Thursday, 26 April 2018
Na nowo
Ciężki mam dziś dzień. Wczoraj, przedwczoraj, od dłuższego czasu próbuję wymyślić siebie na nowo, szukam znaków, drogowskazów, ale zamiast nich spotykam tylko ciszę. Boję się tej ciszy, ale nie mam wyboru. Taki jest czas, muszę znajdywać siebie po omacku.
Wczoraj z nad jeziora pojechałem na Magurkę. Zignorowałem zakaz wjazdu i wjechałem na samą górę. Zjadłem tam chleb z humusem i serem, popiłem sokiem pomarańczowym, zagrałem na ukulele kilka utworów w samochodzie. Co chwilę sprawdzałem maila. Wczoraj po kilku piwach napisałem M. parę słów. Nie odpisała. Głupio zrobiłem. Ona odbiera to inaczej niż ja. Dla nie to był mały epizod. Muszę zrozumieć, że te wszystkie uczucia są tylko moje.
Jestem teraz w domu. Rozpaliłem w kominku, bo mimo wiosny, chłód się wkradł w ściany. Słucham Strachy Na Lachy i Koniec Świata, moje ulubione zespoły. Jeśli kiedyś wspólnie wylądujemy na innej planecie, na pewno się zaprzyjaźnimy. Moi ludzie.
Napisałem dziś piosenkę, pewnie jutro ją nagram. Mam trochę problemu z bridgem między refrenem a zwrotką, ale pewnie uda mi się to ogarnąć, lepiej lub gorzej.
Mam lekkie wyobcowanie. Życie wydaje mi się snem. Myślę, że utrata pracy pozbawiła mnie gruntu pod nogami bardziej, niż myślałem. Czuję się jak liść na wietrze. Rzeczywistość odbieram jak zza grubiej, tłumiącej dźwięki i barwy zasłony. Wszystko wydaje mi się trywialne, nic nie znaczące. Tylko głębokie, szczere, proste piosenki, jak ta powyżej, mają jakiś smak.
Czuję więcej rzeczy. Brak wartości. Zdaję sobie sprawę, że niemądre jest oddanie swojej wartości w ręce innych ludzi i opierać się na czyimś osądzie w postrzeganiu siebie. Ale tak to u mnie działa. Nie jest mi łatwo zadedykować się komuś (M.), albo czemuś (praca). Jest to dla mnie wyjątkowe wydarzenie, ponieważ z reguły trzymam dystans od wszystkich (co jest wyjątkowo dziwne, zważywszy, jak głęboko potrafię podzielić się np. na tym blogu). Kiedy jednak to zrobię, wtedy jestem w bardzo delikatnym, kruchym położeniu. Nie potrafię oddzielić siebie od tego, w co zainwestowałem serce, wysiłek, kreatywność. Kiedy te osoby/rzeczy znikają, mam wrażenie, że tracę część siebie i później bardzo długo zajmuje mi rekonstrukcja.
Wednesday, 25 April 2018
Nad jeziorem - Międzybrodzie Bialskie
Obudził mnie sen. Wysunąłem się z namiotu. Księżyc odbijał się w jeziorze, wraz ze światłami latarni wzdłuż drogi i okien domków letniskowych. Usiadłem nad samym brzegiem i zapaliłem papierosa. Spróbowałem przypomnieć sobie, o czym śniłem.
Byłem na wyprawie z Mateuszem i Marem. Rozbiliśmy namioty na łące na wzgórzu nad miastem. Postanowiłem sobie zrobić samotny spacer. Szybko zgubiłem się w środku obcego, dziwnego miasta. Wsiadłem do tramwaju, ale po chwili zdałem sobie sprawę, że jeszcze bardziej się zgubiłem. Kiedy tramwaj dojechał do ostatniego przystanku, usłyszałem głos.
- Zgubileś się, kolego?
Motorniczym tramwaju była dziewczyna. Na oko koło trzydziestki, blond włosy, ładna w zadziorny, pewny siebie sposób. Spodobała mi się.
- Wstyd się przyznać, ale tak.
- Kiwnęła na mnie głową.
- Chodź, uratuję cię.
Zmieszany, ale zadowolony podążyłem za moją niespodziewaną wybawicielką.
Świetnie nam się rozmawiało. Pewnie poruszała się po labiryncie starych uliczek, a ja z każdym krokiem byłem coraz bardziej zadurzony. Pomyślałem, że poznanie jej było prawdziwym sensem mojej wyprawy.
Nagle sen się przerwał, a kiedy powrócił, leżałem już w namiocie. Zaklnąłem pod nosem. Byłem do pewnego stopnia świadomy, że to ciągle sen, spróbowałem więc przywołać obraz dziewczyny z tramwaju.
Zamiast tego zobaczyłem przez płachtę namiotu skradające sie męskie cienie. Wyszedłem na zewnątrz. Przede mną stała grupka Cyganów. Maro i Mateusz zdążyli już wyjść ze swoich namiotów.
Zaczęliśmy pertraktacje.
Obudziłem się.
I teraz siedzę na brzegu jeziora, trzęsąc się lekko z zimna i palę papierosy.
Monday, 23 April 2018
I znów coś się kończy
Niespodzianki losu. Nie wiem w jakim tonie o nich napisać. Zrobię punkty, tak najłatwiej.
1. W piątek pojechałem na Słowację. Droga w obie strony była czarująca: pulsująca wiosna, szeroka szosa, góry. W chatce u Martina byli starzy znajomi, alkohol, ogień, jedzenie. Na krótką chwilę oderwałem się od myśli o M., ale nie dałem rady się zgrać z ludźmi. Ich wesołe rozmowy, żarty, opowieści wydawały mi się płaskie, nie rezonowały z tym, co czułem. Kilka razy zupełnie się odłączyłem i czytałem książkę, a kiedy pod wpływem wina nie mogłem już czytać, słuchałem muzyki. Za wcześnie chyba dla mnie, żeby wejść w ten przyjemny, lekki gwar.
2. Zmagam się silnie z poczuciem utraty M. i żalu do niej. Mam wrażenie, że dawałem z siebie wszystko, żeby ten związek był dobry, pełny i harmonijny, ale nic nie działało. Z jej strony nie czułem wysiłku. Miałem wrażenie, że po dobrym początku z jej strony, relacja stała się jednostronna. Podczas gdy ja zrobiłem ją swoim światem, ona znudziła się, nie była zainteresowana intymnością, ale nowymi wrażeniami, rozrywką, innymi ludźmi. W pewnej chwili była wręcz rozdrażniona tym, że chcę się zbliżać, rozwijać ten związek w coś większego, poważnego. Kochając kogoś silnie i szczerze, taka reakcja partnerki jest nieprzyjemna, rozbijająca samoocenę, marzenia. Próbuję się z tym pogodzić, ruszyć dalej, ale brakuje mi jakiegoś, nie wiem, zamknięcia, podsumowania. No i tak zwykle, po ludzku tęsknię za jej bliskością.
3. No i wieść z dzisiaj. Pojechałem do pracy, jak zawsze w poniedziałek. W pewnym momencie podszedł do mnie szef i zmieszany zaczął tłumaczyć, że nie potrzebuje już moich usług. Bardzo mu przykro, ale firma ma zastój, więc nie ma dla mnie pracy. Zapłacił mi do końca miesiąca, zdałem klucz do biura i się pożegnaliśmy. Czuję się dziwnie. Jakby nie do końca to do mnie docierało. Bardzo lubiłem tę pracę, w końcu czułem się w czymś naprawdę dobry. Poza tym, w mojej sytuacji z M. ta praca była kotwicą, czymś fajnym, na czym mogłem się oprzeć. Nagle zniknęła. Mam teraz uczucie podwójnego odrzucenia. Niezbyt miłe uczucie. Nie jestem załamany (choć zaczekam, aż zejdzie szok;), dam sobie radę, spróbuję wdrożyć się we freelancing. Ale smutek jest silny.
4. Nie wiem, kiedy zarobię kolejne pieniądze, więc kupiłem sobie mega wygodne sandały na lato:)
Thursday, 19 April 2018
Spišská Stará Ves
Cudny, słoneczny dzień. Jestem w biurze, tylko Magda i ja. Ona coś skrobie w mediach społecznościowych na temat naszego nowego produktu, a ja właśnie skończyłem projekt mojej pierwszej stronki internetowej. Czuję satysfakcję, ale uświadomiłem sobie, że czeka mnie jeszcze długa droga.
Korzystając z pogody poszwendam się po Bielsku. Zaprosiła mnie na kawę koleżanka, posiedzę z nią pewnie z godzinkę. Wcześniej zjem coś dobrego. W "Zupolandii" podają pyszne kotleciki brokułowe z sosem czosnkowym i surówkami, jestem tam częstym gościem.
Zmieniłem plany na weekend. Starzy znajomi organizują ognisko i sporą imprezę na Słowacji, postanowiłem się do nich wybrać. Znalazłem malowniczą trasę: część przez Słowację, a część po naszych polskich górach. Prawie trzy godziny drogi. Uwielbiam takie przejażdżki. Martin, mój imiennik-myśliwy gotuje gulasz z jelenia, ale Bianca obiecała zrobić coś wegetariańskiego, więc nie będę głodował:). Cieszę się na ten wyjazd. Dawno tak głęboko nie oddychałem.
Korzystając z pogody poszwendam się po Bielsku. Zaprosiła mnie na kawę koleżanka, posiedzę z nią pewnie z godzinkę. Wcześniej zjem coś dobrego. W "Zupolandii" podają pyszne kotleciki brokułowe z sosem czosnkowym i surówkami, jestem tam częstym gościem.
Zmieniłem plany na weekend. Starzy znajomi organizują ognisko i sporą imprezę na Słowacji, postanowiłem się do nich wybrać. Znalazłem malowniczą trasę: część przez Słowację, a część po naszych polskich górach. Prawie trzy godziny drogi. Uwielbiam takie przejażdżki. Martin, mój imiennik-myśliwy gotuje gulasz z jelenia, ale Bianca obiecała zrobić coś wegetariańskiego, więc nie będę głodował:). Cieszę się na ten wyjazd. Dawno tak głęboko nie oddychałem.
Tuesday, 17 April 2018
etc.

Ufff... Co za rok. Niestety (i na szczęście) ten okres zbliżył się do końca.
Jest mi trochę przykro, niewygodnie. Ostatnie 8 miesięcy zainwestowałem siebie w uczucie i związek, który ostatecznie nie wytrzymał próby czasu (nie pierwszy raz, zrywaliśmy regularnie, ale tym razem...). Choć czuję pewną ulgę, że się skończył (było więcej szarpaniny niż spokoju), to równocześnie jest mi żal, tęsknię i rozkminiam, co poszło nie tak. Zresztą wiem, co poszło nie tak. Nie potrafiłem zbudować trwałego mostu do jej serca, myślę zresztą, że to może być zadanie niewykonalne dla nikogo. Mógłbym sporo pisać o tym, co się wydarzyło i co zrobiła, ale nie chcę w to wchodzić. I tak za dużo o tym myślę, a chciałbym, żeby uczucia związane z M. uspokoiły się i żeby jej postać nie była drzazgą w moim życiorysie, ale słodko-gorzkim, stonowanym wspomnieniem.
Czuję się troch wyblakły, nietowarzyski, spędzam dużo czasu sam. Albo w domu przy serialu bądź książce, albo na wycieczkach samochodowych po dalszych i bliższych okolicach. Byłem nawet w Bieszczadach, czasem jeżdżę na saunę i basen. Chciałbym się jednak wyrwać z tej izolacji. Zostałem zaproszony na sobotnią wycieczkę po górach koło Bielska. Niedawno byłem na Krawcowym Wierchu, tam poznałem bardzo sympatyczną grupkę ludzi. Pozostaliśmy w kontakcie i wczoraj zaprosili mnie, żebym do nich dołączył. Mamy zacząć gdzieś w Jaworzu i kilka godzin iść trasą w stronę Bielska, przez góry i lasy. Z jednej strony nie mam ochoty na towarzystwo, czuję się ostatnio mrukiem, ale z drugiej to myślę, że przyda mi się zmiana scenerii społecznej. Za dużo ostatnio było dramatu i toksyczności, potrzebuję pobyć z ludźmi, którzy nic ode mnie nie chcą, ani ja nic od nich. Ot, pogadać, pośmiać się, napić, wymienić historiami.
W pracy rozwijam kompetencje. Szef zaproponował mi, żebym zrobił kurs projektowania stron internetowych. Ostatnie trzy tygodnie zakuwam. Wczoraj dostałem pierwsze zlecenie, prosta strona dla trenera personalnego. Po kilku godzinach walki z kodem zdałem sobie sprawę, że jestem w czarnej dupie. Na szczęście dowiedziałem się o czymś takim, co nazywa się bootstrap (coś w rodzaju biblioteki kodów). Dziś znalazłem jedną z ich templatek i skupiłem się na edycji kodu, żeby uformować ją, tak jak chcę. No ale nie martwię się, w sumie to był tupet, żeby po 3 tygodniach nauki próbować zrobić stronę internetową od zera:) Zresztą edycja kodu na tym etapie to też niezłe wyzwanie dla mnie i pewnie zejdzie mi do końca tygodnia, żeby zrobić tę stronę tak, jak chcę.
Lista podsumowująca:
1. ...
2. siłą popycham się do nowych ludzi, żeby zresetować duszę.
3. aha! zrobiłem ogródek! ponad tydzień pracy, teraz tylko podlewać, pielić i modlić się, żeby nie przyszedł mróz:)
4. Bieszczady są piękne.
5. ciągle uwielbiam jazdę samochodem.
6. zapomniałem (a może nigdy nie umiałem?), jak cieszyć się samotnością.
7. szukam ciekawej, pięknej książki, która porwie moje serce i umysł. Jak ktoś, coś, to pomóżcie:)
8. zacząłem znów pisać w papierowym dzienniku, dużo w nim też rysuję głupotek (ilustracja powyżej).
Wednesday, 21 March 2018
Księżyca Kieł - Księżycowy Terrorysta
Księżyca Kieł
(Ballada o pewnej miłości)
1
Wierze, że zbudujemy chatkę tam,
tam w Beskidach na tej działce, którą dziadek dał.
To jest działka budowlana, dojazd, prąd i 10 arów,
z ganku widać będzie purpurowy zachód.
A jeśli przyjdzie wojna, wykopiemy w lesie schron,
tam Ci będę grał i śpiewał, zdobędziemy jakąś broń.
Coś nam czasem upoluję, jakąś kurę, albo szczura,
no a w nocy Cię przytulę, zaśniesz, a ja będę czuwał.
A ona z kieszeni brzytwę wyciąga,
uśmiech jej ostry jak księżyca kieł,
nachyla się blisko i oddechem pieści,
anieli niebiescy, w opiece miejcie mnie.
ref
Mówią, ze wybrać można sobie dom,
ale ja wybrać nie mogę, moim domem jesteś Ty,
jeśli zechcesz popłyniemy, gdzieś daleko pojedziemy,
albo tutaj zostaniemy, mój dom tam gdzie Ty.
2
Posadzę nam śliwki, i gruszki, jabłonki,
w Twoim łonie zasieję chłopców i dziewczynki,
jeśli będę musiał w korpo zarabiać do śmierci,
nie mam z tym problemu, niech się koło świata kręci.
Zawsze będę anarchistą, wolność, wolność, nade wszystko,
jedna rzecz jest większa jednak, to jest Twego ciała bliskość.
Oddam wolność za dom z Tobą, żebym zawsze mógł być obok,
szukam Ciebie zawsze, wszędzie, Twoje serce, moje serce.
A ona z kieszeni brzytwę wyciąga,
uśmiech jej ostry jak księżyca kieł
nachyla się blisko i oddechem pieści
anieli niebiescy, w opiece miejcie mnie
ref
Mówią, ze wybrać można sobie dom,
ale ja wybrać nie mogę, moim domem jesteś Ty,
jeśli zechcesz popłyniemy, gdzieś daleko pojedziemy,
albo tutaj zostaniemy, mój dom tam gdzie Ty.
Wednesday, 14 March 2018
Saturday, 10 March 2018
O'Kruca
Wieczór. Trochę kiepski, jak zresztą cały dzień, może nawet tydzień. Słucham Donguralesko i Łony, piję likier z leechy, który Yoyek przywiózł mi z Berlina. Ohyda, ale mocne. Obudziłem się o piątej rano, nie mogłem już zasnąć, męczony myślami, o tym co bym chciał, a co nie mam. W końcu koło 5:30 wyszedłem w poranny półmrok i wsiadłem w samochód. Zrobiłem jakieś 200 kilometrów, dla oczyszczenia głowy, słuchając niewyraźnych, nieznanych stacji radiowych i paląc papierosy z klikiem. Odwiedziłem Zakopane, połaziłem po Krupówkach, kupiłem nowe trampki, bo stare przemokły (dziura). Wróciłem przez Słowację. Lubię prowadzić samochód, teraz nawet bardziej, bo kupiłem "nowe" Renault Scenic z 2001, silnik 2.0, 150 koni. Daje radę. Audi na szczęście odeszło w przeszłość, zanim zdążyło mnie zrujnować. Odczucia na teraz: dysonans, rozczarowanie, złość, smutek. Wpasowuję się w agresywne bity DonGuralesko.
Thursday, 11 January 2018
Babska muzyka
Z M. sypnęło nam się w końcu. Podejrzewałem, że tak będzie, za dużo mieliśmy dysonansów, ale szkoda mi, przywiązałem się do dziewczyny. No trudno:)
Już połowa drugiego miesiąca w nowej pracy. Jestem w miarę zadowolony. Mam dużą swobodę, jeśli chodzi o kreatywność, godziny pracy, nawet miejsce pracy, bo mogę pracować też z domu. Kasa również niezła.
Od przyszłego miesiąca zaczynam grupową terapię DDA. Miałem kilka indywidualnych sesji, czuję, ze bardzo pomocnych. Widzę kilka miejsc, nad którymi chcę popracować. Szczególnie moje uzależnianie się od partnerki. Sytuacja z M. dużo mi uświadomiła. Ale nie chcę zagłębiać się za bardzo w temat tutaj.
Po obejrzeniu Mad Mena, wkręciłem się w The Office.
Czuję się marudny ostatnie dwa tygodnie (od zerwania). Zobaczymy, co przyniesie nowy rok.
Zacząłem słuchać ostatnio babskiej muzyki:)
Już połowa drugiego miesiąca w nowej pracy. Jestem w miarę zadowolony. Mam dużą swobodę, jeśli chodzi o kreatywność, godziny pracy, nawet miejsce pracy, bo mogę pracować też z domu. Kasa również niezła.
Od przyszłego miesiąca zaczynam grupową terapię DDA. Miałem kilka indywidualnych sesji, czuję, ze bardzo pomocnych. Widzę kilka miejsc, nad którymi chcę popracować. Szczególnie moje uzależnianie się od partnerki. Sytuacja z M. dużo mi uświadomiła. Ale nie chcę zagłębiać się za bardzo w temat tutaj.
Po obejrzeniu Mad Mena, wkręciłem się w The Office.
Czuję się marudny ostatnie dwa tygodnie (od zerwania). Zobaczymy, co przyniesie nowy rok.
Zacząłem słuchać ostatnio babskiej muzyki:)
Friday, 29 December 2017
Subscribe to:
Posts (Atom)



