Thursday, 9 April 2020

Sesja ślubna (karczochy)

























Wieczór, wyciszenie, dziura po zębie się goi, już nie boli. Namalowałem taką historyjkę, wiktoriańska sesja zdjęciowa, z elfo-duchami i okiem, na spotify leci Maribou State, spokojna, płynąca nutka. Zmieniłem opony na letnie, nikt mi nie wlepił mandatu. Później wyprawa do Kauflanda, tam dużo smakołyków, nie chodzę za często, bo nie wyrobiłbym finansowo. Kupiłem cztery dorodne karczochy, jutro będę warzył, cały dom będzie pachniał jak szuwary, ale pomimo bagnistego zapachu, uwielbiam ten smak i ten cały rytuał jedzenia karczocha. Nauczył mnie tego ktoś w Hiszpanii 20 lat temu. Nie pamiętam, kto, ale zostało to ze mną na zawsze. Domownicy cały dzień w ferworze pracy, Łukasz budował gołębnik, Szymon z dzieciakami rozwoził koński nawóz i orał (będą ziemniaki), Heniek naprawiał schody. Wychodziłem czasami do nich. Poczęstowałem wszystkich curry kokosowym na słodko-ostro. Dzieciaki prawie płakały, z nosa im ciekło, ale zajadały ze smakiem, jak zwykle. Od urodzenia przyzwyczaiłem je do egzotycznego jedzenia. Trochę mi samotnie i dziwnie, ale nie jest to tak palące, jak często bywa.

5 comments:

  1. Moja bratowa przywozi mi z Włoch serca karczochów w oliwie - fantastyczne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. W oliwie są bardzo fajne, ale świeże, gotowane i podawane z dipem jogurtowo-czosnkowym, po prostu czad. Odrywasz po listeczku, maczasz w dipie, wkładasz między zęby i ciągniesz. Miąższ jest po jednej stronie liścia i zostaje w ustach. Wreszcie dochodzisz do serca - wyrywasz i wyrzucasz pęk karczochowych włosów, które go porastają i zjadasz całe miękkie, rozpływające się w ustach serce...mmm:)

      Delete
    2. Opis niemalże pornograficzny:) Tak mnie zainspirował, że przy najbliższej okazji kupię karczochy ugotuję i spożyję:) Powiedz mi jeszcze, jak je przygotowujesz do gotowania - przycinasz końce liści i wyciągasz karczochowe okołosercowe owłosienie przed gotowaniem?

      Delete
    3. Haha, tak właśnie pomyślałem, że brzmiało erotycznie;) Nic nie przycinasz, rzucasz w całości do osolonego wrzątku. Gotujesz, aż poczujesz, że liście łatwo odchodzą i miąższ jest miękki. Może nie uściśliłem w pierwszym opisie: kiedy włożysz sobie list między zęby i pociągniesz, to miąższ zostanie w ustach, a samego liścia wyrzucasz. Im bliżej środka, tym liście delikatniejsze i większa część liścia nadaje się do spożycia. No i owłosienie wyciągasz, kiedy dojdziesz do samego środka. Teraz dip: jogurt, czosnek, cytryna, oliwa, pieprz i sól. To wystarczy:)

      Delete
    4. Łatwizna zatem. Ugotuję i spożyję zgodnie z powyższą instrukcją:)

      Delete