Może to wina (albo raczej zasługa) zbyt dużej ilości Netflixa, ale tak sobie dziś popatrzyłem na swoje życie i stwierdziłem, że to byłby świetny początek „heartwarming” komedii romantycznej.
Bohater, 43 letni facet po rozwodzie ląduje w małym nudnym miasteczku. Ma kiepską pracę, jego sztuka nie może się przebić, jeździ samochodem, który psuje się na każdym kroku, jego dziewczyna, którą interesują tylko ładne, drogie rzeczy i pozycja społeczna, zostawia go w końcu dla swojego dobrze zarabiającego byłego, a bohater trochę zbyt dużo pali i nadużywa alkoholu i zaczyna się zastanawiać, czy to już wszystko, co go spotka w życiu.
Myślę, że dobrze zagrałby mnie Mike Hannigan. Albo Mark Ruffalo, czemu nie? No i właśnie w tym doskonałym punkcie wyjściowym, poprzez jakiś niesamowity zbieg okoliczności, rozpoczyna się pozytywna komedia omyłek: zjawia się mądra, sympatyczna i normalna dziewczyna. Ją mogłaby zagrać np. Anne Hathaway... Albo nie! Emma Stone! Spotykają się na ulicy, ona wylew na niego niechcący kawę i zaprasza na obiad. Tam okazuje się, że pojawia się iskra, ale niestety ona ma narzeczonego (z którym przyjechała do tego miasteczka na wczasy). Jego może zagrać ten aktor, który grał Jamiego Lannistera. Niech mój counterpart będzie zabójczo przystojny, a co mi tam;) Dziewczyna wyjeżdża, a bohater, typowy underdog znienacka dostaję z agencji propozycję zilustrowania książki dla dzieci. Kiedy kończy projekt, okazuje się, że książka odnosi wielki sukces. Wtedy pierwszy raz spotyka się z pisarką (której książka zupełnie go urzekła) i okazuje się, że to ona, nieznajoma od kawy. Później ona ma mieć ślub, ale w ostatniej chwili wybiega w ślubnej sukni z kościoła i jedzie taksówką na lotnisko, żeby złapać bohatera przed wylotem. Niestety spóźnia się i stoi na lotnisku w sukience ociekającej deszczem i łzami. Wtedy bohater wychodzi skądś (bo nie poleciał z jakiegoś powodu) i żyją długo i szczęśliwie, a na napisach końcowych leci piosenka Luisa Armstronga...
Hihihi:)
Wracam do Netflixa:)


Zatem definitywnie się zakończyło. Przykro mi. Ale z drugiej strony... Bardzo wiele Cię ta szarpanina kosztowała...
ReplyDeleteDzięki Adam. To ciągle świeża sprawa, przeżywam to mocno, ale masz rację dużo mnie to kosztowało, zachwialo moja wiarą w miłość i czlowieka
Delete