Usiadłem w Kalaczakrze, wyciągnąłem szkicownik, kredki, książkę. Trochę porysowałem. Dosiedli się ludzie z knajpy, Doda, Wiktoria, Karen, pogadaliśmy o tripach na psychodelikach, relacjach, życiu. Było mi spokojnie, przyjemnie. Doda przyniosła kawałek ciasta, które spadło na podłogę, lubię jej matczyne gesty xd W międzyczasie sprzedałem online dwa obrazy, więc mam kasę na paliwo do Tychów jutro, więc mogę się zrelaksować. A. zapraszała mnie na posiadówkę, ale dzisiaj nie miałem chęci. Zjawiła się też Asia. Postawiła mi urodzinową whiskey, bo nie mogła być na imprezie ostatnio. Co jakiś czas lubię whiskey z górnej półki. Ta była mocno torfowa, gładka, mocna.
Dużo radości, towarzystwa, lekkości.
Od kilku tygodni rozmawiam z M. Fajna dziewczyna, artystka, zrobiła nam się mała chemia, co jest bardzo przyjemne. Potrzebowałem trochę adoracji;) Maluje mój portret, bardzo się tym przejęła.
Jutro jadę do A. odbieram ją z domu i pomagam zrobić zakupy w Castoramie, a wieczorem ruszam na Tychy - w piątek rano będę rozkładał stoisko z obrazami na kiermaszu.
Życie staje się intensywniejsze, barwniejsze i przede wszystkim moje. Lubię to odzyskiwanie siebie, swojej wartości, wymiany z ludźmi. Dzisiaj oddychałem głęboko.

















