Tuesday, 26 January 2016

A Resting Place


























   1. Dwa tygodnie na chorobowym. Nic mi nie jest. W sumie to był przypadek (do pewnego stopnia). Odwiedziła mnie w zeszły poniedziałek Sybila (dawna szefowa z Birmingham). Zadzowniłem do pracy, że bolą mnie plecy, inaczej nie dałbym rady się spotkać. We wtorek też mi się nie chciało iść, znów zadzowniłem, a później wyskoczyłem do doktora. I dostałem dwa tygodnie zwolnienia. Czułem się przez chwilę winny, ale jednak radość z wyrwania się z rutyny i paskudnej atmosfery zwyciężyła.
   2. Większość wolnego czasu poświęcam na naukę gry na darbuce. Pięć, sześć godzin dziennie. Idzie coraz lepiej. To jest tajemnica nauki gry na instrumencie. Ćwiczyć, powtarzać te same sekwencje milion razy, godzinami, do zrzygania, i wtedy coś się przemienia i człowiek nie wie nawet kiedy już umie i teraz może czerpać radość z gry. Lubie to uczucie.
   3. Do tego maraton serialowy: "Doktor Who". Siedem sezonów w tydzień. Dziś zacząłem z kolei "Mozart in the Jungle". Dobre.
   4. Dziś trochę zaczęła mnie chwytać nuda i chandra. Przezwyciężyłem lenistwo, wziąłem do ręki kredki i papier, i narysowałem powyższą ilustrację. Myślę nad tytułem. Na deviantart wpisałem "A Resting Place". Ruszam na wyprawę, zaczyna się przygoda, ale dla mnie to w sumie jest dalszy ciąg niekończącego się poszukiwania spokoju i harmonii. Tak jak od lat. Nie chodzi mi o dreszczyk emocji, wir wydarzeń i ludzi, ale właśnie o "resting place". Zresztą sam nie wiem, czego chcę.
   5. Ostatnie dwa lata zmieniły moje podejście do śmierci. Już się nie boję. Tzn. oczywiście boję się bólu, całej tej nudy i bezsensownego, ciągnącego się umierania, ale nie przeraża mnie już myśl o zostawieniu tego świata. Kiedy byłem z Tanią, nie potrafiłem nawet pomyśleć, że mógłbym umrzeć i się z nią rozstać. A teraz, kiedy wszystko się skończyło, jakoś mnie ta myśl już nie męczy. Czuję, że niewiele mnie tu trzyma. Zmęczenie ogólne światem, tym hałasem, bezsensownym szumem głupich rozmów, krzyków, szarpań. Nie jest to uczucie depresyjne. Raczej ulga, że nie czuję parcia, żeby się starać dopasować, coś osiągnąć, marzeń materialnych wielkich też nie mam. Chcę po prostu zwinąć się i iść (jechać, płynąć) gdzieś przed siebie. Jak kiedyś w snach, z których budziłem się podekscytowany, ale też z ulgą, że to tylko sen, że mam swój dom, swoją miłość i to jest mój sens życia. Teraz jest tak zupełnie inaczej. Nic mnie nie powstrzymuje, nic nie mam. Dziwnie tak. Lekko i smutno jednocześnie.
    6. Czyżbym smęcił? :) Wczoraj nie spałem do czwartej rano. Po prostu mi się nie chciało. Oglądałem Doctor Who do rana. Teraz już prawie północ. Zmęczony jestem, spróbuję się kimnąć.

3 comments:

  1. Trochę edytowałem wpisi w związku z tym usunąłem komentarz odnoszący się do tego fragmentu w tekście. Nic drastycznego, ale doszedłem do wniosku, że zachowam to dla siebie. Bez urazy Miriam:)

    ReplyDelete
  2. Bez urazy :-). Bo to uniwersalne w takich sytuacjach pytania, mam jedynie nadzieję, że sobie także je czasem zadajesz :-)

    ReplyDelete
  3. zawirowały mi te niebieskie wiry w głowie i zamiast na chorobowym, przeczytałam na chabrowym ;)

    ReplyDelete