Monday, 17 October 2016

Kawalerka

   Piątkowa prywatka była miła do momentu, kiedy nie padłem prawie nieprzytomny od tequili. Podobno puściłem pawia, ale nie pamiętam. Weekend spędziłem w łóżku, dochodząc do siebie. Zdałem sobie sprawę, że mam problem. Wystraszyła mnie desperacja, z jaką próbuję uciec od rzeczywistości. Piątek był ukoronowaniem. Poczytałem trochę artykułów i porad o alkoholizmie. Na szczęście to nie jest zaawansowane stadium, fizycznie nie jestem uzależniony. Więcej sportu, medytacji, hobby i unikanie triggerów powinno pomóc.
   Wczoraj wyjechała Petia. odprowadziłem ją na dworzeć w Victorii. Posiedzieliśmy z godzinę z frytkami i herbatą, gdając o tych ostatnich trzech latach i o tym, jak to będzie być samemu. Petia cieszy się na kilka miesięcy odpoczynku od Londynu, z rodziną. Ja sam nie wiem. Jakaś część mnie się cieszy. Mieszkam zupełnie sam w centrum Londynu, mam pracę, dziś powinno dojść ukulele, czyli będę miał zajęcie. A living room wystarczająco duży, żeby trochę poćwiczyć. Boję się jednak samotności. Uczucia, że nie jestem dla nikogo ważny, że nikt mnie nie wita po powrocie z pracy, nie cieszy się na mój widok. Ciekawe, jak to będzie.
 

No comments:

Post a Comment