Tuesday, 5 April 2011

Na dziś

(Kopenhaga)



Weekend, choć kiedy się nie pracuje, to nie znaczy zbyt wiele. Wybrałem się rowerem do miasta, jakieś 12 kilometrów, ale wszystko w naturze, ścieżkami leśnymi, nad jeziorkami, tak, że nie wydaje się daleko. Na drogę załączyłem w mp3jce Stachurę śpiewającego własne piosenki. Zanurzyłem się w tęsknocie za uczuciami, o których śpiewał i w końcu zgubiłem drogę, z leśnej ścieżki wyjechałem na szare przedmieścia i nie potrafiłem trafić z powrotem na szlak. Wreszcie dałem spokój i wsiadłem z rowerem do kolejki.

Rozłożyłem się w parku koło Norreport, ten z małym jeziorkiem, piję piwo, czytam “Dzienniki gwiazdowe” Lema (mój ulubiony ateista, któremu Dawkins nie dorasta do pięt ani intelektem, ani kulturą, ani klasą).

Mam nadzięję, że nie powróci ból głowy, który wczoraj zwalił mnie do łóżka już około szóstej. Po parku przechadzają się rodziny, dwójka dzieciaków turla się po zboczu, nie zważając na psie kupy, dzikie kaczki pływają po jeziorku, murzynka zmienia pieluchę krzyczącemu malcowi.

Miły dzień, choć ogólnie ciężko się jeszcze zrelaksować, wszystko jakieś takie niepoukładane. Byłbym bardziej wyluzowany, gdyby nie braki gotówkowe – zużyliśmy już cały debet z angielskiego banku (o spłacenie będziemy się martwić w odległej przyszłości), Tania dostanie wypłatę dopiero pierwszego czerwca, a w kieszeni zostały nam już drobniaki. Gram trochę na ulicy, ale kiepsko idzie, zresztą straciłem już do tego serce, nie ma tej radości sprzed lat. Ale nie chcę narzekać, bo nie czuję jakiejś tragedii z powodów finansowych, jakoś to będzie. Po prostu zbyt wielki jeszcze chaos na spokój. Poza tym ciągle czuję, że jeszcze nie zakorzeniliśmy się, że jesteśmy tu na kredyt i coś we mnie obawia się, że się nie uda. No ale to mój wewnętrzny czarnowidz, muszę jakoś z nim żyć.

Po miesiącu palenia stwierdziłem, że tego wystarczy, nie chcę wpaść w nałóg, zwykle po kilku tygodniach palenia czuję, jak zaciska się pętla i wtedy szybko wyrzucam tytoń, bibułki, zapalniczki, zanim odwrót jest jeszcze łatwy. Do następnego razu.

7 comments:

  1. Świetny, ciepły post. I ten Stachura w oryginale. Dałeś mi pozytywnego kopa, by przeżyć moją "gównianą" środę w pracy do której wychodzę za godzinę! Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  2. dacie radę. nie ma co uprawiać czarnowidztwa. w jak to śpiewa rojek na jednej z lepszych płyt myslowitz 'skalary, mieczyki, neonki' (czy jakoś tak) - "życie jak surfing jest, więc nie bój się fal"
    tutaj sznurek, jakbyś chciał posłuchać
    http://www.youtube.com/watch?v=aDg0KFkZ1Fc

    powodzenia, na pewno będzie dobrze.

    ReplyDelete
  3. Cześć Marcin,
    mnie też niedługo czeka kolejne wygnanie, powrot do Anglii, poszukiwanie pracy (zauwazylem, ze nie jest to dzis tak proste jak kiedys), znalezienie sobie miejsca itd. Trzymaj sie cieplo, jestem myslami z Wami, pozdrawiam!

    ReplyDelete
  4. Kopacz - znam te bóle, tym bardziej delektuję się obecnym bezrobociem, pomimo ekonomicznych konsekwencji. Ale przecież nie będziemy pracować całe życie, nie?;)

    El prawadon - dzięki za kawałek, zdołowałem się z samego rana:). Co do czarnowidztwa - rozumiem to co mówisz i staram się żyć na luzie, nie martwić się za bardzo. Myślę, że ta powtarzająca się chandra to coś po prostu wrodzonego, zasymilowanego tak z psychiką, że nie da się tego oddzielić. I szczerze mówiąc nie przeszkadza mi to bardzo.

    Bogdan - również pozdrawiamy i życzymy szczęścia w UK! Nie spróbijesz znów St Christophers? Wydaje się, że tam zawsze kogoś potrzebują.

    ReplyDelete
  5. Mam coś takiego w sobie, że rzadko wchodzę do tej samej wody...

    ReplyDelete
  6. Marcin - przepraszam za zamieszanie z moim ostatnim wpisem. Rano zadziałała autocenzura (no oczywiście ;) i musiałam zmienić to, co napisałam. W tym wszystkim zniknęły z bloga Twoje komentarze, ale mam je zapisane w mojej mailowej poczcie i na pewno w mojej pamięci. Sprawa jest pozornie dużo mniej skomplikowana, niż to można było odczytać (w nowej wersji staram się już powiedzieć o wszystkim wprost) ale... w Twoim odczytaniu jest bardzo dużo prawdy. A nawet niepokojąco o wiele za dużo :) Dlatego też nie chciałam zostawić tamtych słów tak na forum publicznym - przepraszam, ale liczę, że zrozumiesz.

    To tyle, tak na szybko.
    A tutaj piszesz o tylu ważnych sprawach, że muszę to sobie spokojnie wieczorem przeczytać. I to, o czym pisałeś w kwestii tej nieszczęsnej "nocy duszy" na pewno będę czytać. Jeszcze raz dziękuję!


    PS I nawet w kwestii papierosów mamy podobnie :)

    Pozdrowienia!

    ReplyDelete
  7. Dzięki Ada, miło mi, że odwiedzasz mnie tutaj.

    ReplyDelete