Thursday, 9 January 2020
Bóg O Tysiącu Imion (Ślub)
Nie wierzę, że ten dzień tak szybko przeleciał. Patrzę na zegar, a tutaj już prawie dziesiąta. Nie spałem dziś w nocy. Męczyła mnie bezsenność i czarne myśli. O pierwszej w nocy dałem sobie spokój z próbowaniem i zacząłem oglądać "Messiaha" na Netflixie. Do 8 rano miałem już obejrzane większość. Dobry początek, ale później zaczął się ciągnąć.
Praca jakoś szła, choć po nieprzespanej nocy miałem głowę pełną waty. Na szczęście dziś pracowałem z domu, nie musiałem jechać do biura. Po południu zrobiłem telefoniczny wywiad z Michałem Wiśniewskim. Akurat jechał na koncert do Wrocławia, więc w drodze miał trochę czasu. Poczułem do niego dużą sympatię. Wprawdzie rozmowa nam się nie kleiła, ale jest w nim coś takiego smutnego, zagubionego, co mnie ujęło.
Po pracy wziąłem się za malowanie. Włączyłem The Knife, a później Royksopp i Pretty Lights. Pasował mi dziś ich klimat. Byłem smutny cały dzień, więc skandynawska elektronika wchodziła jak marzenie:)
Nie mogę się otrząsnąć z uczucia, że zawiodłem w osobistym życiu. Rozwód, a później dwa nieudane związki, z których każdy zostawił mnie trochę mniejszego. Jakby zgubił w nich kawałek siebie. Szczególnie ten ostatni.
Kiedy jest mi tak źle, to zatapiam się w twórczości. Albo piszę, albo nagrywam, albo maluję. Ostatnio szczególnie to ostatnie. Tworzę sobie wtedy wymarzony świat, bez dysonansów, niezrozumienia, konfliktu i chowam się "do budki". Tak jak w dzieciństwie. Wchodziłem do poszwy z pierzyną, jak do kokonu i czekałem, aż wszyscy o mnie zapomną. Dziś narysowałem Ślub. Na gałęzi drzewa w środku rozgwieżdżonej nocy stoją dwa krasnale. Jeden to ja, a drugi to ona, tylko że normalna, bez tych wszystkich rzeczy, które nas dzielą. Szykujemy się do skoku - to będzie nasz miesiąc miodowy. Nie spadniemy, tylko polecimy wśród gwiazd do innych lasów, złowimy happy endy i spotkamy mądrego Pana Sowę, Małego Księcia i Boga O Tysiącu Imion.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment