Dziś Dzień Dziadka. Miałem szczęście poznać obydwu. Na dwóch pierwszych zdjęciach jest dziadek Józek (od strony taty). Mieszkał w Baranowiczach na terenie dzisiejszej Białorusi. Kiedy miał 17 lat, zmobilizowano go do Armii Ludowej. Doszedł do Berlina, a kiedy wracał, poznał moją babcię i został u nas w Beskidach. Ciężko było go namówić na opowieści o wojnie. Tylko raz mi się udało. Któregoś dnia został wyznaczony na dowódcę małego oddziału zwiadowczego. Jego oddział zabłądził i w końcu natknął się na swoją jednostkę. Tyle tylko, że myślał, że to Niemcy. Wywiązała się mała strzelanina. Doraźny sąd wojskowy skazał go na rozstrzelanie (a może tylko oficer chciał go postraszyć:). Kiedy stał już przed plutonem egzekucyjnym, odwołano rozkaz i dostał jakąś inną karę. Na pierwszym zdjęciu są cztery pokolenia. Od prawej: pradziadek, dziadek, tata i to małe to ja:) Dziadek Józek był surowy, ale miał dobre poczucie humoru i bardzo go lubiłem.
Na kolejnych dwóch zdjęciach jest dziadek Tomek od strony mamy. Kiedy zaczęła się wojna, z łapanki trafił do obozu pracy koło Brzeszcz. Przesiedział tam ponad rok. Pracował przy koniach. Któregoś dnia zakopał się w końskim nawozie, który miał być wywieziony. Zostawił sobie tylko mały otwór do oddychania. Niemcy wbijali bagnet w stos gnoju, ale nie trafili na niego. Udało się mu uciec, a później kilka lat babcia musiała go ukrywać. Dziadek Tomek był najspokojniejszym i najsłodszym człowiekiem na świecie:)
Takie mieli historie ci dziadkowie. Szacun.




Mój dziadek ze strony ojca, Marcin, zmarł, kiedy miałem zaledwie kilka miesięcy. Drugi dziadek, Tadek, ze strony mamy, zmarł kiedy miałem 15 lat. Pamiętam, że miał dłonie wielkie jak bochny chleba, lubił suszone szprotki i miał bardzo chore serce. Kochał wszystkie swoje wnuki i był bardzo dumny z tego, że nieźle się uczyłem. Może dlatego, że on nie miał takiej szansy. Bo wojna. Nie chciał o niej opowiadać.
ReplyDelete