Sunday, 26 February 2012

Pozdrowienia z Pomorza






















      Niespodziewanie wylądowaliśmy w Polsce. Szkoda tylko, że w tak smutnych okolicznościach - w czwartek dowiedzieliśmy się, że tata Tani miał wylew. Rzuciliśmy wszystko w diabły i przyjechaliśmy tutaj, żeby być ze wszystkimi. Rokowania kiepskie. Jutro mają wybudzać go ze śpiączki. Cieszymy się, że mogliśmy się spotkać z resztą rodziny. Na dole Tania gra z Ewą, Iwoną i Łukaszem w monopol, ja się urwałem do naszego pokoju, chciałem trochę być sam. Jutro jej urodziny. Z tego wszystkiego nic dla niej nie mam.
     Ostatnie parę lat życie doświadcza nas dosyć intensywnie a już ostatni rok, to kulminacja - wszystko się sypie: stare koncepcje, zdrowie, pomysły na życie, wszystko.
     Nie jesteśmy załamani, to nie tak, że się skarżę. Już tak mam, że wierzę w większy obraz życia, wiem, że są rzeczy, wzorce, któych nie dostrzegamy, ale które mają wielkie znaczenie dla naszego rozwoju. Dlatego akceptuję smutek i zagubienie, jako część tego momentu życiowego.
     No ale to nie zmienia faktu, że jesteśmy zmęczeni. Przepadł plan zostania w Kopenhadze na dłuższy okres. Minął już prawie rok od wyjazdu, a dopiero wyszliśmy z długów, w jakie wpadliśmy po przyjeździe, czyli jesteśmy na zero.
     Jeśli chodzi o życie towarzyskie to jest podobnie - nie zawarliśmy nowych przyjaźni, nie natrafiliśmy na głębokie związki z innymi rozbitkami. Pracę mam paskudną, nużącą i nieprzyjemną, nie zarabiam za dobrze.
     Wydaje się, że każdy wysiłek, jaki robimy, natrafia na opór. Może to sygnał, że powinniśmy przestać się zmagać i wrzucić na luz? Pozwolić życiu iść gdzie chce i zobaczyć, co z tego wyniknie? Biorąc po uwagę, że nie mamy pojęcia gdzie iść i co z sobą zrobić, to ma to chyba sens.
     Dlatego postanowiliśmy znów wrócić do naszej małej wioski. Oczywiście jeszcze nie teraz (choć bardzo byśmy chcieli) - jak już wspomniałem, finansowo jesteśmy na zerze, ale za jakieś trzy miesiące będziemy mieli parę groszy, żeby przez jakiś czas nie musieć zastanawiać się skąd wziąć na chleb.
     A co później? Nie mam pojęcia. Najpierw odpoczynek, ogródek, rąbanie drewna, parę wycieczek w góry, a później mieć oczy otwarte i może coś, gdzieś się pojawi? Coś z zupełnie innej beczki?:) Coś już by mogło. Mam już bliżej do czterdziestki niż do trzydziestki. Pewnie będę ciągle pisał, ale nie wiążę z tym finansowej przyszłości (chyba, że w marzeniach).
     To tyle w skrócie. Poczytam jeszcze Bhagavad-gitę do poduszki, żeby się podbudować duchowo.
     Pozdrowienia z Pomorza.

8 comments:

  1. Trudne to wszystkim o czym napisałeś. Więc wytrwałości i żeby się Wam odmieniło. Serdeczności z zachodniej części Pomorza :)

    ReplyDelete
  2. Do pewnego poety angielskiego, który napisał poemat o śniegu, przyszedł po wywiad dziennikarz, mowiąc:
    - Na pewno spędził pan wiele czasu w Alpach i patrzył na wspaniały śnieg.
    - Nic podobnego - odparł poeta - siedziałem w baraku więziennym i przez kratę patrzyłem na śmietnik, obierki, stare butelki, błoto. I właśnie tam zatęsknilem za śniegiem.

    ...Tacie Twej Zony życzę by ostatecznie Pan Wisznu hmmm moze Sri Kryszna prowadził do Siebie, aby mógł żyć w tym normalnym świecie ...wiem ,ze
    to trudne sprawy ale obawiam sie ,ze w tym świecie karmy trudno znaleźć trwale schronienie...moja Mama tez swego czasu miala wylew , zastalem ja lezaca w kuchni, traumatyczne to wszystko...anyway niech ten Aniol Stroz bedzie jak z obrazka i poprowadzi przez ta kladke do Wiecznosci....pomyslnosci

    ReplyDelete
  3. Marcinie, takie wydarzenia czasem stawiają nas do pionu... Jak zwykle jestem pewien, ze to tez jest potrzebne... Też się zastanawiam co dalej. Praca jest, ale miasto i ludzie wokół nie tacy jakbyśmy z Zoną chcieli. Dużo młodych ludzi przed czterdziestką tak ten świat teraz odbiera... Coś w tym jest. Tacie Tani życzę spokoju na jakiejkolwiek Drodze. Wam także :)

    ReplyDelete
  4. Taki rysunek, góry, wioska, domek, a tam troje ludzi... taki rysunek.

    ReplyDelete
  5. Hej
    Dzięki, ludzie za dobre słowa.

    Margarithes - w jakiej część Pomorza Zachodniego jesteś? My koło Czarnego.

    Balaji - przykro mi z powodu twojej mamy. Boli. kiedy traci się rodziców, świat wydaje się wtedy coraz mniej bezpieczny i swojski. Trzeba szukać wtedy nowego schronienia, no i dorastać.

    Latarnik - trochę to pocieszające, że inni też mają podobnie:) Ciągle mam nadzieję, że niedługo życie się jakoś wyklaruje.

    Mat - mi taki rysunek też się podoba (jeśli masz na myśli dziecko:). Ale zanim go namaluję, muszę znaleźć jakikolwiek sposób zbudowania finansowych podstaw. Jeśli nie znajdę, to wystarczy, że zmagamy sie o przetrwanie we dwójkę.

    ReplyDelete
  6. Bardzo mi przykro z powodu taty Twojej Tani. Tu żadne słowa nie pomagają, nieuchronność losu.

    Życzę Wam wytrwałości i jestem przekonana (skąd ta pewność? można by zapytać) że teraz będzie lepiej. Bo w końcu ile przeszkód, ile wyzwań, ile problemów towarzyszyło Wam dotąd? Może to wszystko gdzieś prowadzi - może prowadzi właśnie tu, do kraju lat dziecinnych, że tak poetycko pojadę ;)
    Ja wróciłam i już nie żałuję. Najlepsza na wszystko jest praca własnych rąk, zmęczenie. Ale - niebo nad głową, śpiew skowronków, góry w zasięgu ręki. Nie mogłabym żyć gdzie indziej.
    Trzymajcie się!

    ReplyDelete
  7. Dzięki. A wiesz, że tacie Tani się poprawiło? Najpierw lekarze powiedzieli, że to koniec,że takich złych wyników badań jeszcze nie widzieli. Później baliśmy się, że będzie bardzo uszkodzony. A kilka dni temu rozmawialiśmy z nim przez telefon i powoli wraca do normy, nic nie sparaliżowane i psychicznie wszystko w porządku. Po prostu niesamowita sprawa:)

    Mam nadzieję, że będzie teraz szło ku lepszemu. Dla mnie oznacza to przede wszystkim spokój wewnętrzny. Nic więcej nie chcę.

    ReplyDelete
  8. Bardzo się cieszę! Jaka dobra wiadomość, nieoczekiwana - jak los potrafi zaskoczyć, dziwne to życie jest, piękne, straszne, wszystko razem.
    Niech idzie wszystko ku lepszemu!
    A spokój wewnętrzny - bezcenny.

    ReplyDelete