Sunday, 16 June 2013

Wayfarer in the UK

 
     Witajcie
     Dziś ostatni dzień odliczania przed wyjazdem. Postanowiłem przenieść się na jakiś czas na nowego bloga, po angielsku, stworzonego specjalnie na ten wyjazd. Zrobiłem tak już wcześniej, kiedy mieszkałem w Kopenhadze, niektórzy może pamiętają: stranger in copenhagen. Chodzi o to, że kiedy przenoszę się do międzynarodowego towarzystwa, chciałbym mieć jakieś narzędzie komunikacji. Nowy blog to Wayfarer in the UK. Wpadajcie.

Saturday, 15 June 2013

Przed wyjazdem do Liverpoolu

     Ostatni weekend w kraju. W poniedziałek się zwijam. Próbuję wzbudzić w sobie nastrój przygody, ale nie wychodzi mi. Najbardziej to czuję apatię i przymulenie, jakiś rodzaj lęku, ale nie konkretnego, przed czymś, tylko irracjonalnego, niezidentyfikowanego, napięcie. Do tego niska samoocena, poczucie że jestem do niczego. Nie będzie łatwo zacząć nowe życie z taką świadomością, ale z drugiej strony od stania w miejscu nic się nie poprawia. Zmiana i wyzwania mogą pomóc w resecie osobowości:)
     Z kasą nie za dobrze, większość zostawiam Tani na życie (niewiele), na start w UK będę miał jakieś 50 funtów. Będę musiał wrócić do codziennego grania na ulicy, żeby się jakoś utrzymać na początku, aż nie znajdę pracy. Z tego akurat się cieszę. Lubię życie uliczne, ożywia mnie, można poznać fajnych ludzi, jest też dobry przepływ informacji, ludzie żyjący i pracujący na ulicy, wymieniają się przydatnymi informacjami. Z ukulele jeszcze nie występowałem na ulicy, wcześniej tylko akordeon.


     Druga rzecz to rozstanie z Tanią. Możliwe, że nie będziemy się widzieć nawet z dwa miesiące. Takiej długiej przerwy nie mieliśmy od chyba dziewięciu lat. Spore wyzwanie. Przyznaję się, że nasz związek w pewien sposób nas ogranicza - wszystko robimy razem, mało rzeczy należy tylko do jednej osoby, nasze nastroje zależą od siebie. Oczywiście jest w tym dużo plusów, ale i tak myślę, że dobrze nam zrobi przerwa.
     No więc od poniedziałku nowy rozdział.
     Wiecie co? Trochę jednak jestem podekscytowany. Apatia nie pożarła mnie do końca:)

PS. Parę godzin później, po dwóch godzinach na basenie i zakończeniu trzeciego sezonu Downton Abby - życie nie jest aż takie złe;)

Thursday, 13 June 2013

En la plaza de mi pueblo



"En la plaza de mi pueblo" to stara hiszpańska pieśń rewolucyjna, popularna wśród anarchistów podczas rewolucji hiszpańskiej z 1936. Był to szczególny okres w historii, nigdy wcześniej ani później ludzkość nie była tak blisko normalności. Nagraliśmy to z Tatianą, żeby ludzie nie zapomnieli o tamtej walce i ludziach, którzy poświęcili życie wolności.

En la plaza de mi pueblo
dijo el jornalero al amo:
"Nuestros hijos nacerán
con el puno levantado."

Esta tierra que no es mía,
esta tierra que es del amo,
la riego con mi sudor,
la trabajo con mis manos.

Pero dime, companero,
si estas tierras son del amo,
?por qué nunca lo hemos visto
trabajando en el arado?

Con mi arado abro los surcos
con mi arado escribo yo
páginas sobre la tierra
de miseria y de sudor.

a w wolnym tłumaczeniu idzie to tak:

Na środku wioski
chłop powiedział panu:
"Nasze dzieci urodzą się
z podniesioną pięścią"

Tą ziemię, która nie jest moja
Tą ziemię, która jest pana
zraszam moim potem
orzę swoimi rękami

Ale powiedz mi przyjacielu,
skoro ta ziemia jest pana
dlaczego nigdy
nie widzieliśmy go z pługiem?

Moim pługiem orzę ziemię
Moim pługiem piszę
Zapisuję strony ziemi
opowieścią o cierpieniu i znoju

Monday, 10 June 2013

The Waltz of Emptiness - cover



Вальс пустоты

Запах степи, ветер и небо – мой путь.
Перемещение в пространстве – мой сон.
То рельсы, то воздух, то корабли...
И пустота непривязанности.

Но я уже не помню, что я ищу.
Смысла ведь нет ни в чем все равно.
Запах степи, ветер, небо и ты...
И пустота непривязанности.

А если светлое небо тучи закроют,
Послышатся всюду звуки грозы,
Любовь да свобода,
А не то, что скажут люди,
Пусть греют мне сердце.
Сомнение, молчи!

Все это просто любовь и тоска.
Вот бы осесть и уснуть навсегда.
Так, чтобы снились порою мне сны
О пустоте непривязанности.

А если светлое небо тучи закроют,
Послышатся всюду звуки грозы,
Любовь да свобода,
А не то, что скажут люди,
Пусть греют мне сердце.
Сомнение, молчи!

(Dla mojej ukochanej Zulyi Kamalovej:)

Ostatni tydzień na wsi 2



   


















ilustracja Tani


     Rano wybrałem się do lekarza. Egzema na łokciu nie chce zniknąć od dwóch miesięcy, może po kremie ze sterydami da mi spokój. Wczoraj wieczorem, za radą Łukasza zacząłem czytać tą słynną "Potęgę podświadomości". Przyznam, że unikam zwykle książek motywujących, są dla mnie zbyt amerykańskie, zbyt płytkie, sprowadzają życie do banałów. No ale stwierdziłem, że warto spróbować. Po pierwszych dwóch rozdziałach odczucia mam pozytywne. Pomyślałem sobie po prostu: skąd się bierze u mnie ten negatywizm ostatnie kilka lat? Właśnie z czarnych myśli. Braku wiary, powtarzaniu, że nic się nie uda, że życie się skończyło. Skoro człowiek samemu może tak się zdołować, to równie dobrze można spróbować zrobić to w drugą stronę. Świadomie mówić sobie, że wszystko się uda, że wszechświat jest przyjaznym miejscem, że wszystko jest w harmonii, że jestem wartościową osobą, która może być z siebie dumna. Póki co nie wychodzi mi to za dobrze, zbyt głęboko zakodowałem się Weltshmerzem. Trzeba jednak spróbować.
     Dziś w autobusie do ośrodka zdrowia spróbowałem myśleć o wyjeździe do Liverpoolu w pozytywnym świetle. Nie jako rezerwowy plan, bo w Polsce nie wyszło, ale raczej jako początek nowej przygody, zapowiedź nowych znajomości, może nawet przyjaźni, inspirujących momentów, wolność, podróż. Poczułem pewną ulgę. Nic dramatycznego, ale jakiś początek jest.
     PS. Przyznam się wam do zabawnej rzeczy: w zeszłym tygodniu Tania namówiła mnie na ćwiczenia z Ewą Chodakowską na youtube. Najpierw miałem wątpliwości (szczególnie, kiedy zwraca się do widzów w rodzaju żeńskim, a do tego jeszcze ta muzyka żywcem z pornosów z lat dziewięćdziesiątych), ale po kilku dniach totalnego wycisku, jestem zadowolony. Zestaw ćwiczeń trwa 40 minut. W ich trakcie jęczę, zdycham, mdleję i przeklinam panią Ewę niecenzuralnymi słowami, ale warto;)

Sunday, 9 June 2013

Ostatni tydzień na wsi 1

     Rano stwierdziłem, że zrobię sobie wycieczkę rowerową. Tania się nie paliła, więc wziąłem wodę z sokiem, jabłko, jogurt i pojechałem sam. Pogoda świetna, ciepło, z lekkim wiatrem. Nastrój miałem średni, trochę napięcia, lęk przed zmianami (równocześnie z lękiem przed brakiem zmian). Starałem się jednak wyluzować. W jednej trzeciej drogi złapałem gumę. Trochę się rozczarowałem, miałem nadzieję na fajny fotoreportaż z gór, no ale trudno. Zadzwoniłem po Łukasza, wróciliśmy samochodem do domu. Poniżej kilka zdjęć z przerwanej wycieczki:








     Myślałem, że nic nie poprawi mi humoru, ale kupiłem kilka piw, siedliśmy na podwórku ze wszystkimi braćmi, ich żonami, dziećmi, i zaczęliśmy kombinować, co tu wymyślić. W międzyczasie dużo wydurniania, piwko i skusiłem się na fajkę (no... trzy). W końcu Łukasz wymyślił, żeby wszyscy wsiedli na pakę jego ciężarówki i razem pojechaliśmy nad rzekę. Jakimś cudem wszyscy skończyli w wodzie. Lód!!! Ale zabawa była przednia.
     Teraz już w domu, teraz jakiś obiad (kuskus z pieczonymi warzywami), ściągam film i resztę niedzieli do góry brzuchem.





     Doszedłem do wniosku, że orzeł to dobry znak na przyszłość. Pierwszy orzeł, jakiego widziałem w życiu.

Reszta zdjęć już nad rzeką:

Tutaj skaczemy z Tanią

Z Łukaszem (on ma na twarzy uśmiech, ja katusze;)

Tania i ja





Aha, byłbym zapomniał o tym pełnym uroku momencie:



Saturday, 8 June 2013

A, pieprzyć to...;)





















Słowo się rzekło, kobyłka u płota:) W przyszły poniedziałek wylot do UK (Liverpool). Po ponad roku prób zahaczenia się w Polsce stwierdziłem, że nie ma sensu się męczyć. Czas przeprosić się z zielonym Albionem:) Kiedyś wrócę, ale mam listę żądań:
1. Najniższa krajowa 15 PLN
2. Legalizacja małżeństw gejowskich
3. Odsunięcie Kościoła od decyzji politycznych
4. Legalizacja marihuany (niekoniecznie dla mnie, ale dla zasady;)
5. Delegalizacja PiSu, PO, SLD, PSL, jako grup zorganizowanej przestępczości
6. Magda Gessler ma schudnąć 30 kilo
7. "Przekrój" ma wrócić w ręce ludu.
8. Przywrócenie Obiadów Czwartkowych dla biednych artystów
9. O co k...a chodzi z kawą na dworcu za 10 złotych?! Najwyżej piątka.
Na razie, pozdrawiam.

Friday, 7 June 2013

Saturday, 1 June 2013

Sun Is On My Side - ukulele cover

Piękna piosenka, smutna jak ten diabeł, Gogol Bordello:)
Poniżej mój cover.




Sun Is On My Side

What was here now is gone
Up and down like everyone
Walk the earth in lonesome cry
But when the sun comes up
When the sun comes up
It will be on your side
It will be on your side

To the song of wheels
All demons die
Rays of joy they multiply
Harmony you will be my bride
But when the sun comes up
I'll let out last breath
And slumber softly
Into the death

My half breed odyssey
Your orphan prophecy
Our destiny we will not hide
When the sun comes up
When the sun comes up
It will be on your side
It will be on our side

When the sun comes up
I'll let out last breath
And I'll slumber softly
Into the death