Wednesday, 24 April 2013

Mieszkanie nad Wisłą, poszukiwania, zawirowania and hope

   





















Ilustracja do zbioru opowiadań, nad którym właśnie pracuję

     Leci ten czas błyskawicznie. Ciągle w Krakowie. Był taki moment, że prawie rzuciliśmy to w diabli. Byliśmy zmęczeni niepowodzeniami i wizja naszej chaty w górach zaczęła być pociągająca. Wtedy Ania zaprosiła nas do Nowej Huty na występy z okazji hinduskiego święta Holi. Wieczorem, po imprezie zdaliśmy sobie sprawę, że chcemy jednak zawalczyć o Kraków. Wieś jest dobra, żeby przejść na emeryturę, ale teraz to chcielibyśmy być tutaj, gdzie coś się dzieje, gdzie są ludzie.
     W międzyczasie miałem kolejny okres próbny w pracy - w nowej restauracji wegetariańskiej. Tym razem wytrzymałem dwa dni. Dwunastogodzinne zmiany w dymie, gorącu, parskającym oleju to jednak już nie dla mnie. Poza tym nie siadłem chłopakom, widziałem, jak ich drażnię. Po piątku i sobocie, w niedzielę się już nie pojawiłem. Tak, że temat ekonomicznych fundamentów ciągle otwarty.
     Nie załamałem się jednak (byłem wręcz szczęśliwy, że nie skończyłem w tej kuchni). Tego samego wieczoru, już w łóżku rozmawialiśmy z Tanią, że czas wreszcie zrobić coś wspólnie, połączyć nasze talenty artystyczno-pisarskie i zaatakować Polskę. To jest nasza rzecz. Wymyśliliśmy książkę - komiks o naszych emigracjach. Myślę, że będzie czad. Z podekscytowania nie mogliśmy zasnąć do pierwszej czy drugiej w nocy.
     Wczoraj znaleźliśmy mieszkanie. Też pozytyw. Na Józefińskiej, nad samą Wisłą, w starej żulowskiej kamienicy. Cena spoko, bo to bezpośrednio od administracji, a do tego do remontu. No i duże, ponad 60 metrów, dwa wielkie pokoje, kuchnia, łazienka. Sąsiedztwo czadowe, chłopaki i dziewczyny zajmujący się uliczną sztuką, w piwnicy zastaliśmy szalonych konstruktorów, w garażu warsztat artystycznych ubrań do bajek i nie tylko, obrazy, jest miejsce na rowery. Tylko mebli żadnych nie ma, trzeba będzie wszystko od podstaw kołować. Widziałem na gumtree, że jest trochę ofert "oddam za darmo", gdyby się załatwiło transport, to dałoby się skompletować jakiś zestaw.
     Trochę się boję wydatków na remont. Wczoraj zdecydowaliśmy, że sprzedajemy nasz kawałek ziemi w górach. To nam pozwoli popłacić długi, remont i starczy na życie na jakiś rok, albo i więcej. Jeśli w międzyczasie udałoby się jeszcze coś dorobić, to już w ogóle byłby gitez:) Na sprzedawaniu ziemi też się nie znam (tak jak i na remoncie i wielu innych praktycznych rzeczach:), będę musiał pogrzebać w sieci, jak się za to wziąć. Działka budowlana, z widokiem na góry, nie powinno chyba być problemu ze zbytem.
     Wczoraj miałem też rozmowę w sprawie pracy. Znajomy Agaty (tej z galerii na Józefa, dzięki której trafiliśmy na to mieszkanie) szukał kogoś do sklepu meblowego. Żałowałem, że kogoś już znalazł, bo gościu siadł mi niezmiernie, po minucie rozmowy byłem gotów na wzięcie całego etatu. Facet po czterdziestce, z siwym kucykiem, bardzo personalny, patrzący w oczy, już na wstępie powiedział, że nie ma co sobie "panować", po czym spędziliśmy kilkanaście minut na sympatycznej rozmowie. Jakby coś się zmieniło ma dać znać.
     To tyle w telegraficznym skrócie.
     Myślę, że to jest tak, że aby coś docenić, to trzeba w to włożyć dużo wysiłku. Dlatego tak się uparłem na walkę o Kraków. Może wreszcie uda nam się zakorzenić.

3 comments:

  1. He he, bardzo chciałbym usłyszeć relacje o pracy w kuchni wegetariańskiej.
    Sam przez jakiś czas pracowałem w kuchni.
    Poza tym nie dziwie się - Kraków jest the best.
    pozdro

    ReplyDelete
  2. Trzymam kciuki i wierzę w Wasze sukcesy :) No i Kraków, pięknie :)

    ReplyDelete
  3. Dzięki!
    No ale jednak wycofaliśmy się na razie do taborów. Za dużo tego było - szukanie pracy, nowe mieszkanie, nowi ludzie. Pewnego poranka zdecydowaliśmy, że zwijamy żagle i wracamy na razie w góry, żeby się zresetować. Dziś zaczynamy ogródek warzywny, trzeba załatwić opał do kuchni, rowery naprawione, na długie wycieczki:)
    Nie wiem - może jesteśmy niepoważni? Mój żywioł to powietrze i ogień, a nie ziemia:)

    ReplyDelete