Sunday, 5 February 2017

Stresik
















    Drogi pamiętniczku
   Zima w Londynie mokra i wietrzna, śnieg widziałem raz przez dwie minuty, nawet nie zdążył zamienić się w błoto. Odezwała się stara kontuzja kolana. Wystarczył godzinny spacer na Trafalgar Square i od tygodnia kuleję. Gdzie te czasy, że przemierzało się Camino, 800 kilometrów w miesiąc bez jednego jęknięcia? Oprócz tego niespodziewana eksmisja, dwa tygodnie na znalezienie lokum, przy znikomym budżecie. Praca miła, ale nauczycielka pod którą pracuję nie jest dobrą kobietą, więc mdli mnie lekko przed poniedziałkiem. Rower się rozpada.
   Tak więc, jak widzisz, drogi pamiętniczku, rzeczy idą utartym szlakiem. Ale choć stres trochę podgryza, to nie jest źle. Trzy tygodnie bez alkoholu (choć problemy szepczą, ze byłoby lżej, ale odmawiam), zacząłem nowy obrazek, zjadłem właśnie naleśniki z marmoladą pomarańczową i gałką lodów kokosowych, obejrzałem wczoraj piękny serial Louisa C.K. (Horace and Pete), a dziś rozczulałem się przy nowym musicalu (La La Land).

5 comments:

  1. Brawo Marcyś, za 3 tygodnie bez alkoholu. Dajesz radę. Rzeczy się uładzą

    ReplyDelete
  2. Jak miło słyszeć, że to coraz bardzie alkohol ma problem z tobą niż ty z nim. Tak trzymaj, choć czeka cię, jeśli się tego podejmiesz, truuudna droga. Pozdrawiam ciepło:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na razie zupełnej abstynencji nie przewiduję, ale jest lepiej, dzięki:)

      Delete
  3. "La La Land" wykończył mnie emocjonalnie, poczułam się jak ktoś, kto nie ma nóg i marząc o bieganiu patrzy na sprinterów

    ReplyDelete