Sunday, 9 June 2013

Ostatni tydzień na wsi 1

     Rano stwierdziłem, że zrobię sobie wycieczkę rowerową. Tania się nie paliła, więc wziąłem wodę z sokiem, jabłko, jogurt i pojechałem sam. Pogoda świetna, ciepło, z lekkim wiatrem. Nastrój miałem średni, trochę napięcia, lęk przed zmianami (równocześnie z lękiem przed brakiem zmian). Starałem się jednak wyluzować. W jednej trzeciej drogi złapałem gumę. Trochę się rozczarowałem, miałem nadzieję na fajny fotoreportaż z gór, no ale trudno. Zadzwoniłem po Łukasza, wróciliśmy samochodem do domu. Poniżej kilka zdjęć z przerwanej wycieczki:








     Myślałem, że nic nie poprawi mi humoru, ale kupiłem kilka piw, siedliśmy na podwórku ze wszystkimi braćmi, ich żonami, dziećmi, i zaczęliśmy kombinować, co tu wymyślić. W międzyczasie dużo wydurniania, piwko i skusiłem się na fajkę (no... trzy). W końcu Łukasz wymyślił, żeby wszyscy wsiedli na pakę jego ciężarówki i razem pojechaliśmy nad rzekę. Jakimś cudem wszyscy skończyli w wodzie. Lód!!! Ale zabawa była przednia.
     Teraz już w domu, teraz jakiś obiad (kuskus z pieczonymi warzywami), ściągam film i resztę niedzieli do góry brzuchem.





     Doszedłem do wniosku, że orzeł to dobry znak na przyszłość. Pierwszy orzeł, jakiego widziałem w życiu.

Reszta zdjęć już nad rzeką:

Tutaj skaczemy z Tanią

Z Łukaszem (on ma na twarzy uśmiech, ja katusze;)

Tania i ja





Aha, byłbym zapomniał o tym pełnym uroku momencie:



10 comments:

  1. "lęk przed zmianami (równocześnie z lękiem przed brakiem zmian)" jesu toż to to, co ja czuję na okrągło!!!
    Gratuluję odwagi....z tą rzeką :) brrrrr
    Fajne fotki, mają klimat starych kolorowych fotografii. Ale pierwsza chyba naj :) tak sielsko-wiejsko :)

    ReplyDelete
  2. I jeszcze....nie wiem za bardzo w czym rzecz, ale wizyta na Twoim blogu zawsze poprawia mi nastrój, przywraca wiarę w ludzi, w to że może nie cały świat jest taki zakłamany i popieprzony.
    Dziekuję :)
    Cholera....a Ty, mam nadzieję, mimo wyjazdu nie przestaniesz tu pisać...co?

    ReplyDelete
  3. Dzięki Julia:)
    Na pewno nie przestanę pisać. Ten blog już się ze mną za bardzo zrósł, żeby go zostawiać,

    ReplyDelete
    Replies
    1. Super :))))))
      Będę tu nadal wpadać po porcję pozytywnych myśli :)

      Delete
  4. Fajne miejsce. Aż dziw, że z niego uciekać chcesz.
    Chętnie poskakałbym do wody w takim otoczeniu.
    pozdrawiam

    ReplyDelete
  5. tez ostatnio skaczę do wody ...znalazłem świetną rzeczkę z piaszczystym dnem :) świetna sprawa:) jak niby małe rzeczy a dają dużo radości

    ReplyDelete
  6. Eugeniusz - miejsce piękne, ale nie mam pojęcia, co tam z sobą robić. Pracy nie ma, nic się nie dzieje. Kiedyś pewnie tam osiądę.

    Balaji - wow, piaszczyste dno w rzece? Takich luksusów nigdy nie zaznajemy u nas w górach. Bez butów, ani rusz, takie kamienie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jeszcze kiedyś zatęsknisz do tego "nicniedzianisię".
      Wiadomo, przede wszystkim jesteśmy przewodem pokarmowym, który należy choć jako tako wypełnić.
      A na tąką kąpiel to ja się kiedyś do ciebie wprosze jeśli pozwolisz.
      pozdrawiam i powodzenia

      Delete
    2. Jasne, że się możesz wprosić:) Taka kąpiel w lodowatej górskiej wodzie to najbardziej ożywcza rzecz.

      Delete
  7. piaszczyste dno ma swoje zalety ...można na bosaka, no i ten dotyk piasku pod stopami:)...ale ten górski potok wygląda zachęcająco ...ideałem wydaje się być taki z piaszczystym dnem;)...choć ideał to hmmm Jamuna;)

    ReplyDelete