Tuesday, 23 November 2021

Listopadowy poranek (szczypie w palce)

Dziś dla odmiany z rana coś napiszę. Mam trochę załatwiań, najpierw poczta, a otwierają dopiero za pół godziny, więc na spokojnie wypiję kawę. Na poczcie wysyłam obraz, ktoś zamówił oryginalnego Behemota (nr. 15), przyda się kilka groszy, bo ostatnimi czasy brak gotówki uderzył ostro. Wczoraj nie mogłem nawet kupić sobie wina:) A na śniadanie i obiad usmażyłem frytki, znalazłem w szafie resztki ziemniaków (z długimi, białymi kiełkami) i trochę oleju kujawskiego. Pewnie między innymi dlatego miałem kiepski dzień. Przydałoby mi się trochę dorobić w schronisku, ale chłopaki bardzo się wycofali, rzadko dają znać, że potrzebują pomocy. No ale z drugiej strony może to będzie też inspiracja, żeby bardziej przyłożyć się do znalezienia kupców na moje prace.

Później jadę do Katowic odebrać namiot kiermaszowy. Kurier kosztowałby ponad 200 złotych, wolę więc pojechać. I jeszcze ulotki i wizytówki z drukarni, oraz plastykowe skrzynki w Castoramie, żeby mieć w czym wozić towar. Tak że dzień będzie pracowity. Trochę się stresuję, bo biorę vana, a jeszcze nie czuję się w nim w 100 procentach swobodnie, szczególnie kiedy trzeba szukać miejsca do parkowania. No ale przyda mi się trening.

Rzeczowo bardzo piszę, ciężko dopatrzeć się poezji. No ale rzeczywistość jest trochę chłodna i sucha. Zmagam się z samotnością i smutkiem, z bezsensem. Listopadowy, całodobowy mrok. Trywialność, brak kasy, brak kogoś, z kim można by to przegadać, poczuć, że nie jest się samemu na tej planecie.

Saturday, 20 November 2021

Co jestem - lista


 Rozkręcił się znowu ten mój blog. Zawsze jak jestem sam, kiedy dopada mnie smutek, no i po prostu samotność, odwracam się do środka. Dziś od rana malowałem Behemoty. Męczy mnie trochę bezsenność, budzę się o piątej, czwartej rano, więc start mam dobry. Nie mogę już zasnąć, bo dopadają mnie myśli różne. Nie martwię się biznesem, to jakoś ogarnę. Chodzi o emocje, miłość. Czuję, że to wszystko źle poszło. Tęsknię za M. choć tak bardzo wiem, jak ten związek był zły dla mnie, jak źle byłem traktowany, jak mnie to rozwalało, rozbijało samo serce, sedno tego, kim jestem. Nie mogłem jej ufać, od czułości potrafiła w sekundę przejść do wściekłości, zazdrości i agresji. Ciężko tak było funkcjonować. Ale i tak mi brakuje tych dobrych chwil, które też się zdarzały. Czułości, seksu, podróży. No ale co, to nie miało szansy się zmienić.

Sam już nawet nie wiem, czy brakuje mi jej, czy ogólnie bliskości, dotyku, świadomości, że jest ktoś bliski, piękny, pełen energii. Więc zostawiam to, niech swędzi to uczucie, aż wreszcie przestanie. A kiedy przestanie, to coś innego się wydarzy. Może.

Mam opory pisać o tych głębszych rzeczach, szczerze, bo jestem świadomy, że albo ona, albo inna ona, to przeczyta, i ktoś poczuje się zraniony, albo dostanie zielone światło, albo cokolwiek. Ale nie chcę się ciągle hamować, zastanawiać. Ten blog zawsze był takim szczerym zakątkiem, miejscem, w którym mogłem być sobą, w lepszych i gorszych momentach. Nie chcę ograniczać się strachem.

Jestem:

- samotny

- podekscytowany moim projektem

- zaniepokojony ilością fajek i wina w codziennym życiu

- niepewny, czy dobrze żyję, czy nie

- stęskniony za miłością

- smutny na to wszystko, co się dzieje na świecie

- pełen strachu, że mało życia mi zostało i nic nie zdążę (za 3 miesiąc będę miał 46 lat)

Popołudnie, ale w sumie już wieczór. Kończę butelkę Riojy, oglądam House'a, który mnie wycisza, unikam przebrania pościeli, choć pełno okruchów, bo żrę chipsy w łóżku, zastanawiam się, czy jutro się zbiorę, żeby posprzątać dom, myślę czy może jutro nie wybrać się na dłuższą przejażdżkę, żeby trochę się wyrwać, ale z drugiej strony nie mam kasy na paliwo, jeszcze cholerstwo podrożało, więc po prostu nie wiem, czy daleko zajadę. 

Friday, 19 November 2021

Zwykłe radości

Ignacio właśnie pojechał, wraca do Krakowa, a stamtąd do Wiednia odwiedzić byłą dziewczynę. Wczoraj wieczorem posiedzieliśmy przy winie z dwie godziny. Bardzo to było fajne, budujące. Nigdy wcześniej tak dużo nie podróżował, widzę, że jest zafascynowany Polską. Szczery, otwarty chłopak. Trochę się w końcu opił, rozłożyłem mu kanapę w kuchni, a sam przez chwilę oglądałem serial. Dziś rano zaprosiłem go na pierogi do knajpy, a później jeszcze gadaliśmy, paląc papierosy. Na wiosce przechodnie przyglądali się mu z zaciekawieniem. Ze swoją aryjską urodą wygląda jak germańska ikona. Żółte, prawie białe włosy, niebieskie oczy, entuzjastyczny uśmiech. Wyróżniał się.

Dziś doszły magnesy na lodówkę. 14 różnych wzorów po sto sztuk. Graficznie jestem bardzo zadowolony, ale miałem nadzieję, że będą trochę grubsze. No ale ciągle pięknie to wyszło. Część obrazów już kiedyś sprzedałem, nie mając dobrego zdjęcia, więc nie mogę z nich zrobić większych wydruków, ale na magnesowym rozmiarze wyszły świetnie. Dałem cały zestaw Ignaciowi i posłałem drugi Rolandowi na prezent urodzinowy.

Jestem wyciszony. Słucham jakiejś spokojnej playlisty na Spotify i przymierzam się do malowania. Koty same się nie zrobią, a jeśli wyrobiłbym się do końca weekendu, mógłbym jeszcze zamówić wydruki, żeby nie stać tylko z oryginałami. Miłe to jest - mam nastrój weekendowy i będę jako pracę robił to, co robiłem do tej pory dla relaksu. Strasznie mnie to cieszy.

Thursday, 18 November 2021

Koty

 A jednak udało się trochę pomalować:) Ignacio siedzi u mojej rodziny i jakoś gadają z translatorem, a ja się melinuję w swojej jaskini. Coraz bardziej zaczynam znajdować swoje koty...



Za oknem jesiennie

Wczesna godzina jeszcze. Rano woziłem mamę po sklepach, później miałem jechać odebrać wizytówki z drukarni, ale w ostatniej chwili okazało się, że Kubek (bratanek) pociął się piłą spalinową. Ścinał brzózkę i przygniotła go do piły. Na szczęście zdążył wyłączyć, zanim upadł, ale i tak poharatał twarz i dłoń. Zawiozłem go do szpitala, założyli mu sporo szwów. Dzięki Bogu nic poważniejszego. Szkoda mi tego młodego chłopaczka, który strasznie chce być poważnym mężczyzną.

Przed chwilą dowiedziałem się, że zjawi się dziś u mnie znajomy, ze Szwajcarii. Fajny koleś, był u mnie ostatnio z ojcem, którego znam już od lat. Zdaje się, że wpadła mu w oko dziewczyna w Krakowie i przyjechał się z nią spotkać, a przy okazji odwiedzić też mnie. Oj, ciężko tak, kiedy człowiek jest wycofany, introwertyzm mnie opanował, najlepiej mi w swoim towarzystwie. Ale spełnię rolę dobrego gospodarza. A poza tym to naprawdę szczery, przyjemny człowiek. Ma być za jakieś dwie godziny, więc chyba nie biorę się za malowanie, nie lubię tworzyć na czas. 

Za oknem już naprawdę jesiennie.

Wednesday, 17 November 2021

Wcale nie trudne







































Stasiuk "Droga do Babadag", uwielbiam bardzo, tak właśnie lubię podróżować, jak on. I pisze o tych samych miejscach, na które trafiałem we włóczędze, to samo zmęczenie, fascynacja, dystans, zachwyt, i w ogóle tyle uczuć. Kiedy znowu będę w drodze? Chcę bardzo.

Dziś większość dnia spędziłem w warsztacie. Zapoznawałem się z nowymi sprzętami. Zawsze czułem się lewy w majsterkowaniu, szukałem pomocy, sam sobie wmawiałem, że to nie dla mnie. A dziś miałem sporo zabawy. Uruchomiłem pierwszy raz heblarkę, z instrukcją w ręce, żeby coś nie spierniczyć, nie uciąć sobie ręki, bo zdrowy respekt mam. Przestrugałem kantówki - ale radość, kiedy pełne drzazg chropowate drewno zamienia się w gładki półprodukt, który później jeszcze przejechałem szlifierką i już w ogóle mógłbym się przytulać do takiej deski. Sam to zrobiłem! A jak już wszystko było gładziutkie i miłe, zabrałem się za konstruowanie: stworzyłem dwa stojaki na pocztówki i dwa stojaki na małe obrazy (potrzebuję na kiermasze). Z dumą zapaliłem papierosa i patrzyłem na moje dzieła. W takim razie mogę wszystko sobie zrobić, to wcale nie takie trudne.

Doszły wydruki obrazów na płótnie, całe mnóstwo. Radość sprawiło mi patrzenie na te wszystkie dobroci. Poczułem mocno, że będę miał bajeczne stoisko, nikt takiej magii nie będzie mieć, jak ja. A jeszcze dojdą pocztówki, kafelki, magnesy, oblane złocistym światłem z moich dziwnych, pięknych żarówek retro. Nie mogę się odczekać, aż gdzieś z tym już nie stanę i będę łowił przechodniów, żeby na chwilę wciągnąć ich do mojego świata, zadziwić, zaniepokoić, ułagodzić. Szczerze mówiąc to nawet nie myślę teraz jakoś o zarobku, choć wiadomo, kasa się przyda. Po prostu cieszę się, że udało mi się przejść przez przeszkody i stworzyć taki swój wędrowny kącik.

Już po siódmej. Przydałoby się wykąpać, ale nie chce mi się dzisiaj. Waham się pomiędzy Stasiukiem, a Housem. 

Monday, 15 November 2021

Nie zamierzam przestać marzyć

Czuję silne przekonanie, że robię to, co powinienem. Jest radość w pracy dla siebie. Działam od samego rana, już szósta i choć czuję zmęczenie, to jest to dobre zmęczenie. No Gods no Masters ;) Zacząłem dzień od malowania Behemotów, jestem zadowolony, seria przyjemna, kolorowa, zabawna, myślę, że znajdzie nabywców. Na pewno będę chciał z tego zrobić pocztówki, może też fotoobrazy. A resztę dnia rozmawiałem z drukarniami, szukając najlepszej opcji na druk pocztówek, zakładek, ulotek i wizytówek. Na razie zbieram oferty i coś wybiorę, kiedy spłyną wszystkie. Najwięcej czasu zeszło mi na przygotowaniu grafik. Musiałem zrobić z nich jakieś standardowe rozmiary, dołożyć spad, przerobić kolor na CMYK, posegregować. No ale myślę, że na razie temat zamknięty. Najwyżej, jeśli skończę Behemoty, to jeszcze z nich coś bym zrobił - chyba że wydam wcześniej całą dotację:)

No ale dość tych biznesowych spraw:) Zagrzałem wodę, idę się wykąpać. Skończę wpis po powrocie...

... Jestem już. Trochę nieświeży się czułem, chyba z 3 dni bez kąpieli. Oszczędzam na opale, a woda w bojlerze grzeje się od drewna, więc co jakiś czas zagrzewam w czajniku, żeby się jakoś ogarnąć. W sumie nie mam o czym pisać. Wszystko kręci się wokół działalności. Ludzi w moim życiu nie ma jakoś głębiej. Powoli, jak dym rozpuszczają się w powietrzu kobiety z przeszłości. Jak jakiś dziwny sen. Więc stoję tu sam, spokojnie, może nawet pierwszy raz tak zupełnie na swoim, bez nikogo i przyzwyczajam się do tej sytuacji. Jeszcze nie jest mi do końca swojsko, czasami niewygodnie, dziwnie, ale jest coraz lepiej. Choć nie zamierzam przestać marzyć:)

Sunday, 14 November 2021

Behemoty, frajda, różne sprawy

Niedziela wieczór. Może i jaśniejsze dni idą. Patrzę na ostatnie wpisy i faktycznie, smutkiem ostro zawiało. Od środy miałem gości: Szymon i Ada, poznałem ich w lecie, kiedy pracowałem w Sudetach. Kochani młodzi ludzie. W dzień łazili po górach, a wieczorem siedzieliśmy sobie razem i rozmawiali przy winku. Aż się smutno zrobiło, kiedy dziś rano poszli na pociąg. Brakuje mi często takich zwykłych, przyjaznych rozmów.

Jako że niedziela, to dałem sobie spokój z zakupami i załatwianiami firmowymi i wziąłem się za serię z kotami, "Behemoty". Mam już przygotowane tło na wszystkie 15 deseczek, jak również śpiący księżyc na wszystkich. No i zrobiłem pierwszego kota. Będą dziwaczne, szalone, kolorowe. Postaram się zrobić z nich dobre zdjęcia, żeby wykorzystać później na pocztówki i fotoobrazy. Oglądałem też na Pintereście, jak ludzie przygotowują namioty kiermaszowe na rękodzieło i sztukę. Fajne pomysły, zupełnie zmieniłem koncepcję wystroju. W sensie układu stołu, sztalug, etc. No a w tym tygodniu zacznę może coś działać ze stroną www. Nie mam jeszcze całego towaru, żeby zrobić zdjęcia, ale muszę i tak przygotować regulamin, RODO, no i może jakieś teksty do artykułów. Strona to nie będzie po prostu sklep, ale chcę zamieszczać też krótkie artykuły blogowe, z imprez, nowych funkcjonalności, albo nowych obrazów. Dużo tego, ale przyznaję się - mam z tego frajdę jak cholera:)

A teraz już wieczór. Nie palę w kominku, bo ciepło. Włączę sobie House'a do snu. Czuję samotność, ale nie jest jakaś przejmująca. Myślę, że dałbym rady być po prostu sam jakiś czas. Fajnie będzie jeździć na kiermasze, rozkładać się ze swoimi obrazami, bez zobowiązań, pośpiechu, rozmawiać z ludźmi, jechać przed siebie samochodem, ciesząc się wolnością i niezależnością. 



Tuesday, 9 November 2021

Dwie ścieżki

 A życie idzie jakby dwoma równoległymi ścieżkami. Po jednej codzienność, jakoś ten biznes próbuję ogarnąć, logo na Corelu męczę, choć wektory umykają, wydrukuję fakturę na nowej drukarce z dotacji, opony na zimę zmienię, posprzątam garaż, żeby było miejsce na heblarkę, doszła kątówka Makity, będzie do wygładzania desek na obrazy, tylko 300 zeta zostało na życie, ale luz, ogarnę, na zupach z soczewicą i ryżu też można jechać jakiś czas, a później coś załatwię, może jakiś obraz sprzedam... 

A po drugiej stronie w lustrze moja smutna gęba, zmarszczek więcej, zakola, oczy wypłoszone, skacowane, kiełbaski sojowe z cebulą, które starczają na cały dzień, smutek na wspomnienie wszystkich dziewczyn, które albo ja zraniłem, albo które zraniły mnie, kaszel papierosowy, trzeba je rzucić wreszcie, przecież nie chcę umrzeć, ale nie ma na to siły, więc palę, i jeszcze pusta butelka po winie koło łóżka, którą rano ze wstydem wrzucam do reklamówki z recyklingiem, a później ścieram poszarpaną gąbką do naczyń czerwone obwódki po kieliszku z nocnego stolika, zęby umyte byle jak paradontaxem, twarz przepłukana w lodowatej wodzie, bo węgiel podrożał, więc nie grzeję codziennie, czasami chwilowy spazm nad ranem przy brudnym filmiku, tęsknota za miłością prawdziwą...

"Weź mnie, zabierz stąd, wyrzuć to ze mnie, zabierz ze sobą, wlecz mnie za sobą codziennie, bo tu mnie nie czeka nic", chciałbym się oddać, ale nie mam komu, albo sam nie jestem wart, albo nikogo wartego nie ma, tak to jest. A może całkiem inaczej.

A później, wieczorem przywlekam się do komputera i piszę te kilka słów, smutnych jak chuj, ale co tam, tak ma teraz być. Ściągnąłem kilka filmików o pokochaniu samego siebie, kochana Panna D. wysłała. Choć zraniona i ma mi za złe, to jednak dba o moją duszę, ja bym tak nie umiał. A na filmiki jeszcze nie popatrzyłem. Bo ten bunt wewnętrzny, przekora i brak wiary w uśmiechnięte panie z receptą na szczęście i spokój. Szczęście i spokój są w harmonii, jedności, miłości, a nie w inspirujących filmach, które oglądają smutni ludzie, żeby sobie wmówić, że będzie dobrze, jeśli tylko powiedzą sobie w lustrze: "Dobry z ciebie chłopak, fajna z ciebie dziewczyna". a może to pomoże, sam nie wiem. Teraz tylko chciałem pokrzyczeć. 

Pamiętam jak przez mgłę, jak stary sen, spacer po Plantach, objęcie drzewa, uśmiech kochającej dziewczyny, widok z kopca Kraka, a wieczorem ciepłe objęcie i spokojny sen.

Sunday, 7 November 2021

Ruszyłbym gdzieś

 

Kolejny dzionek, niedziela. Coś podziałałem, myśl o swoim biznesie jest dla mnie bardzo wciągająca. Wypełniłem wniosek do gminy, poszukałem, gdzie mogę podjechać, żeby na żywo obejrzeć namioty kiermaszowe, umówiłem się z Magdą na wyprawę do Matejki, ona też chce kupić jakieś artystyczne gadżety, a ja przy okazji odwiedzę jeszcze Castoramę, chcę skonstruować stojak na małe obrazy. Mam w głowie projekt: po prostu trzy sklejki połączone zawiasami, po rozłożeniu rozmiar jakieś 150 na 170 cm, no i z tyłu rozkładane nogi, a na płycie haczyki, żeby móc zawiesić mniejsze obrazy. te większe będą na sztalugach. Tak że niedziela też pracowita. 

Nastrój nie polepsza się, ale też nie pogarsza. Choć może nawet trochę jest lepiej, ale to bardziej na zasadzie zaakceptowania, że jest jak jest, nie ma się co szarpać. Mam swój plan, projekt, marzenia, chcę się na tym skupić. Ale przyznam się, że bardzo chce mi się gdzieś dalej pojechać. Choć na tydzień. Pamiętam jak dwa lata temu pojechałem na 6 dni na Bałkany. Odwiedziłem Słowenię, Chorwację. To jest do zrobienia. Potrzebowałbym tylko kasy na paliwo i jedzenie. Powiedzmy jakieś 3000 km w obie strony... Czyli z 200 euro na paliwo, powiedzmy 250, żeby być pewnym (liczę do Sarajewa). Drugie tyle na jedzenie i wino. Czyli jakieś 2000 złotych na tydzień włóczęgi, z noclegami w aucie. Da się zrobić, jeśli trochę bym się przyłożył. No i tydzień nie rozwaliłby mi żadnych spraw. No marzy mi się po prostu jechać przed siebie, znów patrzeć na bałkańskie widoki, spróbować rakiji z jakimś przypadkowym człowiekiem, zasnąć obserwując gwiazdy i słuchając szumu Adriatyku, napić się Vranaca i zagryźć owczym serem i grillowanymi warzywami... Tak dawno już nie byłem, zakopany w uwikłaniach finansowych i miłosnych. Uwikłania miłosne zdechły, finansowo nie ma szału, ale też nie ma długów... Będę myślał nad tym planem.

A póki co kominek, mój terapeuta.