymetrowych gzymsach, czy wtapiając się we wzór na zasłonach, jak kameleon. Dużo adrenaliny i strachu, ale ucieczka, moja sprawność i poczucie własnej ważności sprawiły mi przyjemność.

Nie będę pisał, że nasze życie (życia, jeśli ktoś wierzy w reinkarnację) jest jak taki sen. Już i tak mam problem z powtarzaniem truizmów. Wracając do Boga, to cieszę się, że jest w moim życiu. Może nie na tyle, ile bym chciał, nie tak jak kiedyś, ale jednak zawsze jest Go choć trochę. No i zawsze wiem, że kiedy już zmęczę się ucieczkami, gonitwami, zakopywaniem zwłok, wędrówkami po górskich bezdrożach, oddawaniem swojej duszy ideom, to będę mógł się do Niego odwrócić, otrzeć z czoła pot i odpocząć przez chwilę w Jego spokojnym, ciepłym towarzystwie, gdzie wszystko jest normalne i swojskie.

Życzę wszystkim Szczęśliwego Bożego Narodzenia. Hare Kryszna.







2 comments:

  1. Odpisałbym Ci coś sensownego, bo lubię rozważania o religii, o wierze i Bogu... Tylko, że nie doczytałem wszystkiego co napisałeś, bo strasznie źle się czyta na tej skórce. Zmień chociaż kolor liter :)

    ReplyDelete
  2. Co masz na myśli? Wiem, że przy innych przeglądarkach niż firefox są problemy i tekst pojawia się na tle obrazu z tyłu. Co używasz?

    ReplyDelete