Tuesday, 23 June 2015

Na górce, przy Trójce

   Dziś do collegu pojechałem rowerem. Myślałem, że jeśli będę miał nastrój to pojadę później na miasto, ale nie chciało mi się. Zamiast tego podjechałem na East Street, warzywny targ, żeby nazbierać trochę zieleniny. Dziś rano wydałem oficjalnie ostatniego funta, a do wypłaty jeszcze sześć dni. Zresztą lubię skipowanie. Zbiory nie były jakoś podniecające. Znalazłem pąk bliżej niezidentyfikowanych liści odciętych od jakiegoś warzywa oraz lekko zwiędłą nać selera. Później pojechałem do Burgess Park i siadłem sobie na górce. Piłem sajdera i słuchałem trójki z komórki. Duży chłopak walczył z latawcem, ale bezwietrzna pogoda nie dawała mu poszaleć. Para czarnych nastolatków leżała pod wielką kurtką, myśląc, że nikt nie wie, co tam kombinują. Dwie matki z dziećmi przesiadły się dalej, żeby nie gorszyć potomstwa. Na Trójce wiadomości. Amerykanie przysyłają ciężką broń do Polski i innych krajów okołorosyjskich. Ta sama durna gra od lat. Jakaś wielka chińska firma chce zainwestować w Polsce. Ekspert mówi, że pieniądze nie mają narodowości, kapitał musi się rozwijać, dziennikarz przytakuje gorliwie.
   Zerknąłem na fejsa. Parę postów od znajomych z Kopenhagi. Pomyślałem, że może bym tam niedługo wyjechał? Choć pracę mam spoko, to daje mi sie już we znaki monotonia codziennego robienia tego samego. Jestem po rozwodzie, nie mam planów, dalekosiężnego celu, jestem wolny. Londynu nie lubię za bardzo, zresztą cała Anglia nudna trochę. W sumie mogę zrobić, co chcę. Jest Petia, ale oboje wiemy, że ten nasz związek jest tymczasowy. Pewnie byłoby ciężko się rozstać na początku, ale dalibyśmy radę. Choć martwię się o nią.
   W domu wziąłem prysznic, później ugotowałem zupę. Do końca miałem nadzieję, ze te liście znalezione na targu to botwinka, ale szary kolor wywaru pozbawił mnie złudzeń. Dołożyłem pastę curry, trochę ziół i fasolę z puszki. Dało się zjeść, choć jadłem lepsze.
   Teraz słucham radia (Folk Off) i myślę, jaki następny krok w życiu. Jakiś postęp, bo ostatnio wisiałem w limbo, bez chęci na zmiany. Dobrze czuć, że są możliwości, że mam kontrolę nad życię (życiem! co z moją ortografią?:), przynajmniej w zakresie decyzji, co do następnego ruchu. A co po uczynieniu ruchu, to już w rękach Wszechświata.
   Stary rysunek z Kopenhagi z serii "Cienie". Lubiłem ten projekt.

3 comments:

  1. ja już trojki nie slucham:)...
    Balaram

    ReplyDelete
  2. Ciekawe jest to zbieranie warzyw na targach ...to jest jakaś duża gielda warzywna czy taki detaliczny rynek? W Polsce też chyba daloby rady coś takiego. Taki miejski survival W Bhagavatam jest opis osob w wyrzeczonym stanie , ktorzy zbierają pozostawione ziarno na rynkach i z tego się utrzymują Ostatnio jechalem dluzszą trasę rowerem , nie mialem pieniędzy przy sobie , a chcialo mi się pić ...a tu co raz pola z groszkiem cukrowym ...kilka tu , kilka dalej i zupelnie zaspokoilem pragniene ... i tak zastanawialem się czy daloby radę przetrwać bez pieniędzy , przemierzając calą Polskę . teraz na pewno ...kilka ziemniakow z pola, woda ze studni...nie robiąc nikomu szkody wielkiej ani krzywdy

    ReplyDelete
    Replies
    1. Akurat ten, na którym byłem to jarmark detaliczny. Ale niedaleko jest hurtownia i tam sa po prostu tony warzyw i owoców, można całe plecaki czy jakby kto chcial ciężarówki wywozić. Jeśli się nie zbierze, to po prostu wyrzucają.

      Delete