Sunday, 19 September 2010

Proces twórczy 5



Wentylacja wykuta, a piecyk ciągle dymi. Taka już widać jego uroda. Ręka się goi, ale spod bandaża lekki swądek, na szczęście jutro zmiana opatrunku. Ciąg świadomości, nie myśl, nie wysilaj się, pozwól płynąć słowom, za każdym razem to takie trudne, cholera. Grzeję nogi na termoforze, nogi ciepłe, a dusza lodowata, przed południem w pochmurną niedzielę. Skąd tu brać juice w taki dzień? Z nieba nie spadnie, trzeba pokopać w środku. Wbrew apatii, wbrew bezwładności. To dowód, że jesteśmy uwięzieni w materii – duch jest dynamiczny, materia statyczna.

W stanie wolnym działanie jest naszą naturą. W stanie uwięzienia w materii przejmujemy cechy materii, czyli statyczność i bierność, która prowadzi do entropii. Filozofia. Wkurza mnie ten dym. Jak łatwo umysł zakotwicza się w nieważnych rzeczach. Szkoda. Wysiłek. Nawet tutaj nie robię wysiłku. Jest jedna rzecz, którą się robi bez wysiłku (przynajmniej pierwszy raz). Seks. No ale to też materia, czyż nie?

Jazz, swing, swing, alkohol, papierosy, zadymiona piwnica, drewniany kontuar pomalowany na zgniłą zieleń, obłupuje się już lakier, tam bym dziś usiadł. Bez wysiłku obserwował dekadencki świat, upijał się powoli, rozmawiał z obcymi o ich problemach, porażkach – w takich miejscach nie rozmawia się o zwycięstwach. Zwycięzcy chodzą do innych lokali. Tam gdzie światło, szampan i suknie z dekoltami. Brakuje mi angielskich pubów, gdzie mogłem usiąść na wytartej kanapie, anonimowo, nikt mnie nie napastował i mogłem pić jeden po drugim cidery, palic papierosy w tajemnicy i nikt nie patrzył z potępieniem, każdy miał gdzieś raka płuc, czytać napisy na starych posterach, jeszcze przedwojennych, albo czytać jakąś dziwną książkę wygrzebaną z Oxfamu.

Nie udaje mi się do końca tutaj odetchnąć. Poczerpać natchnienia z siły bezwładności. Przecież tak też można. Bierz skąd możesz, jeśli nie z kosmosu, to z głębiny morza. Wszędzie są iskry Boga, nie?

No comments:

Post a Comment