Tuesday, 30 April 2013

Szortal fiction

     Jeśli ktoś ma parę groszy albo dwie minutki w empiku (dla wolno czytających, rozproszonych i zwykłych gamoniów to ciągle będzie nie więcej niż trzy minuty;), to w środku znalazł się mój szorcik (Dzieło sztuki). Zapraszam.

Saturday, 27 April 2013

Ucieczka oraz ogródek






















27.04.2013

     A jednak urwaliśmy się z Krakowa. Nagle się to stało; rano planowałem jeszcze remont nowego mieszkania, a wieczorem już siedzieliśmy w samochodzie do chatki w górach. Jak to wyszło? Gadaliśmy z Tanią i okazało się, że ma nerwy bardziej roztrzęsione niż myślałem. Przyznała się, że nie daje rady - całe to szukanie pracy, mieszkania, a do tego nadchodzący remont. Czuła się na granicy załamania.
     Z jednej strony trochę mi się smutno zrobiło, bo zacząłem poznawać fajnych ludzi, zaczęły zawiązywać się jakieś przyjaźnie, ale z drugiej chciałem wspierać Tanię, no poza tym poczułem ulgę, że możemy wycofać się do taborów, zamelinować w górach i zająć ogródkiem.

     Tak to już z nami jest. Jak dzieciaki. Odpływamy od brzegu, ale kiedy okazuje się, że nie mamy już gruntu, to szybciutko płyniemy z powrotem. To jedna rzecz. Druga jest taka, że naprawdę nie odnajdujemy się w tej ekonomicznej/zawodowej dżungli. Żyjemy w świecie idei, marzeń, ładnych rzeczy, opowieści, duchowości. Głęboko w środku wiemy oboje, że ten świat, który nas otacza to tylko krótki etap w drodze na wyższy poziom, a do tego etap ten jest dosyć kłopotliwy. Staramy się znaleźć tu swoje miejsce, dostosować się, ale to bardzo płytkie wysiłki, bez przekonania. Nie zależy nam, nie wkładamy w to całego serca. Myślę, że jedyna szansa dla nas, żeby znaleźć tu jakąś stabilizację, to w jakiś sposób nakierować naszą naturę, żeby przekuwać idee na sztukę i z tego móc podeprzeć się materialnie. Tylko, że też do końca nie wiemy jak. Zobaczymy, czy coś wyjdzie z naszej wspólnej książki.

     Dziś cały dzień spędziłem w ogrodzie. Ręce oklejone plastrem, z poodrywanych odcisków płynie coś klejącego, dłonie palą i szczypią, plecy sparzone słońcem, ale jestem zadowolony. Grządki przygotowane na jutrzejsze sianie. Dziś rano kupiliśmy nasion za pięć dych, może nawet nie starczyć nam miejsca na wszystko. Na pewno będę musiał dorobić jedną grządkę na truskawki. Będziemy mieli dużo dyni, cukinii, patisonów, ziół (wreszcie świeża bazylia!), pomidorków koktajlowych, rzodkiewek, buraków i jeszcze parę innych rzeczy, już nie pamiętam.


Jak widać, gleba niezbyt przyjazna, kamień na kamieniu, ale przebrałem to trochę, zobaczymy, jak roślinki dadzą sobie radę.
   


Wednesday, 24 April 2013

Mieszkanie nad Wisłą, poszukiwania, zawirowania and hope

   





















Ilustracja do zbioru opowiadań, nad którym właśnie pracuję

     Leci ten czas błyskawicznie. Ciągle w Krakowie. Był taki moment, że prawie rzuciliśmy to w diabli. Byliśmy zmęczeni niepowodzeniami i wizja naszej chaty w górach zaczęła być pociągająca. Wtedy Ania zaprosiła nas do Nowej Huty na występy z okazji hinduskiego święta Holi. Wieczorem, po imprezie zdaliśmy sobie sprawę, że chcemy jednak zawalczyć o Kraków. Wieś jest dobra, żeby przejść na emeryturę, ale teraz to chcielibyśmy być tutaj, gdzie coś się dzieje, gdzie są ludzie.
     W międzyczasie miałem kolejny okres próbny w pracy - w nowej restauracji wegetariańskiej. Tym razem wytrzymałem dwa dni. Dwunastogodzinne zmiany w dymie, gorącu, parskającym oleju to jednak już nie dla mnie. Poza tym nie siadłem chłopakom, widziałem, jak ich drażnię. Po piątku i sobocie, w niedzielę się już nie pojawiłem. Tak, że temat ekonomicznych fundamentów ciągle otwarty.
     Nie załamałem się jednak (byłem wręcz szczęśliwy, że nie skończyłem w tej kuchni). Tego samego wieczoru, już w łóżku rozmawialiśmy z Tanią, że czas wreszcie zrobić coś wspólnie, połączyć nasze talenty artystyczno-pisarskie i zaatakować Polskę. To jest nasza rzecz. Wymyśliliśmy książkę - komiks o naszych emigracjach. Myślę, że będzie czad. Z podekscytowania nie mogliśmy zasnąć do pierwszej czy drugiej w nocy.
     Wczoraj znaleźliśmy mieszkanie. Też pozytyw. Na Józefińskiej, nad samą Wisłą, w starej żulowskiej kamienicy. Cena spoko, bo to bezpośrednio od administracji, a do tego do remontu. No i duże, ponad 60 metrów, dwa wielkie pokoje, kuchnia, łazienka. Sąsiedztwo czadowe, chłopaki i dziewczyny zajmujący się uliczną sztuką, w piwnicy zastaliśmy szalonych konstruktorów, w garażu warsztat artystycznych ubrań do bajek i nie tylko, obrazy, jest miejsce na rowery. Tylko mebli żadnych nie ma, trzeba będzie wszystko od podstaw kołować. Widziałem na gumtree, że jest trochę ofert "oddam za darmo", gdyby się załatwiło transport, to dałoby się skompletować jakiś zestaw.
     Trochę się boję wydatków na remont. Wczoraj zdecydowaliśmy, że sprzedajemy nasz kawałek ziemi w górach. To nam pozwoli popłacić długi, remont i starczy na życie na jakiś rok, albo i więcej. Jeśli w międzyczasie udałoby się jeszcze coś dorobić, to już w ogóle byłby gitez:) Na sprzedawaniu ziemi też się nie znam (tak jak i na remoncie i wielu innych praktycznych rzeczach:), będę musiał pogrzebać w sieci, jak się za to wziąć. Działka budowlana, z widokiem na góry, nie powinno chyba być problemu ze zbytem.
     Wczoraj miałem też rozmowę w sprawie pracy. Znajomy Agaty (tej z galerii na Józefa, dzięki której trafiliśmy na to mieszkanie) szukał kogoś do sklepu meblowego. Żałowałem, że kogoś już znalazł, bo gościu siadł mi niezmiernie, po minucie rozmowy byłem gotów na wzięcie całego etatu. Facet po czterdziestce, z siwym kucykiem, bardzo personalny, patrzący w oczy, już na wstępie powiedział, że nie ma co sobie "panować", po czym spędziliśmy kilkanaście minut na sympatycznej rozmowie. Jakby coś się zmieniło ma dać znać.
     To tyle w telegraficznym skrócie.
     Myślę, że to jest tak, że aby coś docenić, to trzeba w to włożyć dużo wysiłku. Dlatego tak się uparłem na walkę o Kraków. Może wreszcie uda nam się zakorzenić.

Saturday, 6 April 2013

Come Wander With Me - cover




He said come wander with me love
Come wander with me
Away from this sad world
Come wander with me

He came from the sunset
He came from the sea
He came from my sorrow
And can love only me

* * *

Żeby weekend nie zmarnował się do końca, nagraliśmy z Tanią cover tej cudnej piosenki Bonnie Beecher. Ilustracja też Tani. Miłego słuchania:)