Monday, 4 March 2019

Interesy i inne sprawy

 












   To był fajny dzień. Obudziłem się w dobrym humorze. Aż sam się zdziwiłem, ale przypomniałem sobie, że wczoraj na poważnie wziąłem się za pomysł na wege knajpkę. Myślę, że takie zaangażowanie energii w swój projekt będzie bardzo dobre dla mojego rozwoju i samopoczucia.
   Rano usiadłem z regulaminem dotacji z PUP. Nagle wyczytałem, że warunkiem otrzymania dotacji jest otwarcie działalności na terenie swojego powiatu. To odpada, bo mój powiat nie nadaje się ani trochę. No ale zadzwoniłem do urzędu pracy, żeby się upewnić. Okazało się, że to fakt: u nas dotacji nie dostanę. Ale miła pani zasugerowała, żebym skontaktował się z Wojewódzkim Centrum Przedsiębiorczości, może oni mają jakieś ciekawe opcje. Zadzwoniłem i okazało się, że jest fajna oferta pożyczki na start biznesu z funduszy unijnych. Mogę dostać więcej niż z urzędu pracy, a warunki spłaty są niezłe. Musiałbym tylko zastawić moją działkę na hipotekę. Nie przejąłem się tym. Żeby coś osiągnąć, trzeba zaryzykować. Więc załatwiłem rzeczoznawcę, za tydzień ma mi wycenić działkę i z tym dokumentem (oraz z planem biznesowym itd) będę mógł dostać te pieniądze.
   Teraz najważniejsze jest znalezienie lokalu w fajnym miejscu i można będzie ruszać z tym monumentalnym (jak na mnie:) projektem.
   Jeszcze nie uparłem się co do lokalizacji. Wczoraj byłem w Miasteczku. Bardzo mi się podoba ten pomysł. Studenci i turyści, a jest tam tylko jedna kafejka wege, czynna kilka dni w tygodniu i zawsze są napchani. Dziś z kolei pojechałem do Ustronia. Nic ciekawego nie znalazłem, ale tam akurat mi się nie spodobało. Jakoś z Żywcem mi się skojarzyło. Znalazłem jedną restaurację wegetariańską, ale była zamknięta. Zresztą może to i dobrze, bo wyglądała dziwaczno-przerażająco:) Jak nawiedzony zamek na wzgórzu, z dala od centrum, a na szybach powieszone były stare, smutne zabawki. Wyglądało to jak sierociniec z horroru i raczej nie zapraszało "chodźcie, tutaj najecie się pyszności".
   Chodziło mi też po głowie Bielsko, ale tam już jest z 6 albo 7 wege miejsc. Troszkę przydużo, jak na takie średniej wielkości miasto.
   Teraz już siedzę w domu. Lekko zmęczony, ale z poczuciem dobrze spędzonego dnia. Już po kąpieli, świeże pranie pachnie na suszarce, nalałem sobie lampkę wina, zapalę zaraz papierosa. Do schroniska wchodzę dopiero w środę, więc jutro jeszcze mam wolne. Pojadę chyba do tego centrum przedsiębiorczości dopytać się jeszcze o szczegóły. Ale dobra, na dziś dosyć myślenia o interesach:)
   Jakiś miły serial (najpewniej "I'm sick of it" z Karlem Pilkingtonem), a do poduszki książka.
   Trzymajcie się, Wędrowcy.

PS. Nie pisałem nic o M. To nie znaczy, że o niej nie myślałem. Coś się zmienia. Myślę, że przechodzi mi to zranienie i frustracja. Dziś zrobiło mi się jej jakoś szkoda. Nie jest złą osobą. Myślę też, że w jakiś sposób jej na mnie zależało, coś do mnie czuła. Jednak z jakiegoś powodu nie potrafiła wejść w to głębiej. Martwię się o nią. Jeśli coś się nie zmieni, to z następnym facetem będzie tak samo, a później znowu. To te jej blokady i strach przed bliskością. Smutne by to było. To mądra dziewczyna, urocza, potrafiła być ciepła. Szczerze żałuję, że nie mogliśmy się porozumieć i przez to nam nie wyszło. Mam nadzieję, że się jej ułoży.

2 comments: