Thursday, 26 February 2015

Positive

   Jest w porządku ostatnio. Wczoraj miałem dobry dzień, choć wróciłem z pracy o siódmej zmęczony. W środy pracuję dłużej.
   Poprosiłem managerkę, żebym mógł zmienić mój kontrakt z full-time na term time only i zarząd się zgodził. W skrócie - będę miał wszystkie ferie wolne, co oznacza jakieś 7 tygodni w lecie, 3 w grudniu, 3 w kwietniu, i po jednym w lutym, maju i listopadzie. Mniej kasy, ale co tam - tyle wolności:) Jutro pierwsza wypłata stałego pracownika. Zarezerwuję od razu bilet do Polski na święta, nie powinno być jeszcze za drogo.
   Oprócz tego nie palę już parę dni, na siedemnastego mam darmową wizytę u dentysty, zaczynam biegać (prawdopodobnie:) i ogólnie jest spoko.

Sunday, 22 February 2015

Trywialności


 Po skończeniu "Orange is the New Black", chciałem znaleźć coś nowego, dobrego. Sporo osób namawiało mnie na "House of Cards", więc spróbowałem. Masakra jakaś. Serial pełen ludzi bez zasad, którzy walczą o władzę. Wytrzymałem jeden odcinek,  na tym koniec. Podobne odczucie miałem, kiedy spróbowałem "Mad Men".
   Zrobiłem sobie dziś spacer do Greenwich. Z Lewisham jakieś 40 minut drogi. Oparłem się o barierkę, popatrzyłem na Tamizę, zapaliłem papierosa i z powrotem. Miałem ochotę posiedzieć w pubie, napić się piwa i poczytać książkę, ale w sumie szkoda mi było czterech funtów na szklankę Guinessa, więć w końcu kupiłem butelkę wina i teraz siedzę w domu, zabijając czas na koniec weekendu.        Nuda mnie zżera. Napisałem smsa do Petry, czy chce wpaść, ale pogoda pod psem, nie chce się jej ruszać z domu, a mieszka dosyć daleko, z Upton Park to ponad godzinę drogi.
  Zrobiłem chińszczyznę, podzieliłem się z Mariuszem i Sylwią. Nie chce mi się już oglądać filmów. Poczytam pewnie książkę.
   Czasem trywialność życia mnie rozwala.

Saturday, 21 February 2015

Lista z suchej pigwy i dżdżu


   1. Ostatnie trzy dni zrobiłem sobie maraton serialowy: wszystkie odcinki "Orange Is the New Black". Świetne. Każdy lubi underdogów.
  2. W międzyczasie ćwiczyłem na cajonie i gitarze. Działa to tak, że w komputerze puszczam sobie film, biorę instrument do ręki (jeśli gitara), albo na nim siadam (jeśli cajon) i młócę jeden rytm, kilka chwytów, w kółko. W ten sposób nie nudzę się mechaniczną czynnością, mózg samoczynnie tworzy nowe ścieżki i człowiek sam nie wie, kiedy zaczyna być coraz lepszy.
   3. Oprócz tego ciągle czekam na charango. Śni mi się po nocach jego słodki dźwięk:) Napisali mi z Boliwii, że zamówione charango jest właśnie robione i że w czwartek wyślą. Zwykle przesyłka idzie jakieś 3 tygodnie. Lubię mieć na co czekać.
   4. W kwietniu chcę wreszcie polecieć do Polski, spędzić jakiś czas z rodziną. Zobaczę ile wypłaty dostanę na koniec miesiąca i spróbuję od razu zarazerwować bilet. Prawie dwa lata nie było mnie w domu, tęsknię za wszystkimi, no i za górami.
   5. Samotny się bardzo czuję. Nie jestem przyzwyczajony, żeby nie mieć tak zupełnie nikogo, żadnej bliskiej osoby, z którą by można pogadać, zwierzyć się, pośmiać, zrelaksować razem. Pewnie dlatego uczę się grać. Zabijam czas, nie myślę tyle, nie rozkminiam. Mówię sobie, że to na przyszłość, kiedy znów bedę bliżej ludzi, może muzyków, razem będziemy sobie grać, będę mógł pobrylować w towarzystwie.
   6. Byłem dziś na zakupach, bo lodówka świeciła już pustkami. Kupiłem tofu, nudle ryżowe i pastę z fasoli w sklepie chińskim, pięć rodzajów róznych masali w sklepie indyjskim, ser w litewskim oraz chleb i "slodkie chwilki" w polskim. I jeszcze kiełbaski sojowe i pasztet w Holland & Barret. Tak, że jestem zaoopatrzony na cały tydzień. Trochę się przejadłem.
   7. Czytam świetną książkę; "Powiedz mi kim jestem" Julii Navarro. Gruba cegła, historia umieszczona w okresie Hiszpańskiej Wojny Domowej, czyli dla mnie jak znalazł.
   8. Idę na krótki spacer, przy okazji kupię tytoń. Dobrej nocy.

Monday, 16 February 2015

The Melodic




Kocham ich:) Moja piosenka urodzinowa. Dobre rzeczy przyjdą jeszcze:)

39

   Dziś moje 39 urodziny. Jakieś plany? Kupię sobie piwo na wieczór i ciasto czekoladowe ze śmietaną i jagodami:)
   16 luty to też inna rocznica - oświadczyny. W 1999, w kuchni świątyni Hare Kryszna, po dwóch tygodniach znajomości spytałem Tani, czy za mnie wyjdzie.
   Czuję się wykorzeniony. Już dawno wykorzeniłem się, jeśli chodzi o moje miejsce narodzin, kraj, itd, ale Tania była dla mnie czymś stałym, "opoką". Dopiero teraz jestem zupełnie wolny, choć na razie to jeszcze gorzka wolność.
   No ale jak zwykle marudzę:)
   Za chwilę wychodzę do pracy. Są ferie, więc nie będzie uczniów, będziemy zajmować się piciem herbaty i robotą papierkową. Biorę na wszelki wypadek książkę, jakby miało się okazać, że mogę się poobijać jeszcze bardziej. Trzymajcie się.

Sunday, 15 February 2015

Siódme niebo


























Siódme niebo
Konstanty Ildefons Gałczyński

I
Zima była, gdy wysiadłem z autobusu
i rzuciłem się w twoje ramiona,
i twych włosów, twych wieczornych włosów
ogarnęła mnie woń niezmierzona.

Księżyc zniżył się, błysnął nad klamką,
potem odszedł i wplątał się w drzewo.
Pierścień nocy nad nami się zamknął
i zaczęło się siódme niebo.

II
Choć godzina trochę późna,
jeszcze świecą twoje okna,
więc wołamy: — Hola, wpuść nas,
wpuśćże nas, pochmurnooka —

nie będziemy spać na dachu,
otwórz drzwi i wprowadź w nocy
w twe mieszkanie pełne ptaków,
instrumentów, świec płonących.

Przelecimy przez pokoje
wiatrem, walcem, tłumem szumnym,
ozłocimy loki twoje
dźwiękiem gitar siedmiostrunnym.

III
To było wieczorem w Europie,
może w Holandii, może w Belgii,
gwiazdy lśniły jak lampki na grobie
i szumiał wiatr. Taki wielki.

Bo już jesień grała, coraz szybciej,
na akordeonie złotym
i leciały nad dachami skrzypce,
liście, klarnety i fagoty.

A gdy deszcz bulwarami popłynął,
zaczynała się chwila szalona.
Bo na przedmieściu było male kino
(i pamiętasz? — kasjerka Simona).

I wieczorem każdym po ciemku —
i wieczorem każdym jak requiem,
z tulipanem czerwonym w ręku
przez bulwary do ciebie biegłem.

A tam było jasno w małym kinie…
Ej, wesoło w kinie „Olimpia”!
Piękny kwiat najpiękniejszej dziewczynie —
to dla ciebie ten czerwony tulipan.

Ja dla ciebie bym truciznę wypił,
chcę być z tobą duszą i ciałem —
l wyrzucali mnie z tej „Olimpii”,
bo za głośno o miłości krzyczałem.

Ale raz, rozpaczy na przekór,
przyszła noc najwyższa, natchniona.
Coś się stało: cud w XX wieku —
poszłaś ze mną ty, nie Simona.

Wtedy dłoń twą wziąłem w dłonie moje,
w oczach naszych wieczny blask zaświecił
i przez świat obłąkany od wojen
szliśmy razem jak dwoje dzieci.

IV
Ty jesteś najpiękniejsze zwierzęta,
twoje włosy o świcie są modre,
tyś wysoko jak światła na okrętach,
do oddechu twojego się modlę.

Tobiem wszystkie zbudował instrumenty,
wszystkie owoce zniósł, wszystkie kwiaty,
ciebie ścigam przez wszystkie firmamenty,
wszystkie światy, wszystkie klimaty.

V
Zadzwoniły zausznice z miedzi,
zadzwoniły jak dzwony Bizancjum,
wicher śnieżny za oknem zabredził
nad Grenoblą, nad górzystą Francją.

Na paznokciach twych, na włosów splotach
ptaki świateł gubiły swe pióra.
Nagle ptaki zgasły. Ciemnozłota
nadciągała miłość jak chmura.

1945

Saturday, 14 February 2015

Charango, Camino, Walentynki i plumkanie

   1. Sobota, Walentynki, sam spędzam. Petra się wyprowadziła. Czuję ulgę. Nie chciałem nowego, poważnego związku, za świeże rozstanie z Tanią. A nawet nie to. Chcę być sam, wolny, żeby nikt mi się nie wtrącał, żebym mógł spędzić cały weekend na uczeniu się nowego instrumentu, albo iść sobie z plecakiem po Walii (taki plan na wiosnę), nie zajmować się po prostu nikim, być sam z sobą.
   2. W poniedziałek podpisuję stały kontrakt w pracy. Koniec z agencją. Lepsze i pewniejsze pieniądze, płatne chorobowe, urlop. Dla uczczenia kupiłem cajon (pudlasty bęben pochodzący z Peru), już dwie lekcje za mną, a oprócz tego zamówiłem z Boliwii charango - małe, słodkie cudo o dziesięciu strunach. Najlepsze jest to, że nie miałem kasy - kupiłem instrumenty z debetu. Tym razem dobiłem granicy debetowej, minus 300 funtów, nie jestem pewny, czy będę miał na czynsz, no ale w poniedziałek mam urodziny, chciałem sobie zrobic prezent. 39 lat. Od przyszłego miesiąca będę mógł wreszcie zacząć spłacać długi. Dobrze, że wierzyciele są wyrozumiali i cierpliwi.
   3. A może zdziwaczeję w samotności? Już mówię do siebie czasami:) Będę siedział sam w domu, grywał na cudacznych instrumentach i pisał dziwne piosenki. Dzieciaki będą się mnie trochę bały, "to ten dziwny wujek Marcin":) Za jakiś czas wrócę na wieś, będę rąbał drwa, hodował dynie, cukinie i porzeczkę, unikał ludzi, siedział przy kominku, czytając stare powieści i dzienniki. Będzie co czytać, mam kilkanaście zapisanych zeszytów, od 1996.
   4. Słucham plumkania, stare nastroje. Camino dziś wieczorem mi się wspomina. Fajnie by było na Walentynki dostać jakiś sen z tej drogi, kiedy wszystko było takie swojskie, normalne. Choć powoli w tym nowym życiu zaczynam znajdywać jakąś nową swojskość.
   5. Cały dzień oglądałem serial, "Forever", o gościu który od 200 lat nie umiera. Taka lekka głupotka.
   6. Charangista:)

Saturday, 7 February 2015

Milion Gwiazd - Księżycowy Terrorysta

Nowa piosenka, po sporej przerwie. Chyba moja ulubiona:)




1
Pociągami, rowerami i na nogach zasuwają, człapią, pędzą, wloką się
Czasem w trumnie poszybują w stronę światła,  czasem łodzią suną poprzez gęstą mgłę
Jedni wyścig szczurów uprawiają, inni w Himalajach z Buddą piją oranżadę,
Czasem mówią, że kochają, czasem nienawidzą, ale kto to tak naprawdę wie

ref
Hej zwariowani królowie, idźcie już spać, przytulcie się do ramion swoich miękkich dam
poradzimy sobie bez żołnierzy, żołnierzowi tęskno też do mamy, nyninyni na
ciemnoocy anarchiści, gdy spalicie bank, nie zapomnijcie wyprowadzić później psa
sobie muszę też przypomnieć, żeby wyczarować trochę jasnych nutek, tralalala la

2
Adaś raczej był szalony, z księżycowych wici plótł srebrne androny
Nocą wypatrywał żony, pośród gwiazd jej szukał trochę zawstydzony
Którejś nocy utrapiony spotkał Basię lunatyczkę, niech ją Bóg od złego broni
Żyli długo i szczęśliwie, gdy umarli to za rękę weszli w odmęt niezmierzony

ref
Życie jest jak sen, niby prawda, ale czuję, że coś więcej w życiu naszym kryje się
Czasem w samotności szukam szczęścia, czasem w ciepłych twych objęciach, czasem czuję dziwny lęk
Wtedy patrzę w gwiazdy, kocham gwiazdy, milion gwiazd, jak milion ludzi, a pomiędzy nimi ja
Ja i ty to jedno, jedna dusza, jedno ciało, nie ma granic, wojen, nie ma się co bać