Monday, 26 January 2015

***

   Poniedziałek. Pierwszy dzień pracy. W poniedziałki jeżdżę na basen z jednym z uczniów collegu. Czas szybciej leci, no i fajnie zacząć tydzień od wymoczenia się w ciepłej wodzie. Z tej okazji pozwalam sobie na odrobinę lenistwa i nie biorę prysznica, wystarczy wody na jeden dzień.
   Siedzę w living roomie, oglądamy Sok z żuka, tzn. część ogląda, część zerka i rozmawia, ja czytam reportaże o Czechosłowacji.
   Codziennie pełno ludzi, nie znam imienia wszystkich gości nawet. Zwykle fajne osoby, choć parę razy zjawili się kolesie ostro sterani przez dragi i alkohol. Unikam wtedy. Potrzebuję spokojnych, stabilnych klimatów w tym momencie życia. Wczoraj z rana wpadł chłopak, widać że po imprezie schodził z haju, i przyniósł sensację, że na innym skłocie ktoś przedawkował. Dobrze, że nasze miejsce nie jest tak ekstremalne. No i mam swój pokój, gdzie mogę sie odłączyć.
   W weekend dopadła mnie ostra chandra, nie chce mi się nawet pisać, o co poszło. Dziś też się czuję trochę zmęczony, niezmotywowany,ale jeśli czegoś sie nauczyłem w życiu, to przeczekiwanie złych dni.
   Nie rysuję ostatnio, nie piszę piosenek. Mode: survival:)

3 comments:

  1. https://www.youtube.com/watch?v=KzLYCkY3ZBg&feature=youtu.be

    ReplyDelete
  2. Tak, to sprawdzona metoda, przeczekać... ściskam ciepło

    ReplyDelete
  3. Dzięki za piosenkę, Balaji:)
    Margarithes, dzięki, też ściskam:) Czasami nie zostaje nic innego jak przeczekanie. Co zrobić. Słońce jeszcze wzejdzie:)

    ReplyDelete