Tuesday, 9 February 2010

W bursztynie - sen



W bursztynie
(sen)
1

Jestem na przyjęciu. Mamy po czternaście, piętnaście lat. Może to czyjeś urodziny? A może spotkaliśmy się, ot tak, żeby naśladować dorosłych?
Panuje atmosfera zabawy, świeżości, podekscytowania, elektryczny haj, kiedy w człowieku budzą się dorosłe myśli, uczucia.

Jest tam dziewczyna, w której jestem zakochany. Czarnowłosa, sarniooka, pijąc oranżadę po drugiej stronie pokoju, rzuca mi ukradkowe, zawstydzone spojrzenia. Wiem, że też czuje coś do mnie, ale jestem za młody, żeby skorzystać z tej wiedzy. Zresztą tak jest dobrze. Jestem szczęśliwy.

2

Zjawia się gość. Nie pasuje do naszego towarzystwa. Jest starszy, koło trzydziestki. Kruczoczarne włosy, zaczesane do tyłu, w połączeniu z orlim nosem i czarnymi, lśniącymi oczami nadają mu drapieżnego, nieprzyjemnego wyglądu. Podaje się za magika. Akceptujemy go. Czekamy z ciekawością na pokaz sztuczek. Mężczyzna najpierw zaprzyjaźnia się z każdym z nas, z osobna. Żartuje, śmieje się, łamie lody. Gdy podchodzi do „mojej” dziewczyny, czuję niepokój i niechęć. Chciałbym, żeby go tutaj nie było. Wydaje mi się, że skaził atmosferę naszego dziecięcego spotkania.

Wreszcie mówi, że naszedł czas na sztuczkę. Powoli okręca głowę, przyglądając się każdemu z dzieci osobno, jakby wybierał ofiarę, aż wreszcie zatrzymuje się na rudym chłopcu, zajadającym ciasto. Chłopiec przestaje jeść i lekko wystraszony patrzy na mężczyznę. Ten przymyka oczy i zaczyna mówić o tajemnicach chłopca, o których nie mógł wiedzieć nikt, oprócz niego. O jego zauroczeniu innym chłopcem, jego przyjacielem, o masturbacji, o pieniądzach odkładanych na operację.

Wszyscy się krzywią, już nikt nie czuje nastroju zabawy. Atmosfera się zagęszcza, pojawia się strach. Czujemy się jak więźniowie. Głowa mężczyzny znów obraca się dookoła, jak przerażający łeb mechanicznego klowna. Szuka następnej ofiary.



3

Leżę na trawie. Otacza mnie piękny ogród. Gorące słońce pieści moją twarz, przez sitko pachnących źdźbeł trawy. Brzęczą pszczoły, pachną kwiaty, płynę w zmysłowej bezczynności. Czas rusza się bardzo leniwie, tak leniwie, że wydaje się, jakby stał w miejscu. Skąd się tutaj wziąłem? Kim jestem? Gdzie?

Lekki niepokój zakłóca idyllę. Podnoszę się na łokciu. Widzę ją. Niepokój mija. Ona leży obok, patrzy na mnie, uśmiecha się omdlewająco. Wyciąga dłoń. Dotykamy się palcami. „Kocham cię” – mówi. Też ją kocham. Jest tylko ogród, słońce i miłość. I bezruch. Statyczność. Zdaję sobie sprawę, że niepokój nie minął do końca. Ciągle jest, raniąc jak ćmiący ząb. Przenika mnie uczucie straty, wrażenie, że zapomniałem o czymś bardzo ważnym. Ona ciągle tam jest, ciągle się uśmiecha, ale w jej oczach, głęboko, pod powierzchnią leniwej ni to seksualności, ni to platoniczności, widzę strach i niemoc. Chcę sobie przypomnieć...

4

Nagle ogród znika. Powraca pamięć. Leżę na podłodze mieszkania. Intensywny zapach moczu atakuje nozdrza. Czuję głód i strach. Zniewolenie. Rozglądam się spod półprzymkniętych powiek. Inne dzieci leżą obok mnie. Wychudzone, brudne twarze kryją poruszające się nerwowo powieki. Dzieci śnią. Próbuję przypomnieć sobie, jak długo to już trwa. Godzinę? Dzień? Miesiąc? Gdzie jest...

Słyszę kroki. Zamykam kurczowo powieki. Choć przerażenie zamgliło myśli, wiem, że mężczyzna nie może zdać sobie sprawy, że nie śpię. To moja jedyna szansa. Kroki zatrzymują się przed moją twarzą. Słyszę szelest. Mężczyzna kuca obok. Tak mi się zdaje.
- Nieładnie tak kłamać – mówi drwiąco i zimne, spocone palce dotykają mojego czoła. Zapadam się. Wszystko blaknie...
I znów leżę w ogrodzie zapomnienia, w którym panuje martwy, słoneczny spokój, gdzie ona patrzy na mnie z miłością, pod którą jej oczy krzyczą z przerażenia, a gdzieś w środku ćmi mętne uczucie straty, uwięzienia i oszustwa.

5

Mały chłopiec bawi się z przyjaciółmi pod lasem. Choć jego rówieśnicy biegają, śmieją się, krzyczą, malec nie czuje się najlepiej. Męczy go myśl o śnie, jaki nawiedził go ostatniej nocy. To był okropny koszmar. Były w nim dzieci, trochę tylko starsze od niego, zły pan, więzienie. Chłopiec czuje wielki smutek.

Patrzy na zrujnowaną chatę pod lasem i nagle przypomina sobie, że wygląda ona dokładnie tak, jak dom z jego snu. Zostawia przyjaciół i powoli idzie w kierunku drewnianego, starego budynku, który stoi tam pusty już od lat. Matki zabroniły się tam bawić, ostrzegając przed duchami i zgniłymi deskami. Chłopiec dochodzi do ruiny. Stoi przed drzwiami, z wahaniem wyciągając rękę do klamki. Nie chce otwierać tych drzwi, ale myśl o dzieciach ze snu zmusza go do tego. Otwiera. Wchodzi. Na podłodze leżą dzieci. Kilkanaście brudnych, wychudzonych ciał. Wydaje się, że śpią, ale chłopiec wie, że to tylko iluzja. Gdyby żyły, ciągle byłyby w świecie słonecznego ogrodu. Sen o nich nawiedził go tylko dlatego, że ostatni z więźniów złego pana, zmarł właśnie tej nocy.

Chłopiec płacze, coraz bardziej, coraz więcej łez, chciałby przytulić zmarłego chłopca, tego, który leży pod samym oknem. Rozpoznał w nim głównego bohatera snu, ale zbyt się boi, żeby podejść bliżej. Więc ucieka i z płaczem biegnie do przyjaciół, żeby opowiedzieć im o swoim odkryciu.



5 comments:

  1. Czasami zdarzają mi się takie pełnometrażowe, spójne sny i staram się je od razu zapisać. Raz, zeby nie zapomnieć, a dwa, że często używam ich w jakimś opowiadaniu. Ten był przytłaczająco smutny i intensywny. Obudziłem się wśrodku nocy i długo nie mogłem zasnąć, zapamiętując szczegóły, rozmyślając nad sensem i źródłem, i zastanawiając się, czy żyję w pełni swoim życiem, czy nie tracę go na bierność pochodzącą ze strachu i niewiary.

    ReplyDelete
  2. Świetnie to namalowałeś... jak ja bardzo żałuję, że nie potrafię zapamiętać moich snów, szczególnie tych niesamowitych, parują niczym kamfora zaraz po obudzeniu :/

    ReplyDelete
  3. Też tak często mam, ale nauczyłem się, żeby wbrew lenistwu, spróbować zapisać nawet w nocy, na wpół śpiąc. Po jakimś czasie umysł tak się przyzwyczaja, że coraz więcej się pamięta.

    ReplyDelete
  4. przesladuje mnie jeden sen, ktory powraca, obraz z czasow dziecinstwa... intrygujace, ten sam motyw, ale z innej perspektywy(...) Szancera i jego ganialną kreskę pamietam rowniez, ale daleko mi do tych cudnych rozmachow, moze M. Chagall bardziej mnie inspiruje ? mam malo czasu na czytanie ksiazek ale Twoje przemyslenia chetnie czytam. pozdrowienia z wyspy
    a.

    ReplyDelete