Monday, 2 November 2015

Rozbitek

   

Pierwszy dzień w pracy po urlopie. M. prawie odgryzła mi kciuka. Przez jakieś 15 sekund zaciskała na nim zęby z całej siły i nic nie mogłem zrobić. Na szczęście trafiła na paznokieć, tak że skończyło się tylko na siniaku i niewielkim krwiaku. Będzie bolało parę dni, nie pogram na charango.
   Później zebranie departamentów, standartowa nuda, wazeliniarstwo, nieważne dyskusje. Jakoś dotrwałem do końca. Po pracy wyskoczyłem do supermarketu, kupiłem sobie pure ziemniaczane, kotlety sojowe, ogórki kiszone i zgrzewkę piwa.
   W domu posprzątałem kible, wziąłem prysznic, zjadłem. Petia chciała pogadać, ale napisałem jej, że jestem zmęczony, zamykam się w jaskini, nie ma mnie dla nikogo.
   Tak, że posłuchajcie Antoniny Krzysztoń i spadajcie (ale wróćcie).

No comments:

Post a Comment