Showing posts with label ostatni tydzień na wsi 2013. Show all posts
Showing posts with label ostatni tydzień na wsi 2013. Show all posts

Monday, 10 June 2013

Ostatni tydzień na wsi 2



   


















ilustracja Tani


     Rano wybrałem się do lekarza. Egzema na łokciu nie chce zniknąć od dwóch miesięcy, może po kremie ze sterydami da mi spokój. Wczoraj wieczorem, za radą Łukasza zacząłem czytać tą słynną "Potęgę podświadomości". Przyznam, że unikam zwykle książek motywujących, są dla mnie zbyt amerykańskie, zbyt płytkie, sprowadzają życie do banałów. No ale stwierdziłem, że warto spróbować. Po pierwszych dwóch rozdziałach odczucia mam pozytywne. Pomyślałem sobie po prostu: skąd się bierze u mnie ten negatywizm ostatnie kilka lat? Właśnie z czarnych myśli. Braku wiary, powtarzaniu, że nic się nie uda, że życie się skończyło. Skoro człowiek samemu może tak się zdołować, to równie dobrze można spróbować zrobić to w drugą stronę. Świadomie mówić sobie, że wszystko się uda, że wszechświat jest przyjaznym miejscem, że wszystko jest w harmonii, że jestem wartościową osobą, która może być z siebie dumna. Póki co nie wychodzi mi to za dobrze, zbyt głęboko zakodowałem się Weltshmerzem. Trzeba jednak spróbować.
     Dziś w autobusie do ośrodka zdrowia spróbowałem myśleć o wyjeździe do Liverpoolu w pozytywnym świetle. Nie jako rezerwowy plan, bo w Polsce nie wyszło, ale raczej jako początek nowej przygody, zapowiedź nowych znajomości, może nawet przyjaźni, inspirujących momentów, wolność, podróż. Poczułem pewną ulgę. Nic dramatycznego, ale jakiś początek jest.
     PS. Przyznam się wam do zabawnej rzeczy: w zeszłym tygodniu Tania namówiła mnie na ćwiczenia z Ewą Chodakowską na youtube. Najpierw miałem wątpliwości (szczególnie, kiedy zwraca się do widzów w rodzaju żeńskim, a do tego jeszcze ta muzyka żywcem z pornosów z lat dziewięćdziesiątych), ale po kilku dniach totalnego wycisku, jestem zadowolony. Zestaw ćwiczeń trwa 40 minut. W ich trakcie jęczę, zdycham, mdleję i przeklinam panią Ewę niecenzuralnymi słowami, ale warto;)

Sunday, 9 June 2013

Ostatni tydzień na wsi 1

     Rano stwierdziłem, że zrobię sobie wycieczkę rowerową. Tania się nie paliła, więc wziąłem wodę z sokiem, jabłko, jogurt i pojechałem sam. Pogoda świetna, ciepło, z lekkim wiatrem. Nastrój miałem średni, trochę napięcia, lęk przed zmianami (równocześnie z lękiem przed brakiem zmian). Starałem się jednak wyluzować. W jednej trzeciej drogi złapałem gumę. Trochę się rozczarowałem, miałem nadzieję na fajny fotoreportaż z gór, no ale trudno. Zadzwoniłem po Łukasza, wróciliśmy samochodem do domu. Poniżej kilka zdjęć z przerwanej wycieczki:








     Myślałem, że nic nie poprawi mi humoru, ale kupiłem kilka piw, siedliśmy na podwórku ze wszystkimi braćmi, ich żonami, dziećmi, i zaczęliśmy kombinować, co tu wymyślić. W międzyczasie dużo wydurniania, piwko i skusiłem się na fajkę (no... trzy). W końcu Łukasz wymyślił, żeby wszyscy wsiedli na pakę jego ciężarówki i razem pojechaliśmy nad rzekę. Jakimś cudem wszyscy skończyli w wodzie. Lód!!! Ale zabawa była przednia.
     Teraz już w domu, teraz jakiś obiad (kuskus z pieczonymi warzywami), ściągam film i resztę niedzieli do góry brzuchem.





     Doszedłem do wniosku, że orzeł to dobry znak na przyszłość. Pierwszy orzeł, jakiego widziałem w życiu.

Reszta zdjęć już nad rzeką:

Tutaj skaczemy z Tanią

Z Łukaszem (on ma na twarzy uśmiech, ja katusze;)

Tania i ja





Aha, byłbym zapomniał o tym pełnym uroku momencie: