Saturday, 17 May 2014

Ostateczne rozwiązanie

    Myślałem sobie dzisiaj o Ukrainie, wyborach, Boko Haram, Putinie, Merkel, Tusku, homofobach, homoentuzjastach, patriotach stąd, patriotach stamtąd, dronach, CNN, syjonistach, milionerach, bezdomnych, Fukushimie, Północnej Korei i w ogóle. I tak mnie jakoś naszło...


Sunday, 4 May 2014

Forever

















We are a million miles away from the comfort zone
the warm socks seem to be a dream,
the fireplace is forgotten in the land unknown,
the familiar tunes have lost their theme.

And yet in the cold, dark valleys something shines,
something makes me feel not lost but right.
Though I am a stranger in the strangers land,
I feel like flying in a little girl’s hand – maybe a kite.

Do you remember when we created a promise?
When we said we would be written in a stone?
Would you say we blew it, made this universe aimless?
Have we lost the treasure, and all is left is a moan?

I remember the touch, long walks, and cabbage stew,
long beardy years chasing us and trying to make us old,
crazy ideas, fierce fights and the hole in a shoe.
I don’t think we ever lose it, babe, we have a glue.

Yes, I know – we left the familiar shores,
we embarked the spaceships, each to a different galaxy.
But amongst all those sparkly, lovely stars,
I will always hear your laugh,
you will always be the one.

Po przerwie

 












     Dawno nie było mnie na Garści Drobnych. To nie znaczy, że nie byłem gdzie indziej. Byłem w życiu, byłem na innym blogu, gdzie jestem incognito, wróciłem też do dziennika papierowo-długopisowego i w sumie ostatnio jestem tylko tak. Fajnie pisać bez żadnej cenzury, a na publicznym blogu to jednak człowiek się kreuje, nawet jeżeli nieświadomie i nawet kiedy próbuje być szczerym. Do tego dochodzą jeszcze sytuacje, które chce się zatrzymać dla siebie. A jeśli te sytuacje zaczynają zajmować całe życie, to ciężko pisać publicznie.
     No działo się ostatnio dużo. W tej historii pojawił się nieoczekiwany gość, drastyczne zmiany kursu, tragedie, komedie, piękno, brzydota, namiętności, miłość, przyjaźń, zagubienie, odnalezienie i sam nie wiem, co jeszcze. Dopiero ostatnio powoli zaczynam nabierać dystansu do rzeczywistości, rzeczy jakoś się osiadają, nie powodują zawrotu głowy.
   
     Lista ze skacowanej niedzieli:

     1. Kilka godzin w parku z Tanią. Pierwszy raz w nim była, dla mnie to najulubieńszy park w Londynie. Zakątki, stare dęby, trawa, słońce. Położyliśmy się, bazgraliśmy w dziennikach, później czytaliśmy książki na kindlu: Tania „Dzienniki” Tołstoja, ja „Powrót niedoskonały” Marcina Bruczkowskiego.

     2. GrubSon „Na szczycie”. Wyszło to chłopakom nieźle.

     3. Pomyślałem, jak byłoby miło, gdyby można było zresetować nasze długi. Długi pieniężne, nie karmiczne (choć te też bym z chęcią zresetował). Na razie jednak zmagamy się za bardzo o codzienne przetrwanie, żeby zacząć spłacać. Utrzymujemy więc status niewypłacalności. Ale nie ciąży nam to tak, jak kiedyś. Damy radę, krok po kroku.  

     4. Próbuję rzucić fajki. W tym tygodniu miałem trzy dni bez papierosa, ale później weekend, było wino, jointy, śmiech, tańczenie po parku. Ciężko przejmować się rakiem i chorobami serca, kiedy człowiekowi tak zupełnie, radośnie i straceńczo dobrze. Od dziś znowu jednak próbuję.

     5. Brakuje mi tworzenia. Piosenki, rysowanie, pisanie. Ostatnio nie potrafiłem się zebrać, zakręcony w kotle życia:) Ale inspiracja wraca. Jestem bogatszy o nowe doświadczenia, może wyjdzie z tego coś twórczego. Zacznę od większej uważności przy obserwowaniu świata, potrzebny też większy dystans do siebie, bo kiedy stoi się za blisko czegoś, to nie widać tego zbyt dokładnie.

     6. Od jakichś dwóch miesięcy boli mnie nadgarstek. Nie, nie od "tego". Od czegoś innego:) Myślę, że od popychania wózków inwalidzkich w pracy.