Tuesday, 5 February 2013

Wyspy szczęśliwe


Wyspy szczęśliwe
04.02.2013 pociąg z Katowic















Prośba o wyspy szczęśliwe
K.I. Gałczyński

A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp,
otumań
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć
zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.

     Za oknem pociągu już ciemno, choć to dopiero koło szóstej. Przed chwilą była stacja w Bielsku, jeszcze półtorej godziny do domu („dom” – z jaką nieśmiałością i niewiarą używam tego słowa). W Krakowie przed samym wyjazdem spędziłem prawie dwie godziny u dentysty. Okazało się, że rana po wyrwanym zębie wcale się nie zagoiła, krater do samej kości, infekcja, a na dokładkę ząb obok wymagał kanałowego leczenia. Leżałem zrezygnowany, poddając się wierceniu, łupaniu, wkładaniu, szarpaniu, co jakiś czas pojękując tylko cicho, a łzy łaskotały mi policzki. Gdy na koniec miła pani dentystka pokazała mi rachunek, znów jęknąłem. Prawie sześćset złotych. Miałem tylko dwieście pięćdziesiąt i zostałem wpisany na listę dłużników. Na szczęście są gdzieś tam rozsiani przyjaciele. Akurat w Katowicach na dworcu zerknąłem na maila i okazało się, że Kris miał o nas sen – że znów zmagamy się z małym kryzysem. Spytał, czy to był  sen proroczy i jeśli potrzebuję pomocy, to żebym śmiało do niego pisał. Miło. Poproszę go o małą pożyczkę na spłacenie dentysty i przetrwanie najbliższych tygodni.

     W pociągu jest mi dziś nawet miło. Przytulona obok siedzi Tania i na Kindlu czyta baśnie. Wcześniej razem poczytaliśmy trochę Gałczyńskiego. Wciągnął mnie powyższy wiersz. Czytam go sobie w kółko i może nawet nauczę się na pamięć. Kiedyś ludzie uczyli  się na pamięć poezji. Fajnie byłoby znać chociaż te ulubione. 

     Wyspy  szczęśliwe. Myśli spokojne, rozmowy gwiazd, wody ciche… Eh, jak to brzmi. Z obolałą szczęką, dziurą w kieszeni, skołatanymi nerwami, to ciężko tam odlecieć. Ciężko nawet sobie wyobrazić takie miejsce. Ostatnio świat wydaje się obdarty z magii. Dobra karma, zła karma, walka o punkty, metka z ceną na wszystkim. Nie odnajduję się w tym. Powiem szczerze, że nie chcę się odnaleźć. Dlatego nie porzucam swoich marzeń i ciągle, wbrew wyczerpaniu próbuje ten świat pokolorować na nowo. Zapraszam z niebiańskich zagajników mądrego, sympatycznego Boga, który bardzo pragnie się ze mną zaprzyjaźnić, w swojej miłości próbuję widzieć najczystsze spotkanie dwóch połówek przepołowionej kiedyś duszy, w przyszłości dostrzegam zarysy spokojnych wieczorów przy kominku, z wyśmienitą, starą książką na kolanie, rozmowy z oczytanymi przyjaciółmi o dobrych sercach, przytulna praca, bez stresów, za godziwą, niewygórowaną płacę, pod mądrym okiem opiekuńczych duchów i zatroskanych przodków.
     Znosi mnie:)

     Nie piję i nie palę od jakichś trzech tygodni. Myślę, że zacząłem mieć problem alkoholowy. Nie upijałem się, nie lubię, ale od dwóch lat (a chyba nawet dłużej) leczę swoją nerwicę małymi dawkami alkoholu. Piwo, lampka wina, okazyjny papieros. Ostatnio próbowałem sobie przypomnieć, kiedy ostatnio miałem cały tydzień bez alkoholu. Kiedy dotarło do mnie, że nie pamiętam, stwierdziłem, że czas zakręcić kurek i szukać spokoju gdzie indziej. Mam przecież swoje praktyki duchowe, Krysznę, mistrza. Kiedyś znajdywałem w tym dużo spokoju i radości. Jeśli chodzi o abstynencję, myślę, że to działa, choć trzy tygodnie to za mało, żeby coś konkretnego powiedzieć. Na pewno czuję się silniejszy, bardziej mężczyzną (bo „nie jestem mazgajem, który ucieka od swoich problemów w kieliszek”).

     Już dojeżdżamy. W domu przywitam się z dzieciakami i resztą, wezmę prysznic (mama napaliła nam w piecu, więc woda powinna być już gorąca), napiję się melisy i może pooglądam jakieś głupoty  w telewizji. I na tym koniec poniedziałku.

No comments:

Post a Comment