Wednesday, 1 April 2015

Dzień trzeci






















 Nic się za bardzo dziś nie wydarzyło, ale spróbuję utrzymać kontynuację tej urlopowej serii.

   1. Przyjechał Roland ze Szwajcarii. Zaparkował kampera na podwórku, przywiózł wino i szwajcarski ser. Porozmawialiśmy przez parę godzin, robiłem również za tłumacza, bo on ani w ząb po polsku, a reszta mojej rodziny tylko po polsku:) Lubię towarzystwo, ale czasami mam nastrój na bycie sam, albo z bliskimi. Tak było dzisiaj, więc nie kręciła się rozmowa za bardzo.
   2. Za jakąś godzinę przyjeżdża z Krakowa Ania. Myślę, że jeszcze nie będę spał, to się przywitam z siorą.
   3. Koło południa wzięła mnie chęć na lekturę. Poszedłem do mojego domu po jakieś książki. Błąd. Grzebiąc w szufladach i półkach zakopałem się we wspomnieniach i uczuciach. Uciekłem stamtąd, zapominając nawet o zabraniu książki. Jakby mnie gonił jakiś duch. Ciągle potrzebuję czasu, żeby się zresetować.
   4. Rozmawiam internetowo z jedną dziewczyną (tak myślę:), którą poznałem poprzez  bloga. Miła osoba. Wyczuwam dojrzałość, wyluzowanie i trzeźwość. Oprócz tego lubi poezję. Mieszka niedaleko mnie w Londynie, może wyskoczymy kiedyś na kawę.
   5. Żałuję, że nie zostaję tutaj na całe trzy tygodnie urlopu. Dwa tygodnie potrzebuję na delektowaniem się atmosferą gniazda rodzinnego, leniuchowanie, nudzenie się nawet. I dopiero trzeci tydzień poświęciłbym na jakiś samotny wypad w góry, wyłączenie się, obcowanie z naturą i przypadkowymi włóczęgami. No ale trudno, tak kupiłem bilety, muszę to jakoś wszystko ścisnąć w dwóch tygodniach.
   6. To chyba tyle. Może jeszcze tak refleksyjnie/smętnie. Nie wiem... Kocham ich wszystkich bardzo, ale czuję się jednak trochę poza. Ciężko mi to określić. Może dlatego tęsknię tak za Tanią. Bo ona sprawiała, że gdzie bym nie był, czułem się w domu. A teraz wszędzie jestem jakby gościem. Czy tu, czy w Londynie. Czasami czuję ekscytację nowymi możliwościami, niespodziankami od życia, potencjalnymi przyszłościami. A czasami mam to gdzieś. Męczą mnie nowi i znajomi ludzie, nie chce mi się przebijać przez ludzkie blokady, ani przepuszczać innych przez swoje, itd. Czasami jestem naprawdę gburem:)
   7. Cały dzień sypało, dopiero pod wieczór zaczęło lać. Słońca chyba nie doświadczę na tym wyjeździe, ale nie przeszkadza mi. Ta surowość mnie odświeża, inspiruje. Gdybym mieszkał na jakichś Hawajach, czy Teneryfie, to bym chyba umarł.


No comments:

Post a Comment