Sunday, 19 June 2011

Powoli do góry, na dwie nogi...



Powoli do góry, na dwie nogi...
(Kopenhaga)

Uff, to był ciężki miesiąc (a w sumie ciężkie trzy miesiące). Dochodzę do siebie małymi kroczkami, choć w pewnym momencie myślałem, że nie dam rady, że coś się we mnie połamało na dobre. Widać z wiekiem odporność na stres maleje, przynajmniej teraz wiem, że muszę być ostrożniejszy.

W skrócie – wpakowaliśmy się w długi, w mieszkaniu nie mogliśmy mieć zameldowania, nie mogliśmy załatwić papierów, właścicielka mieszkania okazała się osobowością niezbyt przyjemną, każda najdrobniejsza sprawa, próba załatwiania czegoś w urzędach spełzała na niczym, ale to naprawdę każda.

Po trzech miesiącach udało mi się wreszcie znaleźć nowe mieszkanie. Nie wiem, jak to wpłynęło na mnie, ale następnego dnia po znalezieniu nowego miejsca obudziłem się w okropnym stanie – nieopanowany niepokój, obcość, panika. Gdybym mógł to do czegoś porównać, to najbardziej przypominało to zły odlot po trawce, z tym, że zamiast trwać godzinę, czy dwie, trwało to prawie dwa tygodnie. Brrr, jeszcze teraz mam dreszcze i piszę o tym z niechęcią. Gdyby nie wsparcie Tani, to mogłoby być jeszcze gorzej...

W każdym bądź razie teraz jest lepiej. Codziennie ładuję się witaminami, dużo ruchu, unikam jak się da stresujących myśli, poza tym wreszcie udało nam się ruszyć z papierami, już prawie wszystko załatwione, nowe mieszkanie jest miłe, dzielimy je polską parą, z hiszpańską parą, z Włochem i Marokańczykiem, jest wesoło, ludnie, dobrze czasami czuć w domu obecność innych ludzi.

Za dwa tygodnie jedziemy do Polski w Sudety, spotkać się wreszcie ze Swamim, naszym duchowym przewodnikiem, którego do tej pory znamy tylko korespondencyjnie i teraz z niecierpliwością odliczamy dni.

To truizm, ale i tak powiem: życie nie jest łatwe, a czasami jest wręcz nie do zniesienia. Trzeba jednak wierzyć w głębszy sens. Czasami nic innego nie pozostaje, niż wbrew wszystkiemu przeć do przodu, bo przecież do tyłu nie da się iść, choćby się nawet chciało.

4 comments:

  1. ojejku...
    czytając to zestresowałam się, choć wiedziałam, że przecież musi być lepiej, skoro piszesz :)
    miałam taki napad paniki, gdy moi rodzice byli w szpitalu. brrr... przez jakiś czas brałam nawet tabletki przeciwlękowe.

    zażywaj żeń - szeń :)

    ReplyDelete
  2. Hej Emma, dzięki za wczucie się w moją sytuację:) Jutro poszukam tutaj żeńszenia, może pomoże.

    ReplyDelete
  3. Coś wiem o szukaniu mieszkania i problemach z tym związanych. W Kraju Basków, gdzie mieszkam, nie jest z tym łatwo, też szukaliśmy przez 3-4 miesiące...
    Trzymam kciuki, żeby lepiej, żeby do przodu.
    Dzisiaj trafiłam na Twojego bloga-podoba mi się.
    Zapraszam do siebie euskera.blog.pl
    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  4. Dzięki euskera za odwiedziny i pozytywne wibracje:) Bloga z chęcią poczytam, Hiszpania to moja miłość (wliczając w to Pais Basko;)

    ReplyDelete