Wednesday, 31 December 2014

Tuesday, 30 December 2014

Obrazkowe poematy - c.d.


























Kolejny z obrazkowych poematow o samotnosci. Bazgrze wieczorami, zeby zabic czas, nie wariowac z nudow. Czytam eseje Orwella, relaksuje mnie jego trzezwosc i ironia. Slucham Bakszyszu. Ciągle nie mam klawiatury piszę myszka, więc już mam dosyc. Dobrej nocy.
   PS Zepsul sie bojler, nie ma ogrzewania ani cieplej wody:)

Monday, 29 December 2014

Kolejna nocna ilustracja


























   Pierwszy obrazek w nowym szkicowniku. wczoraj wydalem kupe kasy na art supplies, konto puste. ale musialem sobie ulzyc:) Klawiatura ciagle zepsuta, pisze myszka na on-screen keyboard, tak ze koncze. Pa.

I wiecej staroci



Starocie:)














Pięć głupiutkich snów

Kosmiczna awaria

     Mieszkam w bazie kosmicznej. W poszyciu kadłuba zrobiła się dziura. Ubieram skafander i wychodzę na zewnątrz. Mróz jest tak wielki, że pomimo skafandra parzy mnie cała twarz, usta, nos, skóra od razu pokrywa się warstewką lodu. Na granicy śmierci szybko udaje mi się załatać dziurę od środka. Robię to w ten sposób, że przykładam rękę do otworu, a uciekające powietrze zamarza, w końcu całkowicie blokując wyciek. Teraz muszę wyjść na zewnątrz i założyć łatkę. Na zewnątrz okazuje się, że ktoś już to zrobił. A przecież na stacji jestem tylko ja. Podejrzewam, że to jakiś obcy.
     Jakiś czas później jestem na nieznanej planecie. Mieszkam w szczelnym, tlenowym namiocie, na zewnątrz którego panuje straszliwy mróz, a powietrze nie nadaje się do oddychania. Napada mnie lokalne zwierzę, podobne do tygrysa. Nie mogę do niego strzelić, bo otwarcie namiotu oznaczałoby śmierć (a gdzie skafander? Bez sensu:)

Flirt z Sigourney Weaver

     Jestem w autobusie pełnym dzieci, wybierających się na wycieczkę. Ich opiekunką jest Sigourney Weaver. Rozmawiamy w zrelaksowanej atmosferze. Żartuję sobie z niej, nazywam ją „Alien”, ale wreszcie przyznaję, że jako nastolatek byłem w niej zakochany. Śmieje się zadowolona, pochlebiłem jej. Później opowiadam jej o Camino de Santiago, ale w trakcie opowieści Sigourney zamienia się w inną kobietę, którą w ogóle nie interesują moje hiszpańskie przygody.

Szafot

     Jestem w Kopenhadze. Za jakieś przestępstwo zostaję skazany na śmierć. Czuję wielki smutek i bezsilność w zetknięciu z potężną, biurokratyczną machiną prawa. Ogarnia mnie rozżalenie, że zostanę zabity, aby spełnić wymogi martwego prawa, nie ma znaczenia kim jestem, co myślę, co czuję, o czym marzę, za czym tęsknię. Nie ma żadnego wyjścia, już po mnie. Uświadamiam sobie bezsens i nieludzkość idei, że przepisy prawa mogą być ważniejsze od żywej materii duszy, osobowości. Leżę na pryczy i płaczę.

Melancholia

     Spaceruję z Tanią po dziwnym, niepokojącym mieście. Spomiędzy drzew wygląda nienaturalnie wielka tarcza księżyca. Patrzę na nią z lękiem. Boję się nie tylko jej rozmiarów, ale też tego, że całkowicie inna jest rzeźba kraterów, które układają się w niesympatyczny uśmiech. To druga strona księżyca, do tej pory odwrócona do nas plecami. Ten uśmiech zawsze tam był. Zdaję sobie sprawę, że czeka nas koniec. Księżyc wypadł z orbity i zbliża się do Ziemi, w bezwładności odwracając do nas ciemną dotychczas stronę. Pokazuję Tani.
     - Widzisz?
     Potakuje i przytula się mocno, jakbym mógł ją ochronić. Boję się i jest mi przeraźliwie smutno.

Niedźwiedź

     Jestem w domu na wsi. Pod okno przyplątuje się niedźwiedź. Nie za wielki, i nie otwarcie wrogi, ale uparty, silny i obcy. Wiem, że jeśli zechce, może wyrządzić mi krzywdę, nie ma w nim strachu, a dla mnie nie ma ucieczki. Zerkam za okno. Niedźwiedź już wspina się po rynnie. Słyszę, że coś do mnie mówi. Jest to starożytny język niedźwiedzi. Wiem, że to gatunek bardzo nam obcy w swojej świadomości, ale jednak rozumny. Żałuję, że nie znam języka, choć coś mi mówi, że bariera gatunkowa jest zbyt wielka, żebyśmy mogli się porozumieć.





Saturday, 27 December 2014

Koszulka



























Koszulka
Jaromír Nohavica

Zdejmij moja miła koszulkę swą
zapadła noc gwiazdy na niebie śpią
do świtu daleko do serca nie
to piękne gdy ludzie kochają się

Wczoraj mi uciekłaś dziś jesteś tu
tak jak ja nikt nie kołysze do snu
już lody topnieją i szumi las
być może to jest nasz ostatni raz

Zdejmij swą koszulkę z porcelany
piękniejszej dziewczyny nie da mi los
już krwawa jutrzenka na niebie drży
będziesz mą pierwszą ja twoim pierwszym

Wednesday, 24 December 2014

Prezenciki:)

   Kolekcja ozdóbek choinkowych wysłanych do domu. Niestety nie doszły dzisiaj, mam nadzieję, że żaden chciwy listonosz nie połasił się, licząc na zwitek funtów:) Jeszcze może dojść.

Anulek


 Kubek






 Łuksio i Monia
 Mama
 Ja
 Naduś
 Rafcio
 Szymon i Rosa
 Tania
Wikuś

Nastrój świąteczny



   Nastrój świąteczny na dziś. Plus dużo wina, dużo papierosów i pierogi ze sklepu polskiego. Tak że trochę dekadencko:)

Sunday, 21 December 2014

Przedświątecznie, rysowniczo

 

























   W ciągu rysowniczym. Dziś zrobiłem rysunek na prezent dla Petii. W nocy z Kryszną śmiga po Londynie na rowerze. Jutro poszukam w Lewisham fotografa i dowiem się ile kosztowałoby mnie zrobienie plakatu. Potrzebuję teraz przerwy. Ostatnie trzy tygodnie rysowałem prawie codziennie i choć lubię, to jednak były to zobowiązania prezentowe, więc trochę mnie to wymęczyło.
   W środę Wigilia. Zrobię chyba krokiety z kapustą i grzybami i może jeszcze "śledzie" sojowe w jabłku i cebuli, jak co roku. Smutno trochę. Pierwsze święta bez Tani, kolejne poza domem. Na wsi zasypało ich śniegiem, zazdroszczę. Widzę ich, jak siedzą przy kominku, obok gigantycznej choinki świerkowej ukradzionej tradycyjnie z lasu, popijając wino, napychając się specjałami, podekscytowane dzieciaki, psy, prezenty. Tęsknię. Mam nadzieję, że dojdzie na czas mój prezent.

Wesołe miasteczko

   Niedziela w łóżku. Wczoraj byliśmy w wesołym miasteczku. W Hyde Parku co roku w zimie rozkłada się niemiecki Winterfair. Drewniane budy z kiełbasą, kurczakami, wielkimi kuflami piwa, grzanym winem, a do tego wielkie, straszne i mniej straszne karuzele.
   Nie miałem ochoty za bardzo iść, ale w sumie było fajnie. Byłem na czterech karuzelach, adrenaliny się najadłem, ale z chęcią poszedłbym dziś znowu. Do tego dwa kubki wina grzanego i frytki z kiszoną kapustą.
   Dziś się wyleguję. Rano obejrzałem odcinek Arabeli, zjadłem kanapek, później grałem na bejeweled przez dwie godziny, aż do zrzygania. Lubię się czasem ponudzić. Chyba poczytam książkę. Znalazłem fajny zbiór reportaży o Hiszpanii z lat siedemdziesiątych.


Saturday, 20 December 2014

W balonie - Fernanda i Ana

 

 






















    Późno już, po północy. Skończyłem właśnie obrazek, który obiecałem Fernandzie na święta (chciała coś oryginalnego na prezent dla swojej siostry).
   Zmęczony.

Monday, 15 December 2014

Lista przedświąteczna











   1. Skończyłem rysowanie świątecznego, sekretnego projektu:) Od jutra część rękodzielna, no i poczta. Po świętach wrzucę tutaj całość.
   2. Dziś miałem szkolenie PBS (Positive Behaviour Support). Jutro druga część. Bolą mnie plecy, sporo było fizycznych ćwiczeń, ale warto było, dużo ważnych rzeczy zajarzyłem. Z minusów: miejsce szkolenia było dosyć daleko. Bilet kosztował mnie 17 funtów. Jutro drugie tyle. A do tego przegapiłem swoją stację, pojechałem o trzy za daleko.
   3. Smutno mi, że nie będę w domu na święta. Wyjechałem do Anglii w czerwcu 2013. Był to ciężki rok, nie miałem kasy na wyjazd, zmagałem się finansowo, do tego rozstanie z Tanią. Eh... Teraz powinno już być lżej, może uda się pojechać na Wielkanoc.
   4. Tęsknię za nią. Wraca z Indii za kilka dni. Niestety, nie spotkamy się.
   5. Od środy urlop do 5 stycznia!:)

Saturday, 13 December 2014

Sobotni, spokojny wieczór

 









   Sobota. Miły dzień. Trochę na kacu, bo wczoraj mieliśmy staff party. Za cholerę mi się nie chciało, wolałbym spędzić wieczór w domu niż w klubie, ale teraz, skoro dostałem stałą pracę, czuję się trochę zobligowany do integracji. Ale bardziej niż to, chciałem się pożegnać z Fernandą. Wyjechała na święta do Hiszpanii, widzimy się dopiero w styczniu.
   Rano poszliśmy z Petrą na zakupy. Dostała wypłatę i chciała mi coś kupić z ubrań, bo się mi już sypie garderoba. Kupiła mi super jeansy za 35 funtów, domowe spodnie w kratkę i świąteczny sweter. No i czapkę z pomponem.
   Wyskoczyliśmy też do indyjskiej restauracji, gdzie zaskoczyli nas gigantycznymi porcjami. Nie dojedliśmy, wzięliśmy większość do domu. Podzieliłem się ze współlokatorami. Zieją ogniem. Mariusz stwierdził, że jutro będzie srał kometami:)
   Później rysowałem, powyżej skrawek. Zostały mi jeszcze trzy obrazki do zrobienia. Mam nadzieję, że uda się wysłać w środę, najpóźniej w czwartek. Nie wiem tylko, czy dojdzie do domu przed Wigilią.
   W poniedziałek i wtorek szkolenia w pracy no i wreszcie urlop świąteczny do piątego stycznia.

Tuesday, 9 December 2014

Extravaganza

 










   Rysuję ciągle projekt świąteczny. Pewnie zejdzie mi do połowy przyszłego tygodnia. Dziś bez papierosa. Wczoraj prawie się udało, ale wieczorem zmiękłem. Pobiegłem do kontenera, gdzie rano wyrzuciłem tytoń i wygrzebałem. Tak więc bilans: przedwczoraj trzy fajki, wczoraj dwie, dzisiaj zero. Najgorszy jest brak motywacji. Jeśli chodzi o fizyczne łaknienie to nie mam problemu. Najgorsze są jednak momenty, kiedy pojawia się myśl: "a, po chuj to wszystko":)
   Czytam Nocny pociąg do Lizbony. Świetna książka. Przypomina mi Cień Wiatru.
   W pracy mieliśmy dziś festiwal Extravaganza. Nasza grupa przygotowała święta angielskie, które uznaliśmy za wyjątkowo egzotyczne, zważywszy, że to południe Londynu. Przebiliśmy wszystkich ilością i jakością jedzenia i atmosfery. Inne klasy świeciły pustkami, nasza była pełna do końca.
   Chwyta mnie przeziębienie, ale walczę. Jeszcze tylko trzy dni pracy, trzeba dotrwać.
   Zdjęcie dzisiejsze, z collegu, z Fernandą.


Monday, 8 December 2014

Lista 298

 








   1. Poniedziałek. Ostatni przed urlopem! Trzy tygodnie odpoczynku. Żałuję, że nie będę w domu, tęsknię za wszystkimi bardzo, ale nie chciałem się już bardziej zadłużać. Spróbuję się wyrwać na urlop Wielkanocny.
   2. Dzień zacząłem od ćwiczeń z Chodakowską. Wczoraj postanowiłem znów spróbować. Rano zrobiłem sesję Skalpela. Dziś o szóstej, przed wyjściem do pracy, mimo zakwasów, powtórzyłem. Lubię. Mało brakowało a bym nie wstał, ale śniło mi się, że rzuciłem fajki, alkohol, że oczyściłem życie i to było bardzo miłe uczucie. Tak że wyskoczyłem z łóżka i spędziłem czterdzieści minut z ćwiczeniami.
   3. Wczoraj zrobiłem tez podejście do rzucania fajek. Pękłem po obiedzie i w sumie w ciągu całego dnia wypaliłem trzy, ale chcę dalej próbować.
   4. Kontynuuję projekt świąteczny. W tym tempie powinienem dać radę. Czekam na przesyłkę. Dziś powinna dotrzeć paczuszka z podstawkami do piwa (część projektu:).

Saturday, 6 December 2014

Lista odniechcenia

 
























   Parę dni przerwy w pisaniu. Zacząłem projekt rysunkowy-świąteczny, seria kilkunastu ilustracji, ale nie chcę wklejać po trochu (tym bardziej, że to ma być prezent). Wrzucam po prostu oskrawkowany collage dla smaku. Muszę wyrobić się w dwóch tygodniach, żeby prezent dotarł pod choinkę.
   Co tam ostatnio?

   Lista odniechcenia:
   1. College zaoferował mi stałą pracę. Jakoś w styczniu kończę z agencją i przechodzę na pełny kontrakt. Ulga, bo nie wyrabiałem finansowo. System pracy tymczasowej to zwykłe niewolnictwo. Poza tym wewnętrznie dobrze się poczułem. Że ktoś mnie docenił. Chloe (nauczycielka) bardzo się ucieszyła. Zaraz zadzwoniła do menadżerki, że bardzo by chciała, żeby Fernanda i ja, po przejściu na stały kontrakt, zostali w jej klasie.
   2. Wczoraj po pracy Olga zaprosiła mnie na falafela i piwo. Miło się gadało. Zaprosiliśmy do stolika Lodge'a, angielskiego chłopaka, który samotnie sączył Guinessa przy stoliku obok. Poczęstowałem go kubańskimi papierosami od Carelis. Śmialiśmy się, że tym ekstremalnym przeżyciem skróciliśmy sobie życie o rok.
   3. Dziś zakupy. Na obiad knedle ze śliwkami ze sklepu polskiego, z jogurtem.
   4. Rano oglądałem na youtube stare video z 1991, z kirtanu na farmie w Czarnowie. Dziwne uczucie. Młode twarze bhaktów, których teraz znam jako ludzi może nie w podeszłym wieku, ale na pewno w zaawansowanym. Ja przyłączyłem się pięć lat później. Przyszło mi do głowy, że chciałbym zawrócić czas i jeszcze raz przeżyć to wszystko. Szczególnie od poznania Tani. Żeby wszystkie nasze przygody były ciągle przed nami.
   5. I żeby wróciła prosta, niewinna wiara w Boga.

Tuesday, 2 December 2014

Może jutro?


























   Z wieczornych smutów narodziło się to. O tęsknocie, samotności, wyobcowaniu.
   Już po północy. Zapalę jeszcze papierosa, dokończę zimną herbatę i do spania. Jutro trzeba wcześnie wstać. Ciągle nie wiem, czy dostałem pracę. Mieli dzwonić dzisiaj z Human Resources, ale póki co cisza. Może jutro?