Sunday, 15 September 2019

I'm Back - Bałkany 2019 w bazgrołach




"Mała" przerwa. Potrzebowałem trochę czasu na ogarnięcie spraw życiowych. Czy je ogarnąłem? Nie wiem, czy się da:)
   1. Nowa praca, jako redaktor portalu internetowego. Praca fajna, zobaczymy jak się rozwinie.
   2. Na razie jeszcze nie wrzucam relacji z Bałkanów, choć pisałem codziennie. Za to wrzucam rysunki: zrobiłem sobie Balkan Challenge: przynajmniej jeden rysunek w dzienniku dziennie.
   3. Tyko tak w skrócie: Serbia, Bośnia i Hercegowina, Chorwacja, Słowenia i Włochy (kawałeczek:).
   4. Po trasie samochód do remontu: cieknie olej, rura wydechowa się majta, bagażnik się nie zatrzaskuje, a sprzęgło w dużym stopniu spalone. Stan funduszy? 24 złote:)
 
Bałkany 2019 w bazgrołach:

































Tuesday, 28 May 2019

Ale zasieka deszcz

 



















Deszczowy poranek. Szkolna wycieczka, którą wczoraj ugościłem, opatula się w peleryny i niechętnie szykuje do wyjścia. Nie spodziewam się więcej gości. Szef przywiezie towar dopiero jutro, więc nie będę dziś gotował. Spędzę ten mokry dzień na rysowaniu, Netflixie i czytaniu. Jeszcze tylko napalę w piecu, żeby ogień wesoło i przytulnie strzelał.
   Wczoraj miałem gorszy dzień. Napisałem sporego posta na bloga, ale schowałem. Nie chcę rozdrapywać ran. Ten nastrój był chyba z niewyspania. Od tygodnia mam z tym problem, budzę się koło trzeciej rano i już nie daję rady spać. Dziś przespałem dziesięć godzin jednym strzałem i od razu widzę różnicę. Nawet sobie pożartowałem z prześliczną nauczycielką, co jeszcze poprawiło mi nastrój:)
   Mam ochotę narysować coś większego. Szukam w głowie pomysłu. Żeby różne rzeczy, nie zawsze fajne, przetłumaczyć na baśń. Ostatnie kilka miesięcy, złapany w niewygodne sprawy, nie miałem inspiracji. Na szczęście już wraca. Podobnie jak uczucie pewnej stabilności i ciepła.
   Dobra, biorę się za palenie w piecu. Ale zasieka deszcz! Trzymajcie się

Sunday, 26 May 2019

Pocztówka z Bacówki

   Dopiero niedziela. Jeszcze 8 dni w dziczy mnie czeka. Dziś będzie pewnie spory ruch, bo pogoda dopisała, ale wieczorem zostanę sam w całym schronisku. Odpocznę od gwaru, poczytam książkę, posłucham dobrej muzyki, podelektuję się chwilą prywatności, chyba jedyną jaka mnie czeka w tym tygodniu.
   No ale na razie jest nas tutaj sporo. Maro z Moniką przygotowali śniadanie, Mateusz poszedł się wyłączyć do pokoju, a Patrycja sprząta łazienki. Wziąłem ja na próbę, za niedługo będziemy potrzebować dodatkowej osoby na zmianie, ale raczej jej nie wezmę na stałe. Pracowita, ale zbyt chaotyczna i rozchwiana, źle bym się czuł z nią w codziennej pracy.
   Co jeszcze? Psychodelicznie akompaniuje słowackie Radio FM, słońce już naprawdę wiosennie grzeje, dzieci biegają wokół schroniska, smutny ojciec pali papierosa i pilnuje, żeby nic sobie nie zrobiły. W środku czuję się trochę pusty, zmęczony, chyba również smutny. Staram się myśleć o wyprawie, która może uda się już za tydzień. Potrzebuję tego. Oderwać się od codzienności, w której ostatnio utknąłem, oddalić się, zdystansować, pobyć sam z sobą, pogodzić z przeszłością, zastanowić nad przyszłością.
   A przedwczoraj graliśmy w kości na zadania:) Kto przegrał, musiał coś zrobić, np. Mati pobiegł w majtkach przez całą halę, a Maro przebrany za króla usiadł na prowizorycznym tronie na taczce i był wożony dookola schroniska przez Łuksia. A później rysowaliśmy wzajemnie swoje portrety (patrz poniżej:)





Wednesday, 22 May 2019

Czasem chce się do człowieka - lista

 
No więc:
   1. Odzyskałem samochód. Rachunek wyszedł kilkaset złotych więcej niż oczekiwałem, więc musiałem się trochę nakombinować i idę do pracy 3 dni wcześniej, żeby odrobić straty. Jeszcze tylko klima i zbieżność i jestem gotowy na przemierzanie szos.
   2. Kupiłem sobie dziś małą i drogą butelkę słodkiego Tokaja. Najlepsze wino, jakie piłem. Sączę po małym łyku, żeby dłużej rozkoszować się smakiem.
   4. Jutro planuję sprzątanie domu, uzupełnienie zapasu opału, żeby po powrocie z bacówki po 10 dniach pracy (10 dni!) wrócić do przytulnego i czystego kąta. Przyda się, bo w tym tygodniu zapuściłem zarówno dom, jak i siebie.
   5. Nie tworzę ostatnio nic. Myślę, że wewnętrzny kompost fermentuje i niedługo będzie gotowy do erupcji:)
   6. Czytam codziennie poezję Osieckiej. Kiedy zanurzyłem się w jej wierszach i piosenkach, to okazało się, że zdetronizowała monsieur Il de Fonsa. Proszę się nie gniewać, panie Konstanty!

Czasem chce się do człowieka
Agnieszka Osiecka 

Dozorca bramę otwiera,
Pacierze senne ktoś gdera,
Wracają z nocnej zmiany już.
Na niebie blask porannych zórz,
Przy kawie samotnej,
Przy chlebie samotnym marzę...

Czasem chce się do człowieka,
Kiedy szczęścia brak,
Kiedy na nas nikt nie czeka
Albo byle jak.

Czasem chce się do człowieka,
Gdy się jest na dnie,
Film nie pomaga,
Książka to blaga, nie, nie, nie!

Bo nam chce się do człowieka,
Knajpy znają nas,
Musi minąć jakiś czas,
Musi wyschnąć rzeka,
Muszą zblednąć sny,
Wtedy wrócą zwykłe dni.

Dozorca bramę zamyka,
Ostatni przechodzień znika,
Na strychu wielkie pranie schnie,
Po cichu mysz okruchy je,
Zasypiam zbyt wcześnie,
I marzę już we śnie, we śnie...

Czasem chce się do człowieka,
Kiedy szczęścia brak,
Kiedy na nas nikt nie czeka
Albo byle jak.

Czasem chce się do człowieka,
Gdy się jest na dnie,
Film nie pomaga,
Książka to blaga, nie, nie, nie.

Nie pomoże żaden lekarz
Ani głupia złość,
Musi nadejść taki ktoś,
Kto chce też do człowieka,
Lepszy jest niż ty,
I otworzy Tobie drzwi...


Tuesday, 21 May 2019

Heartwarming:)

 














   Może to wina (albo raczej zasługa) zbyt dużej ilości Netflixa, ale tak sobie dziś popatrzyłem na swoje życie i stwierdziłem, że to byłby świetny początek „heartwarming” komedii romantycznej.
   Bohater, 43 letni facet po rozwodzie ląduje w małym nudnym miasteczku. Ma kiepską pracę, jego sztuka nie może się przebić, jeździ samochodem, który psuje się na każdym kroku, jego dziewczyna, którą interesują tylko ładne, drogie rzeczy i pozycja społeczna, zostawia go w końcu dla swojego dobrze zarabiającego byłego, a bohater trochę zbyt dużo pali i nadużywa alkoholu i zaczyna się zastanawiać, czy to już wszystko, co go spotka w życiu.
   Myślę, że dobrze zagrałby mnie Mike Hannigan. Albo Mark Ruffalo, czemu nie? No i właśnie w tym doskonałym punkcie wyjściowym, poprzez jakiś niesamowity zbieg okoliczności, rozpoczyna się pozytywna komedia omyłek: zjawia się mądra, sympatyczna i normalna dziewczyna. Ją mogłaby zagrać np. Anne Hathaway... Albo nie! Emma Stone! Spotykają się na ulicy, ona wylew na niego niechcący kawę i zaprasza na obiad. Tam okazuje się, że pojawia się iskra, ale niestety ona ma narzeczonego (z którym przyjechała do tego miasteczka na wczasy). Jego może zagrać ten aktor, który grał Jamiego Lannistera. Niech mój counterpart będzie zabójczo przystojny, a co mi tam;) Dziewczyna wyjeżdża, a bohater, typowy underdog znienacka dostaję z agencji propozycję zilustrowania książki dla dzieci. Kiedy kończy projekt, okazuje się, że książka odnosi wielki sukces. Wtedy pierwszy raz spotyka się z pisarką (której książka zupełnie go urzekła) i okazuje się, że to ona, nieznajoma od kawy. Później ona ma mieć ślub, ale w ostatniej chwili wybiega w ślubnej sukni z kościoła i jedzie taksówką na lotnisko, żeby złapać bohatera przed wylotem. Niestety spóźnia się i stoi na lotnisku w sukience ociekającej deszczem i łzami. Wtedy bohater wychodzi skądś (bo nie poleciał z jakiegoś powodu) i żyją długo i szczęśliwie, a na napisach końcowych leci piosenka Luisa Armstronga...
   Hihihi:)
   Wracam do Netflixa:)



Na rowerze

   Nie tak łatwo z samochodem. Mechanik odkrył nowe problemy. Czekam na skraju siedzenia, czekając na telefon, czuję się jak w poczekalni u chirurga. Wyjdzie z tego, panie doktorze?
   Z braku wozu, odkurzyłem rower i pojechałem w trasę. Pot lał się ze mnie intensywnie, kiedy lawirowałem po górskich szosach, ale było to przyjemne. Ze słuchawek raczyłem się dialogami po chorwacku i świszczącym jękiem z umęczonych, odzwyczajonych od wysiłku płuc, powtarzałem bałkańskie frazy. Još nešto?
   Nic więcej. Miły, spokojny (w miarę:) dzień. Otrząsam się ze stresów raczej bezboleśnie, a przynajmniej nie dzieje się nic, z czym nie dawałbym sobie rady.
 
 

Monday, 20 May 2019

Fajnie, że już jest wiosna.

   W zeszłym tygodniu trochę zmagałem się z sobą w pracy (w Bacówce). Poszło sporo alkoholu i zioła (z którym nie miałem kontaktu już chyba z rok). No ale taki był tydzień, więc nie martwię się.
   Dziś za to czuję się bardzo fajnie. Rano zawiozłem samochód do mechanika, którego polecił mi znajomy taksówkarz. Jestem dobrej myśli. Po tej naprawie zawieszenie powinno być jak nowe, a jutro umówiłem się na naprawę klimatyzacji. A to oznacza, że... niedługo będę mógł ruszyć na jakąś niewielką wyprawę!:) Piszę "niewielką", bo w lecie chciałbym powłóczyć się przynajmniej z 3 tygodnie. Teraz na pewno uda mi się wygospodarować tydzień. Gdzie? Oczywiście moje ukochane Bałkany. Tydzień to niewiele, ale może udałoby się zrobić małe kółko: kawałek Serbii, północ Bośni, Chorwacja. Spanie w samochodzie (z wyciągniętymi tylnymi siedzeniami, żeby było miejsce na karimatę), kuchenka gazowa, garnuszek na gotowanie kawy albo makaron, dziennik, muzyka i niekończące się serpentyny szos. Rozkosz... Może udałoby się już w czerwcu. A w sierpniu albo wrześniu kusi mnie inne kółko: Rumunia, Bułgaria, Macedonia, Albania, Czarnogóra, Chorwacja. No ale to jeszcze sporo czasu, na razie skupiam się i ekscytuję mini-kółkiem:) Uczę się ciągle chorwackiego, choć miałem chwilę przerwy.
   Co jeszcze? Miałem kilka smutków, ale w sumie zamieniły się w ulgę i nawet nie chce mi się o nich gadać. Plany z knajpką na razie powstrzymałem, również odwołałem kilka rozmów rekrutacyjnych. Za to wysłałem swoje ilustracje do kilkudziesięciu wydawnictw i agencji. Może coś wykiełkuje.
   Fajnie, że już jest wiosna.
   Trzymajcie się.

Friday, 29 March 2019

Lista skondensowana



1. Ludzie są wspaniali. Tyle myśli, marzeń, talentów, uczuć... Czasami niektórzy patrzą na mnie jak na świra, kiedy mówię, że wolę miasto od lasu. Ale to nie dlatego, że mam jakieś zamiłowanie do betonu:) W lesie czuję się samotnie, nie słyszę tam myśli i idei. W mieście jest nas wszystkich tylu, że gdzieś tam wcześniej czy później trafi się na coś pięknego.

2. Chciałbym znaleźć jakiś teatr amatorski i móc grać różne role, rozpuścić wewnętrzne granice i opory. Dawno, jeszcze w liceum grałem w naszej amatorskiej grupie. Nawet miałem taki okres, że chciałem iść na studia w tym kierunku. Później los poszedł w inną stronę, ale wraca do mnie to marzenie.

3. Jestem kosmopolitą. Brzydzę się granicami. Chciałbym (choć wiem, że to się nie stanie) dożyć czasów, że państwa narodowe przestaną istnieć. Że wreszcie wszyscy zrozumieją, że jesteśmy jednością. Że ludzkość jest najwspanialszą kopalnią cudowności: snów, tradycji, pomysłów i archetypów. A te głupoty: państwa, armie, polityka, propagandy, religie, to tylko dziwaczne konstrukcje wystraszonych.

4. Nie cierpię kłamstwa. Moją ambicją jest być zupełnie otwartym. Niektórzy mówią, że to głupota, bo otwierając się przed całym światem, narażamy się na zranienie. Może i tak. Ale uważam, że nie ma większego zranienia, niż odcięcie się od innych granicami. Bo jak wtedy nawiązać połączenie? Lepiej narazić się na rany, niż dla bezpieczeństwa zaprzepaścić szanse.

5. Cieszę się, że tyle podróżowałem. Żyjąc w tych wszystkich państwach, mieszając się z innymi kulturami, coś się we mnie stało, coś przełamało. Choć teraz jestem już w średnim wieku, a moja kariera nie istnieje, z kasą kiepsko, to czuję, że zebrałem w środku najlepszy z możliwych kapitałów.

6. Tęsknię za miłością. Szukam. Dlatego zrobiłem kilka błędów (choć w sumie co jest błędem?:). Myślę, że w jakiejś formie wreszcie tę miłość znajdę. Może to będzie miłość kobiety, to w sumie tak najbardziej bezpośrednio. A może ta miłość się jakoś rozszerzy i będę zadowolony z miłości do wszystkiego, jak wiekowi jogini w Himalajach.

7. Trochę dziś poszedłem...:) Ale miałem potrzebę streszczenia myśli i odczuć.

Saturday, 9 March 2019

Sympatyczne rozmowy

Sobota, góry, kuchnia pełna, ale jakoś nie ma chaosu. Przyjazny klimat. Alex, 15letni Cygan chwali się przed nami mięśniami, Andrzej Baca planuje robotę z drzewem, Behcio ze smutnym uśmiechem żartuje z Saperem próbując zapomnieć o warszawskiej dziewczynie, która złamała mu serce, Szymon (brat) opowiada historię owczofajszym ognisku. Jakoś tak miło się zrobiło.
   Noc miałem ciężką, spałem jakieś 2 godziny. Tęskniłem bardzo za M., nie potrafiłem tego wyłączyć. Napisałem jej maila, próbowałem nawiązać przyjazny kontakt, ale nie odpowiedziała. Ciężko wyczuć, co chodzi jej po głowie. Pewnie jest zraniona, że zmieniłem numer telefonu i w zacięciu postanowiła, że nie odpowie. Może wróciła do byłego. A może nawet nie sprawdziła maila. Nie wiem. Ale cieszę się, że napisałem. Nie potrafię trzymać myśli i uczuć w środku. Może choć trochę zrozumiała, co jej chciałem powiedzieć. A nawet jeśli nie, to myślę, że i tak dobrze zrobiłem.
   Rano czułem się niewyspany i smutny. Ale najpierw było sporo pracy, więc jakoś oderwałem głowę, a później skończyłem "Śmierć Komandora" Murakamiego. Bardzo dobra książka, jak zresztą wszystkie jego powieści. Kiedy skończyłem, to aż mi było szkoda, że już po wszystkim. A jeszcze później włączyłem "After Life", nowy, krótki serial z Ricky Gervaisem. Bardzo ciepły, mądry, ogrzewający serce. Obejrzałem wszystkie odcinki za jednym posiedzeniem. Przeszedł mi wtedy smutek. Zrobił się mi taki liryczny dystans do wszystkiego. Siedzę teraz na kanapie i z sympatią slucham rozmów dookoła.

Thursday, 7 March 2019

Dobrej nocy

   Wieczór w schronisku. Skończyłem gotowanie. Jutro już piątek, zaczyna się ruch. Chata pełna w piątek i sobotę. Do pomocy wzięliśmy Katkę, sympatyczną Słowaczkę, którą kiedyś podwiozłem stopem. Młoda, miła dziewczyna, bardzo cicha, dużo czyta i podróżuje. Miło się z nią spędza czas.
   Cały dzień "buduję" swoją knajpkę. Już nawet mam nazwę i wstępne menu. Przyjemne uczucie. Ale nie zdradzę szczegółów. Pewne rzeczy zatrzymam dla siebie.
   Tak jak i wczoraj nie było turystów. Skupiłem się na pracy i myślach. W większości pozytywnych. Nie mogę się doczekać następnego tygodnia, kiedy będę mógł kontynuować poszukiwania lokalu.
Miałem też smutne momenty, tęsknoty i wspomnień. Ale były krótkie i poradziłem sobie. Będą coraz krótsze, aż w końcu znikną. "Niepielęgnowana miłość zamienia się w popiół", jak śpiewał L.U.C.:)
   Ostatnią noc wreszcie wyspałem się tak, jak powinienem. Chyba 11 godzin. To dobry znak, bo ostatnimi dniami sypiałem po 4 godziny, nie więcej. Miałem sporo snów, ale zapomniałem większość. Mam jeden nagrany w środku nocy, zapiszę go któregoś spokojnego dnia, bo był bardzo ciekawy, symboliczny. W każdym bądź razie uratowałem w nim świat:)
   Już późno. Poczytam jeszcze chwilę i odpłynę.