Friday, 16 November 2012

Om


     Kiedy kartka pusta i nie przychodzi ani jedna poukładana myśl, to trzeba wziąć się za te niepoukładane i z nich coś ulepić... 

     Kamienie staczają się po zboczu góry, lawina przez wszechświat, akcja, reakcja, boska dłoń i odwieczne pytanie – czy dłoń tylko raz to dotknęła, żeby wprawić w ruch, czy też ciągle jest, ciągle działa. Myślę, że to drugie. Bóg… Bóg to też człowiek. Chce dotykać, chce brać udział i chce kochać. Dlatego ogrom wszechświata, te miliony galaktyk uchwycone przez Hobbsa, straszą tylko, gdy nie widzimy niczego poza tym wszystkim. Straszy nas wtedy ten ocean, w którym jesteśmy tylko małą, połyskliwą rybką. Czarne dziury, pulsary, planety, komety, galaktyki, kwarki, próżnia, nieograniczona przestrzeń, nieograniczony czas… 

     Kiedyś, kiedy byłem sporo młodszy, oddawałem się z zapałem astralnym podróżom. W nocy wysuwałem się z ciała i brykałem jak wypuszczony na spacer kundel. Fruwałem nad drzewami, wzbijałem się do księżyca, beztrosko wywijałem podniebne koziołki i nieodpowiedzialnie zbliżałem się do kosmicznych wędrowców, którzy nie wiadomo czego chcieli, skąd byli i o co im chodziło. Czasami płatałem psikusy, straszyłem bezsenne dzieci, czasami podglądałem sąsiadki w kąpieli, a jeszcze innym razem wylatywałem bardzo daleko, szukając mądrzejszych ode mnie, którzy by mi co nieco wyjaśnili. Najczęściej jednak po prostu się bawiłem, fruwałem bez celu, rozkoszując się pędem, wolnością i tajemniczością tego wszystkiego. 

     Pamiętam, że nie istniał dla mnie strach. Dokładnie w momencie wyjścia poza to trójwymiarowe, ograniczone ciałem continuum, okazywało się, że wszystko ma sens, że wszechświat jest uporządkowany, że stoi za nim idea, i wszystko – ja, oni, wy, niebo, duchy, zmieniający kształty, astralni uwodziciele i zwykli spacerowicze, a nawet ludzie pozostający w swoich malutkich ciałach – jest w harmonii, jest dokładnie takie, jakie ma być. 

     Tęsknię za tamtym uczuciem.
     Kiedyś podróżowałem autostopem. Wiosna, pył, upał, tym upalniejszy, że hiszpański. Wracając do domu z dwumiesięcznej podróży, utknąłem na małej stacji benzynowej pod Murcją (na południu Hiszpanii). Spieszyło mi się do domu, byłem zmęczony, zniechęcony, przeładowany doświadczeniami. Parę dni wcześniej pobiło mnie kilku nastoletnich gangsterów, i teraz chciałem po prostu być już z Tanią w jakimś azylu, liżąc rany. Mimo chęci, nie dałem rady, utknąłem na dobre. Przez trzy długie dni czekałem na stopa. Godzina za godziną, dzień za dniem żar wylewał mi się na głowę. Byłem głodny, bez pieniędzy, a ludzie byli obcy, drwiący i bezduszni. 

     Poczułem, że dobiłem do pewnych granic. Nie jestem pewien jakich, ale to było mocne uczucie. Poczułem się całkowicie sam w nieprzyjaznym wszechświecie (uczucie, które zresztą wraca do mnie czasami). 

     Nadszedł drugi zachód słońca na tej przeklętej stacji benzynowej. W najgłębszej desperacji patrzyłem na czerwień chmur na zachodzie, wciągałem w nozdrza zapach rozpalonej, ale już powoli stygnącej ziemi, czułem ssanie w okropnie pustym, obolałym żołądku, a każda obojętna twarz z obojętnymi oczami przesuwającymi się obojętnie po mojej zakurzonej zgarbionej postaci, raniła mnie głęboko. 

     I w tym wszystkim nagle przyszła do mnie myśl: a może wszystko, ale to dokładnie wszystko we wszechświecie, wliczając w to moją smętną postać, jest dokładnie takie, jakie powinno być. Nie istnieje nic poza harmonią, nawet te rzeczy, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się zgrzytem w porządku świata, jak choćby to moje cierpienie i desperacja. Poczułem, że ciąg wypadków, które doprowadziły mnie do tego miejsca w życiu, moje narodziny, dorastanie, poszukiwania, odkrycia, zamęt, decyzje, wszystko to, co budzi we mnie niepewność, żal, nadzieję i beznadzieję, dumę i wstyd, strach, odwagę, jest doskonałym składnikiem, doskonałej opowieści. Nic nie jest przypadkowe, głupie czy nie pasujące. To było wrażenie przenikające na wskroś, potężne. Na chwilę wzniosłem się ponad codzienny odbiór rzeczywistości, ponad dualizmy. To było uczucie podobne do tego, z astralnych wędrówek, choć brakowało mu delikatności i zrelaksowania, jakie charakteryzowały tamte doświadczenia. Tam byłem rozochoconym ale rozespanym dzieciakiem na kolanach czegoś przyjaznego, swojskiego. Tutaj stanąłem przed surową, ogromną, ale i piękną prawdą

     Poszukujemy harmonii. Nawet ci z nas, którzy wydawałoby się nie mają głowy do takich przemyśleń. Nawet te rzeczy, które w moim dziennym „ja” wzbudzają niechęć i protest, jak choćby nacjonalizm, to przecież próby nadania sensu światu, a przez to usensowienie świata, odnalezienie harmonii i ostatecznie doświadczenie ulgi w jedności. 

     Wszyscy próbujemy nadać sens wszystkiemu. Może jest tak dlatego, że boimy się, że ten sens nie istnieje sam z siebie, dlatego na nas spoczywa odpowiedzialność poukładania tej bezsensownej na pierwszy rzut oka układanki? Też biorę w tym udział. A jednak czasami przypominam sobie podniebne szybowania, samotne wędrówki po obcych krajach, wstawanie o świcie i próby doświadczania Boga, kiedy jeszcze byłem mnichem, miłość do kobiety i parę innych rzeczy. I wtedy mam wrażenie, że ten sens, ta harmonia już jest, sama z siebie, nie potrzebuje naszych wysiłków, żeby ją zbudować, nie musimy wypruwać sobie żył, żeby uporządkować „ten bajzel”, nie musimy się bać, że jesteśmy bezsensownym pyłkiem w bezsensownej przestrzeni.

     Czasami wiem, że jestem jak najbardziej sensownym pyłkiem, w zupełnie sensownym wszechświecie, który opiera się na całkowicie sensownej i pięknej idei. Trzeba tylko pozwolić temu płynąć, nie walczyć, nie kombinować. Om.

2 comments:

  1. to są takie cokolwiek mistyczne przeżycia, niezapomniane , których wewnętrznie doświadczamy ale są niejako spoza nas , przychodzą same ... miałem takie , nie wiem może dwa , trzy razy w życiu ...raz jak byłem mały, brnąłem po śniegu , taki mokry śnieg pod kolana , gwiazdy na niebie , cicha wieś , brnąłem do domu Babcinowego , zmęczony , buty przemoczone... i nagle takie przeczucie ,że jestem częścią jakiejś wielkiej całości ,że te wszystkie drzewa , zwierzęta , ludzie , gwiazdy , jestem z nimi połączony , są bracmi , siostrami , ten wszechswiat jest takim jednym wspólnym Domem ...chwila

    ReplyDelete
  2. w sumie teraz jestem nader daleko od takich chwil
    najbliżej to mi do czegoś a/la
    Po się zrywasz rankiem, kiedy jeszcze ciemno?
    Po co śpieszysz się, biegniesz do pracy zziębnięty?
    Jeszcze możesz przedłużyć tę chwilę tajemną,
    Spać i snuć dalej sen tak błogo rozpoczęty
    ps
    i jeszcze jeden fajny wiersz słonimskiego

    Pamiętam, kiedy byłem jeszcze małym chłopcem,
    Świat był bardzo ogromny i bardzo był obcy.
    Patrzyłem się na życie ciekawie, z radością
    I rosłem upojony tej ziemi wielkością.
    Gdy wróciłem niedawno z dalekiej podróży,
    Świat mi się bardzo zmniejszył i stał się nieduży.
    Gdy byłem małym chłopcem, nie znałem cierpienia.
    Miałem serce spokojne i czyste marzenia.
    Ale im bardziej rosłem i im dłużej żyłem,
    Tym częściej byłem smutny, bardziej się martwiłem.
    Dzisiaj wiem, jak się skończy ta gra nierozumna:
    Smutek-większy od serca, świat-mniejszy niż trumna.
    pps
    pomyślności i wytrwałości ,,, laptop ląduje pod łóżkiem

    ReplyDelete