Wednesday, 9 September 2009

Gra



Gra
(sen)

Rozpoczął się telewizyjny show wszechczasów – Wielka Gra pomiędzy siłami Światła i Ciemności. Polega ona na tym, że pewnego dnia zwykły człowiek budzi się w alternatywnym świecie, który jest sceną rozgrywki pomiędzy Dobrem, a Złem. Świat ten rządzi się skomplikowanymi i dziwacznymi zasadami, panuje tam niezrozumiała hierarchia.

Człowiek, który tam trafi, musi zadecydować, po której stronie chce być, a później zaczyna się właściwa gra – czasem samotna, czasem kolektywnie, z innymi graczami. Zbiera się punkty, rozwiązuje zagadki, walczy na śmierć i życie.

Lubię ten serial, choć kompletnie nie rozumiem zasad. Tego dnia robię sobie kawę, siadam w wygodnym fotelu, wykładam nogi na krześle i nagle wszystko się zmienia – jestem w środku Gry! Niestety ciągle nie rozumiem zasad. Czuję się jak bohater Strugackich – wrzucony na głęboką wodę, nie pojmując miejscowych intryg, praw, związków. Wszystko jest chaosem. Spotykam ludzi, którzy już od jakiegoś czasu grają i wydają się rozumieć o co chodzi, rozmawiam z szychami, którzy chyba nawet nie są graczami, tylko kontrolują sytuację i pilnują, że wszyscy przestrzegają zasad. Tylko jakich zasad??! Znalazłem się w najbardziej szalonym i mistycznym realisty show wszechczasów i nikt nie wprowadził mnie do gry!

Czuję się zagubiony, ale mam również poczucie własnej siły i znaczenia w tej grze. Najpierw muszę wybrać: siły Ciemności, czy Światła? Nikt mnie jednak nie popędza. Mam czas. Najpierw spróbuję zorientować się w sytuacji.

Najpierw spotykam postacie ze strony Dobra, które próbują przekonać mnie do swoich racji, ale nie czuję żadnej sympatii. Wydają mi się hipokrytami i biurokratami, nienawidzącymi różnorodności i indywidualności. Strona Ciemności jest lepsza, przynajmniej mają charakter, ale też nie jestem przekonany – za dużo cwaniactwa i brak skrupułów.

Najważniejsze z całego snu jest spotkanie z Wodną Wróżką. Wchodzę do komnaty wypełnionej po kolana wodą. Po drugiej stronie zanurzona do pasa, pływa syrenka. Przepiękna – czarne włosy, brązowe oczy, nieduże, stojące wysoko piersi. Boi się mnie – wyczuwa moją moc, ale i lubi mnie w jakiś sposób. Nagle widzę, że pod w marmurze podłogi pojawia się wybrzuszenie i nagle spod ziemi wypływa wielki wąż o ludzkiej twarzy. Rozumiem, że mam z nim walczyć, ale wiem też, że na początkowym etapie, przed wybraniem stron i zebraniem odpowiedniej ilości punktów, taki pojedynek to samobójstwo. No ale wcale się nie boję. Czuję, że mam moc. Wielki, czarny i paskudny wąż rzuca się na mnie. Moją jedyną bronią są pięści. Wąż próbuje mnie kąsać i dusić, a ja po prostu walę go pięścią w łeb. Raz za razem. Gadzina słabnie, mogę to czuć. Mam też wrażenie, że walkę obserwują bardzo ważne w tej grze osoby. Od wyniku tej walki zależy, czy jestem tym, kim obawiają się, że jestem – osobą, która może zniszczyć Grę, albo pomóc wygrać, którejś ze stron.

Wreszcie zabijam węża. Jego ogromne cielsko opada bezwładnie na podłogę, a z jego piersi wypada szklane, czerwone serce. Wiem, że to bardzo cenny i ważny przedmiot. Podobnie jak teraz, po tej walce moja osoba. Później jeszcze sporo się działo, ale nie pamiętam nic konkretnego.




3 comments: