Tuesday, 17 February 2026

5 dzień po

Dzisiaj już... piąty chyba dzień po przeprowadzce. Wszystko ucichło. Jest duża pustka pozostawiona przez to odłączenie się, zostawienie wojny za sobą, ale powoli pojawia się ulga i spokój.

Wykupiłem karnet w pobliskim klubie sportowym, więc mam zadbane podstawowe potrzeby, jak prysznic i toaleta. Zacząłem chodzić na spacery.

Dzisiaj poszedłem jak już się ściemniło, po parku, w śniegu, bez muzyki i podcastu na słuchawkach. Słuchałem po prostu skrzypienia śniegu pod butami, dźwięków ulicy, czułem zapach dymu, Odry. Myśli, które towarzyszą mi od miesięcy, niedokończone konwersacje w głowie lekko brzmiały, ale już bardziej jak echo. To było całkiem fajne.

Staram się też gotować pożywne jedzenie. Dziś kupiłem drugi garnek, żeby móc np w jednym zrobić ryż, a w drugim curry, tak jak dzisiaj. Wpadłem też na pomysł, żeby powysyłać maile sprzedażowe do hoteli, pensjonatów, gabinetów terapeutycznych.

Małe akty odbudowywania autonomii.

Lista konkretna:

- w niedzielę zrobiłem w Kali małe przyjęcie urodzinowe. Było sympatycznie, zabawnie. Była A., Marta, Anabel, Iras i jeszcze parę innych osób. Troszkę picie wymknęło nam się spod kontroli, szoty mnie załatwiły, więc w poniedziałek miałem gigantycznego kaca. 

- przygotowałem dla wszystkich loterię prezentową. Każdy wyciągnął numerek i wygrał moje kolaże i ziny. Fajny pomysł, odgapiłem go od Kasi. Tak zrobiła na swojej imprezie pożegnalnej.

- zawiozłem rano rzeczy do A. Zostawiła u mnie podręczniki i jakieś ubrania. Przy okazji doładował się akumulator. 

- przestałem być aktywny na socjalach. Dla mnie it's a big thing. Po prostu straciłem chęć do dzielenia się sobą. Chcę przeżywać to, co się dzieje samemu, w środku. Mam uraz do ludzi, ale to jest drugorzędna sprawa. Głównie to potrzeba przeżywania prywatnie. 

- wczoraj na kacu obejrzałem Before Sunrise, Before Sunset i dzisiaj oglądam Before Midnight.

- pękła mi podeszwa w Martensach. Szewc powiedział, że nie da się naprawić. Wymiana podeszw to 290 zł. Taniej niż kupno nowych. No ale nie mam takiej sumy, więc jakoś będę łaził z dziurą. Szkoda ze nie pękło za jakieś 2 miesiące. 



 

Friday, 13 February 2026

Pożegnanie z Zamentem i pierwsza noc w nowym miejscu

Dzisiaj wyprowadziłem się z miejsca, w którym obozowałem ostatnie dwa lata. To był bardzo emocjonalny moment. Tam miałem pracownię, prysznic, w najtrudniejszych chwilach czułem, że mam oparcie w tym miejscu. Kiedy spakowałem swoje farby, pędzle, gadżety, to usiadłem na chwilę, żeby się pożegnać. Tzn. z miejscem. Nie było nikogo oprócz mnie. Trochę się popłakałem. A później zamknąłem drzwi i wrzuciłem przez otwarty lufcik klucz do środka, żeby już tam nie wracać, nie musieć się z kimś stamtąd widzieć, żeby przekazać klucze.

Przeniosłem się w inną cześć miasta. Blisko jest siłownia (prysznic, toaleta), park, Odra. Kiedyś już tutaj mieszkałem. Dwa lata temu po rozstaniu z Martą na jakieś 2 miesiące zrobiłem sobie tutaj dom.

Poczułem ulgę. Nie od razu. Najpierw trochę zagubiony zwinąłem się w kulkę i czułem, że nie dam rady, że chyba już nie mam w sobie przestrzeni, żeby zaczynać jeszcze raz. Napięcie, żal, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, a przede wszystkim utraty przynależności i sensu ogarnęły mnie zupełnie i totalnie. 

A później przyszło poczucie ciągłości życia, szerszego kontekstu. Przypomniałem sobie wędrówki, relacje, wyzwania, sukcesy, porażki na przestrzeni tych wszystkich lat. I z tym dopiero przyszła ulga. I poczucie, że jestem kimś więcej niż te ostatnie trzy lata, sytuacja społeczna, złamane serce.

Na razie zostaję jeszcze w mieście. Myśl o powrocie na wieś była dla mnie zbyt nieprzyjemna i bezsensowna.

Wczoraj spotkałem się z Martą w Kali, wypiliśmy kilka drinków, porozmawialiśmy. To dobra przyjaciółka. I dowód na to, że można nawiązać bliską, przyjazną relację ze swoją ex:) Powiedziała, że teraz, jak przeniosłem się bliżej niej, to może czasem mógłbym wpaść i ugotować coś z mojego kulinarnego repertuaru:)

No i teraz pierwsza noc w nowym miejscu. Ciekawe, co mi się przyśni. 
 

Monday, 9 February 2026

Bum

 

Wczoraj audycja o cancelingu wybuchła mi w twarz. Kolega udostępnił ją na grupie anarchistycznej, gdzie już dawno nie jestem członkiem, żeby unikać kontaktu z niektórymi ludźmi. 

Rozpoczął się lincz. Nie na temat treści audycji, ale osobisty, na mnie. Dostałem kilka screenów, ale poprosiłem, żeby mi tego nikt nie wysyłał, bo nie dam rady tego czytać. Cały dzień wylewały się tam oskarżenia, kłamstwa, szyderstwo, nienawistne memy.

Rozłożyło mnie to zupełnie. I tak od miesięcy zmagam się z wykluczeniem, samotnością, więc dużo nie potrzebuję, żeby dostać w kość. A to co się tam działo zaskoczyło wszystkich moich znajomych. Nawet osoby, które doświadczył kiedyś wykluczenia przez to towarzystwo, były zszokowany zawziętością i agresją skierowaną na mnie.

W poniedziałek mam urodziny. Zaprosiłem grupkę moich najbliższych ludzi na spotkanie w Kali. Taka urodzinowo-pożegnalna posiadówka. W przyszłym tygodniu wyjeżdżam stąd. Zawiesiłem też na razie audycję. Nie jestem w stanie robić publicznych rzeczy na ten moment.

Jak się czuję? Ciężko powiedzieć. Trochę jak w jakimś dziwnym śnie. To jest pewnie ta słynna dysocjacja.

Dziś rano umówiłem się z A. Kupiła nam obiad w barze mlecznym. Popłakaliśmy się. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy, będzie nam siebie brakować. Później za ostatnią kasę kupiłem nam fajki i łaziliśmy po mieście, paląc i gadając o jakichś historyjkach durnych z życia. Potem odprowadziłem ją na terapię, dałem część fajek z paczki, uściskaliśmy się i wróciłem do siebie.

A wieczorem żegnam się z K. Ona też wyjeżdża z Wro. Zaprosiła mnie i kilka osób do jakiejś knajpy. Wpadnę na chwilę, ale nie posiedzę długo. 

Saturday, 7 February 2026

Już po audycji

Audycja wyszła tak jak chciałem. Rozmowa z Ulą się kleiła, dotknęliśmy ważnych tematów, bez cenzurowania się, ze smakiem. Temat cancelingu, wykluczania, dzielenia świata na dobrych i złych, co można zmieniać. Mówiłem też o Postoju. To taka miejscówka alternatywna, od której wszyscy się odcięli z powodu ich poglądów i ogólnie jest wroga atmosfera między nimi a reszta środowiska.

Będę miał nagranie z tej audycji, chce, żeby była dostępna. Czułem satysfakcję i radość, że robię coś z sensem.

Później pojechałem rowerem na Pracownie Otwarte. Sprzedałem kilka zinów, pogadałem z ludźmi.

No i wróciłem do siebie. Samotność mocno. Poczucie nieprzynależenia, oddzielności od innych, braku swojej community. Sobota wieczór. Chciałbym gdzieś być ze swoimi ludźmi, żartować, cieszyć się więzią. Zanim jeszcze wybuchło to wszystko, to zaproponowałem w Federacji, żebyśmy organizowali cykliczne wypady gdzieś do knajpy, żeby nie tylko misja i poważne sprawy, ale żeby się integrować. Miałem też inne pomysły z tym związane. Zawsze to we mnie siedziało.

No ale jest jak jest. Czekam na wiosnę, na nowe relacje, tym razem mam nadzieję głębsze, prawdziwsze. I żeby już ten smutek i samotność się rozwiały. 
 

Friday, 6 February 2026

Wreszcie trochę roweru

Dzień był nawet fajny. Byłem poskładać wystawę w Kalaczakrze. Wisiała dwa miesiące. Jest to bardzo dla mnie miłe, że, zaznaczyłem tak swoją obecność w moim mieście i ulubionej knajpce. Później zawiozłem obrazy, ziny i kolaże do Otwartych Pracowni. W weekend rozkładam się z innymi artystami. Mam nadzieję, że przyjdzie dużo ludzi.

Woziłem wszystko przyczepką rowerową, więc miałem okazję pojeździć na rowerze. Przez to zimno stał z dwa miesiące, a to jedna z moich ulubionych rzeczy, jazda rowerem. Poczułem się lekko i wolno. Naoliwiłem łańcuch, bo zaczął rdzewieć od stania na zewnątrz. 

No ale przez tę intensywność pod wieczór dopadły mnie jakieś lęki. Może też dlatego, że gdzieś tam mignęła mi zapowiedź audycji od Z. i jej grupy, a unikam, jestem tymi ludźmi straumatyzowany, każde najmniejsze narażenie się na kontakt budzi we mnie nieprzyjemne emocje. Chyba będę się starał zmienić dzień nadawania, żeby tego unikać. 

Od wczoraj przygotowuję się do jutrzejszej audycji. Jest trochę stresu, bo temat ważny i żywy. Tak wygląda zapowiedź:

"Jutro szczególny odcinek - odwiedza mnie gościni, Ula Andruszko - psychoterapeutka, psycholożka, zajawkowa radiowczyni, prowadząca audycję Rypać Martwiaki w Radio Pawarota, a kiedyś Mruczenie o poranku w Radio Zamek Nadaje i Dźwięki Świata w RWK.

Będziemy rozmawiać o ważnych tematach: cancelingu, call out culture, budowaniu zdrowych społeczności, idei miłości w kontekście ruchów społecznościowych, solidarności vs braterstwo/siostrzaństwo, o wykluczaniu i przyjmowaniu.

Temat niełatwy, mamy nadzieję, że uda nam się podejść do niego w dobry, harmonizujący sposób i że razem z wami dojdziemy do mądrych wniosków. A nawet jeśli nie dojdziemy, to ważne, żeby próbować, no nie?:)

Szkoda, że mamy tylko godzinę!"

***

Wpadaj posłuchać, Adam:) 

Radio Zamek Nadaje 

O 21 jadę po A. do pracy. Odwiozę ją do domu i odbiorę pranie. Podzieliła się dzisiaj swoimi rozkminami. Że już prawie 3 lata nie była w związku. I że nikt jej tego związku nawet nie zaproponował, a jej rówieśnicy są w fajnych relacjach, więc się martwi. Rozumiem ją bardzo. Też mi się czasami zdaje, że coś ze mną nie tak. Podobno to typowe dla ludzi po traumach z dzieciństwa. Sam nie rozumiem: jest bardzo mądra, oczytana, dowcipna i naprawdę ładna. No ale fakt, jest inna niż jej rówieśnicy. 

Na zdjęciu wszystkie ziny mojego wydawnictwa. Ładne, nie?:) 



Friday, 23 January 2026

Przy kartach

Jutro pierwszy raz mam audycję na żywo (wcześniejsze dwie nagrałem przed wyemitowaniem). 

Ogarniałem dzisiaj naukę technicznej strony tego przedsięwzięcia: jak wszystko podłączyć, jak puszczać muzykę, obsługiwać interfejs. 

Mam trochę stres - jak to wyjdzie, czy się nie zatnę, czy nie powiem coś głupiego, albo czy nie wymsknie mi się jakoś oversharing, którego nie chcę. No ale nie jest to jakiś straszny stres. Bardziej to się cieszę.

Temat przewodni to Bałkany. Będzie dużo rumuńskiej muzyki i moje opowieści z wypraw. 

Kończę też nowego zina. Na tytuł wybrałem "Miłość w porąbanych czasach". Zrobiłem dziś trochę rysunków, wybrałem też coś ze starych. Jeszcze jeden tekst chcę przetłumaczyć. Nie jestem fanem AI, ale fuck, jak łatwiejsze jest teraz życie dla tłumacza. Coś co kiedyś zajęłoby mi dwa dni, teraz mogę ogarnąć w godzinę. 

A. wczoraj przy winie powiedziała mi taki komplement:

"Ty jesteś jakby... Czekaj... Jakby... wiesz, że Bóg nas wszystkich stworzył, ale ty jesteś wynikiem kazirodztwa bożego"

Xddd

Aha, sprzedałem dwa kolaże! 222 zł wpadło:) I na aukcji poszedł jeden Rebel Box za 127 na studentów z Gazy. 

Tuesday, 20 January 2026

Sedmikrásky, Rojava, zmartwienia

Czekam na A. W planie winko, gra w kości i stary czeski film, Sedmikrásky.

Dzisiaj zrobiłem wszystkie 10 kolaży do zina. Ale fajnie wyszły!:)

Mam pomysł, żeby później wystawić je nie na sprzedaż, ale jako "cegiełki" z minimalną ceną na wsparcie moich projektów. Jutro to obmyślę i pewnie zrobię.

Wpadła Ula. Kupiła dwa ziny, zjedliśmy jakieś słodkie pychotki, które przyniosła z piekarni na Nadodrzu, pogadaliśmy. Chciałbym z nią zrobić wspólną audycję. Jest chętna, sama też ma doświadczenie z radiem.

Martwi mnie sytuacja w Rojavie. Dżihadyści wyrzynają Kurdów, jest wielka mobilizacja. Nie wiem, jak sobie poradzą, atakowani ze wszystkich stron.
 

Monday, 19 January 2026

Długie styczniowe dni

Rano terapia. Po godzince z panią Kasia, jest mi jak zwykle lepiej. Mam takie odczucie, że wszystkie problemy urastają w mojej głowie do monumentalnych rozmiarów, a w czasie terapii rzeczy zaczynają wyglądać bardziej realnie.

Rano zrobiłem dodruki zinów. Bartek z Krakowa zamówił 20 sztuk i wysłał mi pieniądze na druk 40. Chce je sprzedawać na koncertach. W tę sobotę będzie próba, jak mu to pójdzie. 

Później wycinałem rzeczy na "10 kolaży o miłości i rewolucji".

Zwinąłem się z pracowni koło 15. O 18 będzie tam wykład o więziennictwie, na którym będą osoby, których nie chcę spotkać, więc postanowiłem resztę wieczoru spędzić we Włóczędze, żeby się na nikogo nie nadziać. Choć pewnie i tak bym nie wychodził, nie mam ostatnio za dużo energii na społeczne interakcje.

Wczoraj dostałem line up na Paczanga Fest w czerwcu. Będę na scenie w towarzystwie między innymi Końca Świata, Analogs, Schizmy, Całej Góry Barwinków. Całkiem nieźle. 

Nastrój? Chyba czuć z tego wpisu. 



 

Sunday, 18 January 2026

Przygody, miłości, sztuka i nędza

 

Rano pojechałem po A. do jej rodziców. Zawiozłem ją do domu, dałem spóźniony upominek gwiazdkowy (ale się ucieszyła!), wziąłem pranie (zapomniałem wszystkich skarpetek, bo wisiały w łazience na kaloryferze) i wróciłem do siebie.

Później pracowałem nad tekstami do nowego zina. Póki co tak wygląda spis treści:

- Gra w trzy rzeczy (listy wymyślone)
- Dlaczego jesteśmy anarchistami?
- Sen o utopii
- Przyjaciel Durrutiego
- 9 miejsc, w których płakałem w zeszłym roku
- Jak dorosnąć, ale się nie zestarzeć (10 rzeczy, których nauczyłem się po czterdziestce.)
- Anarchizm i miłość (przekład z ang)

Jest jeszcze możliwość, że Ether dośle tekst o niepełnosprawności u piesków, a Mela opowieść o tym, jak została aktywistką. Poza tym Renka obiecała zrobić trochę ilustracji, a Ula już wysłała kilka szkiców.

Tak że będzie to całkiem różnorodny, ciekawy zin. Będą w nim jeszcze kolaże. Dziś zrobiłem kilka cyfrowych, a jutro mam dostęp do pracowni, więc popracuję analogowo nad serią "10 kolaży o miłości i rewolucji". Będę je mógł później sprzedać, więc będzie jakiś wpływ gotówki. Dziś sprzedałem dwa ziny, wpadło 40 złotych. Mój majątek na dziś to 108 zeta:) Heh, zawsze zmagalem się z gotówką i tak już raczej zostanie. Well, trudno:)

Właśnie, A. dzisiaj dała mi całą reklamówkę jakichś puszek, warzyw, owoców, orzechów. Jakie to miłe z jej strony. Uwielbiam, kiedy ludzie robią takie zwykłe gesty. Przywraca mi to wiarę w dobroć i bezinteresowność, nadszarpnietą po ostatnim pojebanym roku.

Jaki nastrój? Hmm... Wczoraj czytałem wieczorem wpisy z bloga sprzed kilkunastu lat. Kiedy rozstałem się z Tanią, mieszkałem w Londynie, pracowałem z dzieciakami. Wyciszyła mnie ta lektura. Pozwoliła nabrać dystansu. Rzeczy przemijają...

... O, właśnie wpadła wiadomość od klienta, że chciałby kilka wydruków moich obrazów. Jeśli zaakceptuje cenę, to będę miał na spokojne życie przez najbliższy tydzień. Ale byłoby miło!

Piszę o tych wszystkich rzeczach, przygodach, miłościach, sztuce i nędzy, i kiedy to później czytam, to czuję dumę i ekscytację. Pamiętam, kiedy jako dzieciak czytałem książki przygodowe, podróżnicze, klasyki, jakiegoś Dostojewskiego czy innego Dickensa i myślałem sobie, jakie mieli ciekawe życia. I ja też to teraz mam. Dokładnie tak samo. Leżę w moim domu na kółkach, czasami nie mam na jedzenie i fajki, tworzę coś, maluję, czasami z mojej sztuki wpadnie jakoś grosz, zaczynam projekty, które mnie napełniają, ale których czasami się boję, łażę po starych ulicach mojego ulubionego miasta, przeżywam miłości, zdrady, romanse, konflikty i przyjaźnie, lęki i radości... Holy fuck... This is exactly what I wanted for myself... Every fucking bit of it. Mógłbym tak żyć jeszcze 100 lat.
Nie jest to różowe, ale barwne. Płacę czasami cenę za to wszystko. Samotność, smutek, lęk. A czasami tarzam się w wolności, biorę się za wyzwania, czuję triumf i dumę, kiedy coś się uda, czasami zbliżę się z kimś i też mnie to napełnia. Wydaje mi się, że coraz bardziej wiem, kim jestem. Choć nie jestem pewny, czy odkrywam siebie, czy też siebie tworzę i kreuję. Maybe both? A może nie ma między tym różnicy? A może być też tak, że romantyzuję swój wewnętrzny i zewnętrzny chaos. No ale czy nie jest trochę tak, że to jak postrzegamy swoje życie zawsze jest subiektywne? Więc dlaczego nie romantyzować tej naszej egzystencji? 

Jutro terapia. Chcę porozmawiać z panią Kasią o możliwości, że mam BPD (Borderline Personality Disorder). Dużo cech się zgadza. Po co mi ta diagnoza? Może żeby nabrać większej jasności, pracować bardziej kierunkowo? Może, żeby znaleźć wyjaśnienie dla mojego życia, relacji, sposobu reagowania? A może pozazdrościłem dzieciakom neuroatypowości:)
Myślę, że takie zrozumienie siebie mogłoby mi pozwolić trochę lepiej funkcjonować w przyszłych relacjach.

OK, klient się odezwał. Nie pasują mu wszystkie rozmiary, więc chyba weźmie tylko jeden. W porządku, to oznacza jakieś 200 złotych do przodu.