Tuesday, 17 March 2020

Ukośnicy - sen


























Akurat wczoraj wieczorem powiedziałem sobie, że chcę znowu pracować nad pamiętaniem snów. A tu taka niespodzianka. Obudziłem się około drugiej w nocy i nagrałem całość na dyktafon, żeby nic nie umknęło. Dla uściślenia - nie istnieją żadne Prawa Wilsona (a przynajmniej nic o tym nie wiem:) To samo odnosi się do Wymiarów Ukośnych.

Ukośnicy - sen

Idę leśną ścieżką. Jest środek lata. Ścieżka wznosi się powoli do góry. Znam te tereny. Trochę dalej jest przecież przysiółek, w którym się urodziłem. Nie czuję jednak spokoju. Czeka mnie spotkanie, które budzi we mnie niepokój.

Rano dostałem wiadomość. Krótki list, który ktoś wsunął pod drzwi.

„Idź na Kotrysią Polanę. Po drodze zobaczysz coś, co nie będzie pasowało do całości. Tam się spotkamy.”

Więc idę.
Wreszcie widzę skrzyżowanie ścieżek. Nie przypominam sobie, żeby było tutaj wcześniej. Jedna droga prowadzi w prawo, do miejsca, które dobrze znam. W końcu tam się urodziłem. A druga? Niepewnie wchodzę na zaniedbaną ścieżynkę. Po kilku minutach czuję zapach wody. Skąd? Odsuwam krzaki i moim oczom ukazuje się jezioro. To niemożliwe... Nad brzegiem jeziora stoją trzej mężczyźni. Nie znam ich, ale jednak budzą we mnie wrażenie znajomości. I lęku.

- Witaj, Marco – mówi jeden z nich. – Czekaliśmy na ciebie.
Nie odzywam się i obserwuję ich z bezpiecznej odległości. To jezioro nie daje mi spokoju. Przecież tutaj nigdy nie było żadnej wody, co najwyżej leśny strumyk.
- Mamy mało czasu, podejdź do nas – mówi ten sam mężczyzna.
Kręcę głową.
- Nie chcę...
Jeden z nich prycha ze zniecierpliwieniem i rusza w moją stronę. Cofam się.
- Marco, naprawdę nie mamy czasu...
Wyciągam z kieszeni pistolet i skierowuję go na zmierzającego w moją stronę mężczyznę. Zatrzymuje się w pół kroku. Odwraca się do swoich towarzyszy.
- I co teraz? – pyta. – Ten gamoń przyniósł broń.
Skupiając się na moim rozmówcy, nie zauważam czwartego mężczyzny, który zaszedł mnie od tyłu. Coś uderza mnie w rękę, pistolet spada na ziemię. Wszyscy czterej rzucają się na mnie i przyciskają mnie do ziemi. Czuję paniczny strach. Nie przed przemocą, ale przed czymś strasznym, niewyobrażalnym, czego nie chcę wiedzieć.
- Nie nazywam się Marco – udaje mi się wydusić.
- Nazywasz, nazywasz... Zaraz zobaczysz.
Czuję jak jeden z napastników wbija mocno palec w bardzo specyficzny punkt na moim karku. Skądś znam ten dotyk. Wydaje mi się bardzo znajomy. Szarpię się, jak zwierzę.
- Nie chcę! – wołam, ale jest za późno. Palec napastnika robi coś dziwnego. Moje ciało wykręca się w makabryczny sposób. Nie. Wykręca to złe słowo. Przenicowuje się. Wyrywa z tego wymiaru.

I nagle wszystko pamiętam. Przestaję się szarpać.
- Już? – pyta któryś z mężczyzn.
Chrząkam potakująco. Ciągle jestem w szoku po przejściu, mam trudności z mową.
- Jak masz na imię – pyta badawczo.
- Marco – udaje mi się wykrztusić. To prawda. Kiedy jestem tutaj, nazywam się właśnie Marco. Każdy z nas, kiedy wchodzi tutaj, nazywa się inaczej. Nie wiem dlaczego, ale tak jest. Nie pamiętamy nawet naszych prawdziwych imion.

Puszczają mnie.
Podnoszę się na nogi. Jezioro ciągle tam jest. Pokryte grubą warstwą lodu. Po letnim, pogodnym dniu nie został nawet ślad. Zmarznięty śnieg skrzypi pod nogami. Zimno. Dawno tu nie byłem.

- Przesadziłeś z tym pistoletem, Marco – mówi Kotryś.
- To wy przesadziliście z tym durnym listem. Co sobie wyobrażaliście?
Kotryś wzrusza ramionami.

Ciągle mam szum w głowie. Rozglądam się dookoła. Cały świat jest ukośny. Drzewa, krzaki, promienie słońca, nawet zapach śniegu. Wzdrygam się z obrzydzeniem i próbuję przechylić głowę, żeby naprostować rzeczywistość.
- To zaraz minie – ktoś mówi.
- Wszystko jest ukośne – mówię ze wstrętem.
- Wszystko jest proste. To ty jesteś ukośny – śmieje się Zamróz.

Brakująca wiedza wraca na miejsce.
Jestem Ukośnikiem. Cała nasza piątka jest Ukośnikami.

Co to Ukośnik? Istota, która potrafi poruszać się w wymiarze ukośnym do naszego. No właśnie. Jesteśmy naukowcami. Odkryliśmy sposób przechodzenia do innego wymiaru. Robiąc nasz eksperyment, oparliśmy się na badaniu słynnych Praw Wilsona – teoretyka kwantowego. Okazało się, że do przemieszczania się między wymiarami, niepotrzebny jest żaden sprzęt. Człowiek to istota kwantowa, urodzony podróżnik. Cała tajemnica polega na odblokowaniu wrodzonego talentu. Problem jest w  tym, że po powrocie do własnego wymiaru, wszystko się zapomina. Kilkakrotnie na nowo odkrywaliśmy, że jesteśmy Ukośnikami, aż w końcu doszliśmy do wniosku, że jeden z nas zawsze musi pozostawać w Ukośnym Wymiarze (Ukos Pierwszy), żeby w odpowiedniej chwili nas wezwać . Oszczędzało to dużo czasu i pozwalało na to, żebyśmy zmienili na warcie tego, któremu przypadła dana zmiana i wspólnie kontynuować badania.
- Czekajcie... – mówię. – To przecież nie jest czas na zmianę. Co ja tutaj robię? Co wy tu wszyscy robicie?
Moi przyjaciele patrzą na mnie niepewnie.
- Wiesz, co Wilson mówił o dodatkowych wymiarach ukośnych? – pyta Boguc.
- Oczywiście. Jest ich cztery... – zapiera mi oddech. – Odkryliście kolejny Ukos???
- Nie... Nie my. To znaczy... – zaczyna Kotryś.
- Odkryliśmy drugi Ukos, tak – przerwał mu zniecierpliwiony Boguc.
- To w końcu odkryliście, czy nie? – pytam. Ciągle męczy mnie Ukośność. Jak zwykle. Chyba będę rzygał.
- Tak. Okazało się, że Drugi Ukos różni się od Pierwszego.
- Jak? – pytam.
- Jest zamieszkały...
To szokująca informacja. Ukośny świat faluje i nieprzyjemnie buczy. Nigdy nie przyzwyczaiłem się do tego miejsca. Drugi Ukos ma swoich mieszkańców. Fuck.
- Wiecie coś więcej?
- Kotryś przypadkiem znalazł blokadę Drugiego Ukosu. Jest tutaj – Boguc zakreślił skomplikowaną linię ciągnącą się od obojczyka do lewego ucha.
- I co? – pytam.
Boguc jest wyraźnie przerażony. Reszta też.
- Oni tam są. Zawsze byli. Wyglądają trochę jak my. Ale są zupełnie inni. Mniejsi. Drugoukośni. Ale to nawet nie to. Oni są zupełnie nieludzcy. Jacyś źli... Puści. I oni zawsze nas widzą. Nauczyli się blokować cały Drugi Ukos przed Prostopadłami.
Prostopadły... Czyli my, ludzie. Nie wiem, kto wymyślił tę nazwę, ale się przyjęła.
- To jak ci się udało? – pytam Kotrysia. Ale kiedy to mówię, już wiem... Nie zablokowali Pierwszego Ukosu, ponieważ tutaj nikt nie mieszka. Nie spodziewali się, że ludzie znajdą ich drogą dookoła.
- I co teraz? - pytam.
- Musimy dostać się do Instytutu – mówi Boguc. – Drugoukośni są bardzo wkurwieni. Boimy się, czy nie stanie się coś złego. Wiesz... - urywa. – Ich jest chyba o wiele więcej niż ludzi.
Patrzę na niego.
- Ty też tam zajrzałeś? – pytam.
Krzywi się z niesmakiem i lękiem.
- Tak. Może na 30 sekund. Ale wystarczyło. Nigdy więcej nie chcę tam pójść.

Nie ma czasu do stracenia. Zakładamy na buty narty i szybko zjeżdżamy w dół. Po drodze mijamy ludzi, którzy nas nie dostrzegają. Nieprzyjemnie jest na nich patrzeć. Wydają się być dwuwymiarowi, nierzeczywiści, ukośni. Muszę sobie przypomnieć, że to nie oni, to ja. Oni są typowymi Prostopadłami. Tak samo jak ja i cała nasza paczka, kiedy nie badamy Pierwszego Ukosu.

Budzę się.

4 comments:

  1. Świetny początek lekkiej powieści scifi:) Może napiszesz?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Musiałbym dośnić resztę, a nie wiem, czy się uda ;)

      Delete
  2. Niesamowite, po prostu mnie zatkało.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha, mnie też:) Takie sny to ja mogę śnić:)

      Delete