Sunday, 22 November 2015

Wieczorynka



























   "Dla mnie to najpiękniejszy i jednocześnie najsmutniejszy obraz świata. To ten sam obraz, który jest na poprzedniej stronie, lecz narysowałem go jeszcze raz, abyście dobrze zapamiętali to miejsce, w którym zjawił się na ziemi i znikł Mały Książę. Przyjrzyjcie się uważnie, abyście mogli rozpoznać ten krajobraz, jeśli któregoś dnia będziecie wędrować przez afrykańską pustynię. A jeśli kiedyś znajdziecie się w tym miejscu, nie spieszcie się, błagam was, zatrzymajcie się na chwilę pod gwiazdą! Jeśli przyjdzie do was śmiejące się dziecko o złotych włosach, nie odpowiadające na pytania - zgadniecie kto to jest. Nie zostawiajcie mnie wtedy w moim smutku: bądźcie tak mili i napiszcie mi szybko, że wrócił..."
   "Mały Książe" Antoine de Saint-Exupery

Monday, 16 November 2015

Wiadomości marynistyczne


























   Dziś trochę wieści marynistycznych. Pogadałem właśnie z Beretem. Wrócił z Holandii, z oględzin łodzi. Nie jest źle, ale jednak trochę remontu i przebudowy trzeba będzie zrobić. Przedyskutowaliśmy opcje i doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie kanałami przez Niemcy dopłynąć do Szczecina i tam zrobić cały remont. Beret ma przyczepę, tam moglibyśmy mieszkać, blisko łodzi i wspólnie doprowadzilibyśmy ją do stanu używalnosci.
   Cieszę się bardzo. Nawet to rzyganie na początku jakoś mnie nie rusza (choć na pewno będę miał jeszcze dosyć). Dostaniemy w kość na pewno już na początku, bo remont łodzi w lutym, w Polsce, to będzie doświadczenie, ale takie niewygody w służbie wolności to sama radość;)
   Pogadałem też Petią. Dziś była na plaży, wysłała mi zdjęcia. Zazdroszczę. W Londynie wieje, leje, szaroburo i smętnie. Nastrój mi się udziela, ale po rozmowie z Beretem duch się trochę podniósł.
   Ostatniej nocy śniło mi się Camino de Santiago. Trochę mnie to przybiło z rana, ale nauczyłem się podnosić i iść, bo innego wyjścia nie ma, a zresztą uczucia, wspomnienia, doły, są jak powoli przesuwająca się chmura. Co jakiś czas wychodzi słońce, później chmura wraca i znów odpływa. Taka jest natura świadomości. Widzę, że ostatnimi laty wzrosła moja wytrzymałość.
   Powyżej zdjęcie naszej łajby. Jeszcze nie zdecydowaliśmy o imieniu, ale Beret skłania się ku "Zofii". Zosia... Mi pasuje:)


Sunday, 15 November 2015

Samsara Lovers


























   No i weekend przeleciał błyskawicznie. Prawie całe dwa dni spędziłem w łóżku, oglądając Heroes. W piątek zaszaleliśmy trochę z Michellem i Clem. Zjedliśmy wspólną kolację, zrobiliśmy jam session, a później namówiłem wszystkich, żeby pójść potańczyć. Zeszło nam gdzieś tak do drugiej w Tigerze. Klem ukradli kurtkę. Ale zabawę mieliśmy dobrą.
   W sobotę, jak można było przewidzieć, nie czułem się najlepiej. Obejrzałem chyba z dziesięć odcinków Heroes, ugotowałem cieńką zupę. Dziś było lepiej. Też serial, ale wieczorem otrząsnąłem się. Poćwiczyłem na rowerze przy muzyce, relaksując się i czekając na artystyczną inspirację.
   Pojawił mi się ten obraz: tańcząca para dekadenckich kościotrupów, a nad nimi ich dusze, tańczące lekko, radośnie, nieformalnie. Nie byłem pewny, jak to ogarnąć, ale udało się, jestem zadowolony z efektu. Nazwałem ten kawałek "Samsara Lovers". Samsara oznacza cykl narodzin i śmierci. A "Lovers", bo wierzę, że jesteśmy czymś więcej, ponad ciałem, czasem i przestrzenią. Miłość jest prawdziwa. A reszta to wiatr, zamieszanie, tale told by an idiot, full of sound and fury, signifying nothing. 
   Ale mi się nie chce iść do roboty jutro!

Friday, 13 November 2015

Piątkowe ekstazy

   Uff, weekend wreszcie:) Tydzień w pracy był dosyć ciężki, polityki, donosicielstwo, jakaś kosmiczna, surrealistyczna bzdura. Ale czuję, że dwutygodniowy dół się skończył. Dzięki Bogu.
   Właśnie rozmawiałem z Petią na skypie. Dziś wylądowały z Martą w Bankoku. Pokazała mi hotel i ryneczek obok. Pierwsza w nocy u nich, a życie kwitnie. Uśmiecham się do siebie, widząc jej podekscytowanie i radość z podróży. Trzydziestoletnia dziewczynka:) Już za nią tęsknię. Cieszę się na naszą podróż w święta do Polski, pokażę jej polskie góry, moją cudną rodzinę, prawdziwe święta (bo u mnie w domu święta są najlepsze). A później Wyprawa, Rejs, Wolność.
   Właśnie zagadała do mnie Sibila na fejsie. Szefowa sprzed lat z Birmingham. Chorwatka, kochana kobieta. Na koniec powiedziała: jeśli gdzieś w drodze będziesz już spłukany, to nie będzie grzech napisać do mnie, zawsze coś będę mogła wysłać, żebyś nie była skazany na łowienie ryb.
 

Sunday, 8 November 2015

Kryszna, sny i oceany


























   Dzień spędziłem z Kryszną. Słuchałem bhajanów, rysowałem, później słuchałem Red Hots Chili Peppers, z albumu By the Way, mój ulubiony, też związany z czasami bhaktowskimi, z farmy w Hiszpanii. Kupiłem na ulicy w Madrycie, pirat od Nigeryjczyków z prześcieradłami, w które zwijali płyty, kiedy musieli uciekać przed policją. Szkoda mi ich było.
   Serce boli, myślę, że następny tydzień będzie tak ciężki, jak poprzedni, no ale nie narzekam. Wszystko, co się dzieje, to życie.
   W domu mieliśmy wspólną kolację. Ugotowałem pyzy ze smażoną cebulką, kiełbasą sojową i sałatką z czerwonej kapusty.
   Jutro praca, a za pięć tygodni święta w domu, na wsi.
   Ogromny szmat czasu do lutego. Chciałbym już wypłynąć i zostawić wszystko za sobą. Odliczam. Może ta cała woda, rzeki, morza, oceany, spłukają ze mnie zmęczenie, sny i wspomnienia.



Thursday, 5 November 2015

O czytaniu i inne

   Efekt domina wygląda tak: miałem ochotę na dobrą fantastykę. Ściągnąłem z Chomika "Czas zmierzchu" Dmitra Glukhovskiego (ponieważ, jak wszyscy wiedzą, Rosjanie to najlepsi pisarze). Książka wciągnęła mnie po uszy. Ale po pierwszym rozdziale okazało się, że to tylko jednorozdziałowy sample. Było już za późno na wahanie. Sprawdziłem jeszcze dokładnie w sieci, czy jest kompletne wydanie pirackie. Nie było, więc kupiłem legalnego ebooka.
   Książka mówi o prekolumbijskiej Ameryce. Temat przedstawiony tak ciekawie, że przypomniałem sobie o książce, na którą miałem wielką chęć kilka lat temu:  "1491. Ameryka przed Kolumbem" Charls'a C. Mann'a. Po sprawdzeniu okazało się, że pirackiego ani innego ebooka nie ma, więc wszedłem na stronę jakiejś polskiej księgarni w UK. Tam okazało się, że książka ma drugi tom: "1493. Świat po Kolumbie". Nie mogłem się już wycofać, zakupiłem obydwie.
   Miałem przez chwilę wyrzuty sumienia, bo cienko z kasą, budżet to 40 funtów na tydzień, ale później pomyślałem, ile wydałem od weekendu na wino i piwo, i wyrzuty sumienia mi przeszły:)

***
   1. Postanowiłem pisać więcej w moim papierowym dzienniku. Przyzwyczajam się. Kiedy ruszę w rejs, chciałbym, żeby to był mój codzienny kompan.
   2. Ogromny smutek od weekendu. Tęsknota, uczucie utraconej miłości, niewinności, stara bajka, poznajecie ją już długo, nie będę więc rozwijał.
   3. Odkąd zdecydowałem się odejść z pracy, chodzenie tam stało się nieopisaną męką. Aż się boję swojej mrukliwości i drażliwości. A najgorsze są zebrania departamentów. Raz, że nie mogę patrzeć na niektórych (ostatnio ktoś mnie zakablował do menagerki, że używałem komórki w godzinach pracy), a dwa, to męczę się próbami pokazania, że mnie to interesuje. Biurokracyjne pierdoły. Na przykład weszła teraz nowa ustawa pomagająca w zapobieganiu terroryzmowi i każda szkoła musi wprowadzić ten temat do programu nauczania. Ja cie pier... Połowa z naszych dzieciaków nie umie się podetrzeć, 70% nie umie nawet mówić. I teraz ustawowo mamy pilnować, żeby się nie zradykalizowały. Debilny świat. Jeśli jednak chodzi o same dzieciaki, to próbuję dawać z siebie wszystko, jak wcześniej. Bidulki nie są przecież winne, że mam doła i że świat jest jebnięty.
  4. W weekend ma przyjść Petia. Ciężko, bo mam okres tzw. "jaskiniowy", męczy mnie każde towarzystwo. Nie mogę jednak się wykręcić, bo w środe wyjeżdża do Tajlandii na dwa tygodnie z Martą. Nie wiem, czy będę jeszcze kiedyś w stanie mieszkać z kobietą. Póki co, nie wygląda to najlepiej. Trzy, cztery dni mogę wytrwać, później jednak jedyne, o czym marzę, to żeby zostawiono mnie samego. Kiedyś tak nie miałem.
  5. Źle mi dziś, ale przy książce jest lepiej, relaksuję się, więc spadam. Pa.

Monday, 2 November 2015

Czy baranek zjadł różę?

 
Tu kryje się wielka tajemnica. Dla was, którzy tak jak ja kochacie Małego Księcia, nie ma na świecie poważniejszego zagadnienia niż to, czy gdzieś - nie wiadomo gdzie - baranek, którego nie znacie, zjadł różę czy nie... Popatrzcie w niebo. Zapytajcie: " Czy baranek zjadł różę? Tak czy nie?". I zobaczycie jak cały świat zmieni się dla was. A żaden dorosły nie zrozumie nigdy, jak wielkie to ma znaczenie!
Mały książę - Antoine de Saint-Exupéry

Rozbitek

   

Pierwszy dzień w pracy po urlopie. M. prawie odgryzła mi kciuka. Przez jakieś 15 sekund zaciskała na nim zęby z całej siły i nic nie mogłem zrobić. Na szczęście trafiła na paznokieć, tak że skończyło się tylko na siniaku i niewielkim krwiaku. Będzie bolało parę dni, nie pogram na charango.
   Później zebranie departamentów, standartowa nuda, wazeliniarstwo, nieważne dyskusje. Jakoś dotrwałem do końca. Po pracy wyskoczyłem do supermarketu, kupiłem sobie pure ziemniaczane, kotlety sojowe, ogórki kiszone i zgrzewkę piwa.
   W domu posprzątałem kible, wziąłem prysznic, zjadłem. Petia chciała pogadać, ale napisałem jej, że jestem zmęczony, zamykam się w jaskini, nie ma mnie dla nikogo.
   Tak, że posłuchajcie Antoniny Krzysztoń i spadajcie (ale wróćcie).

Sunday, 1 November 2015

Il de Fons

















Wiem, że jest gdzieś taki cmentarz. Może w niebie
lub przy porcie, gdzie się kończą zbłąkania.
O mym sercu tam jest napis, kochana:
"Ono biło tylko dla ciebie"...

Szło za tobą w słońcu, w rozpaczy,
przy każdej czekało cię bramie -
tak było zawsze. A kto myśli inaczej,
kłamie, pamiętaj, kłamie.
K.I. Gałczyński