Friday, 16 December 2016

Przedświątecznie

 
















   Obserwacja nowej sytuacji (choć ponad dwa lata, to nie tak znów nowa), w związku ze świętami.
   Co roku na święta ze wszystkich bombek wybieraliśmy z Tanią ozdóbkę roku. Ta jedyna, charakterystyczna, związana z jakimś wspomnieniem, trafiała do specjalnego pudełka, gdzie zbierali się coroczni zwycięzcy. Kochałem to pudełeczko. Tania się tym głównie zajmowała. Podobnie jak ubieraniem choinki. Ja co roku leżałem rozmarzony na podłodze, albo wersalce, i obserwowałem jej każdy ruch, kiedy umieszczala na drzewku światełka, łańcuchy, bombki. To były jedne z moich najukochańszych momentów.
   To pudełko ciągle gdzieś jest w domu, ale nie odważyłbym się do niego zajrzeć. Podobnie jak do starych albumów że zdjęciami. Dziwne jak przygnębiające mogą być pamiątki szczęścia.
   Jestem człowiekiem bez przeszłości. Musiałem ją wyrzucić, żeby nie zwariować. Co do przyszłości, to też średnio. Nie uważam nic za warte zatrzymania, celebrowania, rozwijania. Jest to całkowite przeciwieństwo tego, jak żyłem przed rozstaniem z Tanią. Wtedy każdą chwilę starałem się zatrzymać, uwiecznić, sfotografować, opisać, żeby nigdy nie zniknęła. Teraz żyję z dnia na dzień, wieczorem umierając, rano rodząc się na nowo. Jedyne, co łączy te dni, to ćmiące, zawsze obecne, nieprzyjemne uczucie, że wszystko poszło źle i że życie wypadło ze swoich torów.
   W miarę dobrze udaje mi się funkcjonować. Chodzę do pracy, rozmawiam z ludźmi, chodzę na spacery, żartuję, piję trochę powyżej średniej, ale bez przesady. Ale tak naprawdę to jest to tylko imitacja. Pozbawiony jestem dwóch najważniejszych rzeczy: miłości i nadzieji.
   Ale się przedświąteczny post napisał, cymez;)
   Najsmutniejsze jest to, że nie napisałem go w jednym z ataków rozpaczy, ale zupełnie na trzeźwo.

   PS. Please, bez współczujących, inspirujących komentarzy, tylko mnie wkurzają:)

5 comments:

  1. To, że w miarę dobrze udaje Ci się funkcjonować jest objawem toczącej się powoli i dyskretnie (na razie) marszruty ku lepszemu. Życie nie znosi próżni.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Co mówiłem o inspirujących komentarzach? ;)

      Delete
    2. Współczujący i inspirujący? O nie, nie. Chciałem jedynie zasugerować, żebyś ponapawał się tymi smuteczkami, bo życie nie znosi próżni i na pewno przyniesie Ci dobre zmiany i smutki się skonczą. Naciesz się więc nimi:)

      Delete
  2. O widzisz, doskonale Cię rozumiem. Mam na zewnętrznym dysku setki, jeśli nie tysiące zdjęć z tych siedmiu lat. Początkowo nie mogłam tam zaglądać bez ryzyka, że mnie to rozwali. Ale z czasem zdobywam się na odwagę, ostrożnie sięgam, żeby sprawdzić, jaką mam wraz z upływem czasu odporność, czy jestem zdrowsza, czy nie. Ostatnio nawet kilka oprawiłam i powiesiłam na ścianie, takich z moimi dziećmi, ale wykonanymi przez R. i przez niego wydrukowanymi, znoszę dobrze. Kroczki są maleńkie, jak na blisko trzy lata, ale do przeszłości zaglądam, nie chcę jej ze swojego życia wycinać, to jak dla mnie ogromny kawałek dobrego, spokojnego życia, bez względu na zakończenie, choć przyznam, to dosyć ciężka praca nad samym sobą w okolicznościach, w jakich to robię (konsekwentna, nieprzejednana obojętność i milczenie po tamtej stronie, setki zaskakujących odkryć, które, gdybym chciała i na to pozwoliła, tę przeszłość przekreśliłoby od razu, samotność z wyboru, by nie wiązać się z nikim dopóki nie uznam, że jestem na to gotowa i nie wyrządzę nikomu krzywdy, traktując go jak plaster bez przekonania, że może kogoś zastąpić itd). Sama byłam dla kogoś plastrem przez wiele lat, jak się po fakcie okazało. Nikomu tego nie życzę.

    ReplyDelete