Thursday, 31 May 2018
Zapach burzy
Powietrze pachnie zbliżającą się burzą. Usiadłem na szczycie góry i patrzę w dół, na bacówkę, turystów i dalej, na pofałdowane łańcuchy gór, stalowe chmury zbliżające się z zachodu i niewyraźne smugi deszczu gdzieś na horyzoncie.
Poczułem dziś spokój i radość z bycia sobą. Dawno nie odwiedzały mnie te odczucia, więc nie chcę się stąd ruszać, żeby ich nie spłoszyć. Oddycham pełną piersią i po prostu cieszę się istnieniem, wolnością, nowo poznanymi lekcjami.
Ostatnie kilka dni trochę piłem z chłopakami, nie wspominając o paleniu. Od dłuższego czasu tak sobie radzę ze stresem i trudnymi emocjami. Dzis jednak nie mam najmniejszej ochoty na znieczulenie się.
Lista wczorajsza, nieco zamglona:
1. Pierwsza oficjalna próba mojej muzyki z akompaniamentem chłopaków. Za miesiąc nasz pierwszy koncert, musimy się przyłożyć.
2. Nieprzyjemna wizyta ducha z przeszłości. Na szczęście szybko sobie poszedł. Przypomniałem sobie jego manipulacje, podkopywanie, dwulicowość. Kontakt z tego typu osobami nauczył mnie ostatnio bardziej dbać o swoje granice i nie odsłaniać się zbyt łatwo. Nie wszyscy są prawdziwi i szczerzy, jak chciałbym ich widzieć.
3. Lubię tutaj być. Mieć zajęcie, obowiązki, dobre towarzystwo. To dobre fundamenty, żeby pomóc w uzdrawianiu siebie.
4. Po próbie zespołu ognisko z grupką młodych ludzi. Whiskey, palenie, jam session, trochę flirtu, ale bez przywiązania i niecnych zamiarów. Ot tak, dla znośniejszej lekkości bytu. Urwałem się o 2 rano, żeby złowić choć kilka godzin snu przed dniem pracy.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment