Saturday, 22 February 2020

Buñuel, kultura, głos, Bator Art Gallery

























Weekend pod znakiem relaksu i wewnętrznej przestrzeni. Wczoraj wieczorem wyłączyłem zmartwienia (choć niepokój nie puścił do końca) i czytałem "Europę" Normana Davies'a. Kiedy zrobiło się już dość późno, postanowiłem obejrzeć film. Nie miałem ochoty na nic współczesnego. Postanowiłem pogrzebać w klasyce. I przypomniałem sobie Buñuela, którego kilka filmów kiedyś obejrzałem. Postanowiłem wreszcie "zaliczyć" jego "Psa Andaluzyjskiego" z lat 30tych, przy którym pracował też Salvador Dali. Jest to zupełny "mindfuck":) Ale podobał mi się bardzo. Lubię tę odwagę, z jaką Bunuel przekracza granice - społeczne, moralne, granice normalnej rzeczywistości. Zresztą tamte czasy tak mi się kojarzą. Takie dziwne połączenie idealizmu z nihilizmem. Bardzo lubię ten klimat i nastrój, jaki we mnie budzi. Chyba dzisiaj znów coś puszczę Buñuela. Może "El ángel exterminador". Z chęcią sobie odświeżę. A może pójść krok dalej i spróbować Jodorowskiego? Kiedyś, dawno temu spróbowałem, ale przeraził mnie do szpiku kości. Nie byłem gotowy. Było to tak, jakbym dotknął bez żadnej izolacji kabla czyjegoś szaleństwa, świata, w którym nie obowiązują żadne zasady, nie ma nic świętego, nic transcendentalnego, tylko chaos. Jakby wszystko było tylko snem.

Ale to było dawno temu. Wydaje mi się, że mój świat był jeszcze bardzo uporządkowany, widziałem sprawy w idealistyczny sposób, miałem ciepłe schronienie (małżeństwo z Tatianą). Później rzeczywistość rozpadła się, pozostawiając mnie na długi czas w stanie gorączkowego poszukiwania czegoś, co poskleja świat na nowo. A teraz? Sam nie wiem. Świat nie posklejał się w taki sposób, jak chciałem. Ale to nie znaczy, że jest źle. Jest inaczej. Stałem się bardziej dorosły. Czasami mam takie chwile, że chciałbym, żeby ten czysty idealizm i ciepłość schronienia wróciły. Nie chodzi o to, że stałem się cynikiem, jestem od tego bardzo daleki. Bardziej... jakby pojawił się pewien relatywizm, odwaga, trochę rezygnacji, poczucie tymczasowości tego życia, dystans do rzeczywistości... Ciężko to wyjaśnić w kilku słowach. To zestaw raczej skomplikowanych uczuć i przemyśleń. Zresztą sam nie jestem ich wszystkich pewien. 

Dziś też trochę poczytałem "Europę". Podoba mi się podejście Daviesa do historii, jest w nim coś uniwersalnego, niesekciarskiego. Później pojechałem na zakupy. Tylko kilka drobnych rzeczy, bo w portfelu pustawo. Ale skusiłem się na butelczynkę Tokaju Aszu. Droga i malutka, ale to oficjalnie najlepsze wino na świecie (dla mnie:). Po powrocie do domu znów lektura, ale stwierdziłem, że jest za wcześnie na leniuchowanie. Postanowiłem zrobić coś "kulturalnego". Pojechałem do Szczyrku do Bator Art Gallery. W samochodzie puściłem Bossa Novę (która dzisiaj nie chodzi z głośników - lekkość i ciepło) i powoli jechałem wśród gór. Bez pośpiechu, bez zbyt wielu myśli. Galeryjka była przytulna, niewielka, jasna i pełna kolorów. Za 4 złote zrobiłem sobie półgodzinny spacer wśród umysłów. Był tam tłuściutki pies pani, która obsługiwała. Groźnie na mnie warczał, ale okazało się, że w ten sposób żebrał o trochę czułości. Podrapałem go po nabitym, tłustym grzbiecie i przestał być natrętny.

A powyżej i poniżej moja własna galeria:) Czuję, że po kilku miesiącach prób i szukania, zacząłem odkrywać swój głos w malowaniu. 



2 comments:

  1. Wydaje mi się, że z biegiem lat idealizm zastępowany jest w nas przez pragmatyzm, jednak jakaś odrobina tego młodzieńczego idealizmu i tak w nas trwa. Obrazki pojaśniały, zwłaszcza tło - może i we wnętrzu trochę jaśniej?

    ReplyDelete
  2. We wnętrzu coraz ciemniej. Może stąd jaśniejsze obrazki:)

    ReplyDelete