Wednesday, 29 July 2015

Motyl na drodze - Księżycowy Terrorysta

   Nohavica ogromnie mnie inspiruje ostatnio. Słuchając, któregoś kawałka przy wieczornym piwie, dopadła mnie chęć zrobienia czegoś z samym akordeonem i z tego właśnie wyszedł "Motyl na drodze".




Motyl na drodze
(Dedykuję Jarkowi Nohavicy)

1
 Jestem chudy, niezbyt piękny, włosów coraz mniej,
często myślę jak to będzie głowę położyć na pień.
Lata odpadają ze mnie jak stare bandaże,
a kiedyś, jak czytałem Verne’a byłem marynarzem.

2
Mówią, że transcendentalne w niebie są ogrody.
Nie wiem, nie znam się, a zresztą nie wierzę w nagrody.
Od świętego kaznodziei głoszącego Prawdę,
wolę idiotę, jak ja, co w górze widzi tylko gwiazdy.

3
Kiedyś wierzyłem że miłość lekarstwem na pustkę,
że zakochać się, to bilet do raju na przepustkę.
Dziś już wiem, że taka miłość nigdy nie trwa wiecznie,
jak znów przyjdzie uśmiechnę się i przywitam grzecznie.

4
Kilka rzeczy na tym świecie wkurza mnie niezmiernie:
kapitalizm, państwa władza, głupota i rzeźnie.
Gdyby przyszła rewolucja, pewnie też bym strzelał,
lecz gdy pomyślę o nowej władzy, to się odechciewa.

5
Co by było, gdyby człowiek opanował żądze,
gdyby każdy był poetą i srał na pieniądze?
Może żyło by się lepiej, tak mi się wydaje,
każdy jednak jak zasłużył,  taki świat dostaje

outro:

Uważaj, pod nogi patrz, tam leży motyl.
Podnieś go ostrożnie, jak skrzydeł dotkniesz, to
nie poleci już nigdzie, połóż na trawie
i chodź,
musimy zdążyć zanim spadnie deszcz.

Saturday, 25 July 2015

Przewielmożny kat



   Wczoraj była rocznica śmierci Edwarda Stachury. W prezencie dla niego to piękne wykonanie "Przewielmożnego kata" od brata barda zza miedzy.
   A to moja najukochańsza piosenka Stachury:



   I jeszcze ta:

Thursday, 23 July 2015

Lista spierniczała na amen

 

















  1. Ciężkie kilka dni. Nie będę się rozpisywał, bo po co.
  2. Wczoraj czytałem do drugiej w nocy. "Brudnopis" Siergieja Łukjanienko. Bardzo miła fantastyka, wciągnąłem sie po uszy. Tak bardzo, że rano w łóżku wziąłem się za drugi tom ("Czystopis") i do południa przeczytałem. Jak za dawnych czasów:)
  3. Dziś ćwiczyłem nowy rytm na cajonie, przy okazji oglądając filmy. "Inside Man" z Denzelem Washingtonem i Clivem Owenem bardzo fajny, "Traitor" kiepściutki, nie wiem, jak dostał 7 na imdb.
  4. Zjadłem warzywa z wczoraj, były lepsze, przeżarły się. Dokończyłem butelkę wina, zaczętą wczoraj.
  5. Zadzowniła Ingrid z kadrówki. Ponieważ dostałem awans, będę musiał zjawić się w pracy tydzień wcześniej (pierwszego, nie siódmego września). Nauczyciele i starsi asystenci (czyli od września i ja) musimy przygotować się na przyjęcie nowych uczniów.
  6. Zaraz przyjdzie Petia z pracy. Nie jestem dzisiaj zbyt towarzyski , ale postaram się. Na razie

Wednesday, 22 July 2015

***

 



















    1. Minął równy rok odkąd widziałem Tanię ostatni raz. Na początku myślałem, że rana się zasklepi, ale teraz zdałem sobie sprawę, że zawsze będę ją czuł. Nie skarżę się. Ta tęsknota, to jedyne, co mi po niej zostało i jedyne co nie muszę oddać. Za każdym razem, kiedy patrzę do środka (a patrzę sporo), ona tam jest, tak świeża, prawdziwa, jakby dopiero co wyszła za drzwi. A reszta: praca, nowe związki, tzw. przyjaciele, przyszłość, książki, filmy, to po prostu sen. Trzeba to jakoś dośnić do końca, w przyzwoity sposób (na ile się da).
    2. W pracy awans: przeszedłem interview na Senior Teaching Assistant, zaczynam od września. Parę groszy więcej, odrobina więcej odpowiedzialności i prestiżu.
   3. Pierwszy tydzień wakacji. Wszystkiego razem siedem tygodni.
   4. Dziś w planie rower, gdzieś po Londynie i pisanie w dzienniku. Chciałbym zacząć pisać więcej, zapuściłem się w tym.
   5. Nieprzyjemny sen. Ktoś strzelił mi w głowę z pistoletu. Kula nie zabiła mnie, ale utkwiła w mózgu. Bolała mnie głowa, krew lekko cieknęła z ucha, próbowałem znaleźć pomoc, ale nikogo to nie interesowałem, a poza tym nie mogłem się wysłowić, bo rana uszkodziła część mózgu odpowiedzialną za mowę. Błąkałem się więc między obcymi ludźmi, bełkocząc niezrozumiale, błagając o pomoc do samego rana.
   6. Ryż z warzywami z wczoraj, leniwe niewstawanie z łóżka, poczucie nieadekwatności, tęsknota za niewinnością...

Monday, 13 July 2015

Sny

  Noc szalonych snów. Najadłem się wieczorem,pewnie dlatego. Podobało mi się.
   1. Ktoś przesyła mi z przyszłości zbiór książek napisanych przez Szymona (brata) z jego podróży. Fascynująca lektura. Pokazuję mu książki, bardzo się cieszy na to, co go czeka.
  2. Zarywam pewną wspólokatorkę sprzed roku. Dziwne, bo nawet jej nie lubiłem. Robi dla mnie striptiz przez internet, ale jestem w domu na wsi, jest tam też mama i brat. Nie mogę wyłączyć chatu, więc siedzę jak ciołek.
   3. Idę w góry na leśny festiwal folkowy. Poczucie wolności, czystości i radości.
   4. Ten sen najlepszy: jestem zakochany w dziewczynie. Pamiętam ją wyjątkowo dobrze. Jest na wózku inwalidzkim, ma szatynowe włosy i oczy o niesamowitej barwie: ciemnoszare z brązowymi plamkami. Jest mądra, oczytana, ma super poczucie humoru. Kocham ją na zabój miłością nieśmiałą i wielbiącą. Desperacko próbuję wydostać się z friendzone, ale czuję się w jej towarzystwie nieadekwatnie nieatrakcyjny. Pcham więc jej wózek, wsłuchuję się w jej śmiech i głos i jest  mi smutno. Ona wie, ale nic nie mówi. Zabieram ją nad rzekę, koło jakiegoś mostu. Droga jest nierówna, wywracam jej wózek niechcący. Leżymy na trawie i śmiejemy się z mojej nieporadności. Udaje mi się ją pocałować, ale widzę, że dla niej to nie jest to. Oddaje pocałunek, ale niechętnie. Myślę sobie, że gdyby tylko znała mnie lepiej, zrozumiałaby,że jesteśmy dla siebie stworzeni.

Sunday, 12 July 2015

Wieczór

 
 
















   Dzień fajny, spokojny, choć jakiś niepokój, brak satysfakcji mnie chwycił na wieczór. Wczorajszy dzień zszedł cały na nagrywaniu i miksowaniu "Zabierz mnie do domu". Od ósmej rano do późnego wieczora. Jestem bardzo zadowolony. Myślę, że muzycznie mój najlepszy kawałek. No i wreszcie mogłem użyć cajon i charango. Nic nie jadłem. Zawsze tak mam, kiedy pracuję nad muzyką. Nie mam apetytu, żywię się gorączką twórczą. Rano za to aż się trząsłem z głodu. Ugotowałem warzywka na dziś i na jutro do pracy. Później posprzątałem dom, zmieniłem poszewki na kołdrę, bo od wyjazdu Petry trochę się zapuściłem. W południe wsiadłem na rower i pojechałem do centrum, do świątyni na program niedzielny. Powrót w lekkiej mżawce, ale nie przeszkadzało mi. W pół godziny byłem w domu, nawet bardzo nie zmokłem.
   Obejrzałem odcinek Archiwum X. Później próbowałem stary film na Netflixie, ale nuda mnie męczyła, więc wyłączyłem. Teraz słucham plumkania i biorę się do spania.
   Martwię się trochę alkoholem. Nie upijam się, nie lubię, ale myślę, że i tak jestem uzależniony. No ale na razie nie mam motywacji, żeby rzucić. Mimo to mógłbym spróbować chociaż ograniczyć, nie pić codziennie. Więcej ruchu, przejażdżek na rowerze powinno pomóc. Nuda jest chyba największym problemem i nerwowość. Szklanka wina, albo piwo pozwalają mi się wyciszyć, dodają kolorów rzeczywistości.
   Nie wiem jeszcze kiedy wraca Petra. Najprawdopodobniej ostatni weekend lipca, choć może nawet tydzień wcześniej. W połowie sierpnia chcę pojechać do Polski, więc fajnie byłoby spędzić trochę lata razem, przed wyjazdem. Później wrzesień, znów praca. 

Saturday, 11 July 2015

Księżycowy terrorysta - Zabierz mnie do domu


Zabierz mnie do domu

Intro:

„Kim jesteś” spytał on.
„Nie wiem” odpowiedziała smutno ona.
W dłoni trzymała księgę, pełną mądrych słów.
Mały Książę, Prorok i Kubuś Puchatek,
Yossarian, Martin Eden, zapach starego druku.
„Czytasz jeszcze?” spytała. Dźwięk jej głosu…
Potarł nerwowo czoło. Skądś znał.
„Nie czytam już. Pełne zdrajców strony. Kim jesteś?” zapytał znów.
Uśmiechnęła się bezbrzeżnie smutno.
„Jestem Kapłanką, Gwiazdą i Księżycem,
Złudzeniem, raną, ukojeniem…”
„Ukojeniem? Co mi przynosisz? Spełnienie marzeń? Wyczarujesz dom?
Przytulisz do piersi? Pocałujesz? Wypełnisz wiarą serce?
Co mi przynosisz, powiedz?”
„Przynoszę ci sen.”

1.
Już późno, zabierz mnie do domu, ten hałas boli, zabierz mnie,
nie powiemy nikomu, nikt się nie dowie, że stchórzyłem,
i tam po kryjomu z koców utkamy ślubną suknię,
a dla mnie ze szlafroka ślubny frak.
Już późno, czy nie widzisz drżenia, słońce już zaszło i nie
lśnimy tak w jego promieniach, jak lśniliśmy przedwczoraj,
nie odrodzą się marzenia, jeśli nie uciekniemy stąd,
więc zabierz mnie do domu.

ref.
A w domu cicho radio gra, na Trójce notowania.
Gdy włączą wiadomości, uciekniemy na kraj świata.
Nie walczę już o wolność, dość mam świata naprawiania.
Wstaw wodę, zaparz Inkę, dziś jest wieczór pożegnania.

2
Jak to możliwe, że ty nie drżysz, spójrz na niebo straszne.
Księżyc pęknął na połowę, ognistych deszcz aniołów.
Smutny Bóg odleciał w kosmos, zostawił nas na pastwę nas
i nigdy już nie wróci
Więc proszę zabierz mnie do domu, ulice mgłą przeklęte.
Nie mam oddać siebie komu, oczy wódką opuchnięte.
Weź za rękę i nikomu nie powiedz ani słowa, że
stchórzyłem i już uciec chcę.

ref.
A w domu cicho radio gra, na Trójce notowania.
Gdy włączą wiadomości, uciekniemy na kraj świata.
Nie walczę już o wolność, dość mam świata naprawiania.
Wstaw wodę, zaparz Inkę, dziś jest wieczór pożegnania.

***

Vila Amalka

   Niedługo rano. Nie mogę zasnąć. Słucham Above and Beyond, sączę wino i dumam. Zacząłem dziś po pracy zgrywać ściężkę dźwiękową do "Zabierz mnie do domu". Spoko, chociaż nie jestem pewny wokalu. Wyszło dosyć punkowo, nie wiem,czy zostawić, czy zrobić to delikatniej.
   Petra wraca z Czech za 3 tygodnie.Ta historia jeszcze się nie skończyła. Pogodziliśmy się smsowo. Choć bywa ciężko,to nie możemy jakoś bez siebie żyć. Chcę jeszcze spróbować nad tym popracować. Czy coś z tego wyjdzie,nie wiem, ale czuję, że jeszcze się nie skończyło. Tych końców już trochę było. Ale chyba ją kocham. Muszę przestać porównywać tę miłość do poprzedniej. Będzie łatwiej dla mnie i dla niej. Czasami chcę zostać sam, ale później włącza się jakiś brak, pustka, i po prostu tęsknię za miłością.
    Dochodzi druga.
   Dobranoc.


Friday, 10 July 2015

Po północy (lista nienumerowana)

  Ostatnio zegar mi się przestawił. Kładę się po północy.
  Dzień spoko. Niedługo wakacje, więc w collegu luz. Dziś wzięliśmy młodzież do pubu na wyżerkę. Oczy się im śmiały, jak zobaczyli wielkie porcje, ociekające tłuszczem i kufle napojów (niewyskokowych:).
   Po pracy wyskoczyliśmy z Fernandą na piwo do tego samego pubu. Pogadaliśmy z dwie godziny, później Fe na północ Londynu pociągiem, bo strajk metra, a ja rowerem do domu. W kuchni znalazłem przesyłkę. Hiszpańskojęzyczny "Prorok" Khalila Gibhrana. Pożegnalny prezent dla Fernandy.
   Guia znów przyprowadziła jakiegoś kolegę i przez  pół godziny jęczała i krzyczała namiętnie przez ściany, aż mi się za kobietą zatęskniło.
   Na fejsbooku zaprosił mnie do znajomych facet - pisarz, scenarzysta, autor piosenek. Spodobały mu się moje rysunki i zaproponował, że wyśle mi swoją najnowszą książkę dla dzieci, nad którą jeszcze pracuje i może spróbowałbym ją zilustrować. Obiecałem, że przeczytam i jeśli zaiskrzy ze mną, to narysuję i wyślę mu ze dwie ilustracje, żeby zobaczył, czy to jego klimat. Gość wyjątkowo jarzący, lewicujący, zaangażowany w wiele artystycznych projektów od lat osiemdziesiątych. Mam nadzieję, że zarezonuje ze mną jego pisanie. Zrobiłbym coś konkretnego plastycznie. Konkretnego,czyli coś więcej niż na bloga, czy fejsa.
   Podekscytowany jestem nagrywaniem piosenki w weekend. Może nawet już jutro zacznę, po pracy.
   Piosenka na dobranoc:


Wednesday, 8 July 2015

Zabierz mnie do domu

 




















   Nie planowałem napisać smutnej piosenki, ale samo wyszło. Wczoraj brzdękałem na charango i weszła mi dosyć ciemna, smutna melodia. Odstawiłem, ale dziś mnie męczyła, aż w końcu napisałem do niej tekst. Nie można uciekać, kiedy coś ze środka woła, prawie zmusza, żeby wyrazić. Nie czuję się do końca wygodnie z tym kawałkiem, trudny emocjonalnie, klimatycznie. Myślę, że z muzyką jest jeszcze trudniejszy. Spróbuję zgrać to w weekend.
   A do tego wczoraj wieczorem obejrzałem Solaris. Dużo w tym tekście jest filmu.
 
Zabierz mnie do domu

Intro:

„Kim jesteś” spytał on.
„Nie wiem” odpowiedziała smutno ona.
W dłoni trzymała księgę, pełną mądrych słów.
Mały Książę, Prorok i Kubuś Puchatek,
Yossarian, Martin Eden, zapach starego druku.
„Czytasz jeszcze?” spytała. Dźwięk jej głosu…
Potarł nerwowo czoło. Skądś znał.
„Nie czytam już. Pełne zdrajców strony. Kim jesteś?” zapytał znów.
Uśmiechnęła się bezbrzeżnie smutno.
„Jestem Kapłanką, Gwiazdą i Księżycem,
Złudzeniem, raną, ukojeniem…”
„Ukojeniem? Co mi przynosisz? Spełnienie marzeń? Wyczarujesz dom?
Przytulisz do piersi? Pocałujesz? Wypełnisz wiarą serce?
Co mi przynosisz, powiedz?”
„Przynoszę ci sen.”

1.
Już późno, zabierz mnie do domu, ten hałas boli, zabierz mnie,
nie powiemy nikomu, nikt się nie dowie, że stchórzyłem,
i tam po kryjomu z koców utkamy ślubną suknię,
a dla mnie ze szlafroka ślubny frak.
Już późno, czy nie widzisz drżenia, słońce już zaszło i nie
lśnimy tak w jego promieniach, jak lśniliśmy przedwczoraj,
nie odrodzą się marzenia, jeśli nie uciekniemy stąd,
więc zabierz mnie do domu.

ref.
A w domu cicho radio gra, na Trójce notowania.
Gdy włączą wiadomości, uciekniemy na kraj świata.
Nie walczę już o wolność, dość mam świata naprawiania.
Wstaw wodę, zaparz Inkę, dziś jest wieczór pożegnania.
 
2
Jak to możliwe, że ty nie drżysz, spójrz na niebo straszne.
Księżyc pęknął na połowę, ognistych deszcz aniołów.
Smutny Bóg odleciał w kosmos, zostawił nas na pastwę nas
i nigdy już nie wróci  
Więc proszę zabierz mnie do domu, ulice mgłą przeklęte.
Nie mam oddać siebie komu, oczy wódką opuchnięte.
Weź za rękę i nikomu nie powiedz ani słowa, że
stchórzyłem i już uciec chcę.

ref.
A w domu cicho radio gra, na Trójce notowania.
Gdy włączą wiadomości, uciekniemy na kraj świata.
Nie walczę już o wolność, dość mam świata naprawiania.
Wstaw wodę, zaparz Inkę, dziś jest wieczór pożegnania.

Sunday, 5 July 2015

Niedzielna noc

   Niedzielna noc. Jutro do pracy, basen z dzieciakami, może przejażdżka na rowerze. Dziś większą część dnia spędziłem w domu. Wyszedłem tylko do sklepu rowerowegu kupić śrubki, napiłem się kawy, później w ogrodzie reperowałem Strzałkę.
   W tym tygodniu dowiem się, czy zakwalifikowałem się na interview o pracę. Nie rzucam starej, ale pojawiła się pozycja na wyższym stanowisku w moim collegu, mam szansę awansować na STA (senior teaching assistant). Interview jakoś w połowie lipca. Oznaczałoby to dla mnie trochę więcej kasy i odpowiedzialności, ale ciągle będę miał dużo urlopu.
   Trzy osoby były oglądać pokój Gui, ale nie wybraliśmy nikogo z nich. Simon chce jednak wynająć jak najszybciej, więc zdecydowaliśmy się na Portugalczyka,który był w zeszłym tygodniu. Nie byliśmy pewni, co do niego, no ale zobaczymy co to za gość. Póki co w domu mieszkają oprócz mnie: Guia (jeszcze tydzień), Simon i Katia, która wprowadziła się dzisiaj. Wydaje się bardzo sympatyczna, równa. Pomagałem jej chłopakowi wnosić bagaże i teraz trochę mnie plecy bolą.
   Petra wyjechała tydzień temu do Czech. Znów się rozstaliśmy. Miałem dzisiaj wątpliwości, tęskniłem, zadzwoniłem więc, ale ma dosyć, nie chce już próbować. Zabolało, ale też i ulżyło. Chciałbym nauczyć się być "pełny" bez konieczności czyjegoś uczucia.

Thursday, 2 July 2015

Oprzyj się o mnie

   Eh Boże, co za ciężki wieczór wczoraj miałem. Leżałem w łóżku w środku nocy, przygnieciony wszystkim, wykorzeniony, samotny tak, jakbym spadł z Ziemi i runął gdzieś w mroźną pustkę. Wiecie, kiedy człowiek jest tak smutny i niezrozumiały samemu sobie, że sam siebie pyta, po co to wszystko, co jeszcze zostało w życiu do przeżycia?
   Czasami, kiedy jest mi tak źle i nie mogę zasnąć, wyobrażam sobie siebie widzianego z góry, małego człowieka. Unoszę sie wyżej, tak że jestem jeszcze mniejszy, a później jeszcze wyżej i wyżej, aż znikam, Ziemia też robi się coraz mniejsza, Słońce umyka, a ja lecę coraz w górę, aż pode mną lśni mała galaktyka, a wokół mnie nic, tylko bezmiar. I wtedy udaje mi się złapać spokój i mogę zgasnąć we śnie.
   Wczoraj nawet to nie pomogło. Wreszcie włączyłem Trójkę na komórce, żeby coś tam brzęczało w tle, żeby rozproszyć samotność, ciemność. I wtedy usłyszałem przepiękną piosenkę, a później jeszcze jedną. I jakoś odnalazłem siebie na chwilę w samotności kogoś innego.
   Bycie człowiekiem to piękna, ale bolesna sprawa.




Wednesday, 1 July 2015

Nocne marki



   Już środek nocy. Niegrzecznie zdecydowałem, że jutro zadzwonię do pracy, że jestem chory. Zwykle nie robię takich rzeczy, ale co tam. Dziś ze wspólkoatorami siedzieliśmy do późna przy winie i konwersacjach. Teraz leżę w łóżku i jedną ręką klikam, słuchając Bakszyszu.
    Tęsknię za Tanią, za spokojem i normalością. Ale co zrobić? Życie idzie swoją drogą. Na razie pałętam się w poczekalni, ale kiedyś przyjedzie pociąg i poczuję, że jadę wreszcie gdzieś.
   Dynie i cukinie rosną jak złoto.
   Szukam kogoś, kto wynająłby mój pokój w sierpniu, kiedy mnie nie będzie, 500 funtów podratuje mi budżet wakacyjny (dla blogowiczów 400:)
Dziś doszły mi dwa soki do vape'a: jabłkowy i truskawkowo-śmietankowy. fajne nawet.
   Dobranoc.