Thursday, 31 May 2018
Zapach burzy
Powietrze pachnie zbliżającą się burzą. Usiadłem na szczycie góry i patrzę w dół, na bacówkę, turystów i dalej, na pofałdowane łańcuchy gór, stalowe chmury zbliżające się z zachodu i niewyraźne smugi deszczu gdzieś na horyzoncie.
Poczułem dziś spokój i radość z bycia sobą. Dawno nie odwiedzały mnie te odczucia, więc nie chcę się stąd ruszać, żeby ich nie spłoszyć. Oddycham pełną piersią i po prostu cieszę się istnieniem, wolnością, nowo poznanymi lekcjami.
Ostatnie kilka dni trochę piłem z chłopakami, nie wspominając o paleniu. Od dłuższego czasu tak sobie radzę ze stresem i trudnymi emocjami. Dzis jednak nie mam najmniejszej ochoty na znieczulenie się.
Lista wczorajsza, nieco zamglona:
1. Pierwsza oficjalna próba mojej muzyki z akompaniamentem chłopaków. Za miesiąc nasz pierwszy koncert, musimy się przyłożyć.
2. Nieprzyjemna wizyta ducha z przeszłości. Na szczęście szybko sobie poszedł. Przypomniałem sobie jego manipulacje, podkopywanie, dwulicowość. Kontakt z tego typu osobami nauczył mnie ostatnio bardziej dbać o swoje granice i nie odsłaniać się zbyt łatwo. Nie wszyscy są prawdziwi i szczerzy, jak chciałbym ich widzieć.
3. Lubię tutaj być. Mieć zajęcie, obowiązki, dobre towarzystwo. To dobre fundamenty, żeby pomóc w uzdrawianiu siebie.
4. Po próbie zespołu ognisko z grupką młodych ludzi. Whiskey, palenie, jam session, trochę flirtu, ale bez przywiązania i niecnych zamiarów. Ot tak, dla znośniejszej lekkości bytu. Urwałem się o 2 rano, żeby złowić choć kilka godzin snu przed dniem pracy.
Monday, 28 May 2018
Mały krok
Wydarzyło się wczoraj i wyglądało to tak: odwoziłem Tatianę do Krakowa. Na dwupasmówce koło Czechowic wjechał na nas TIR. Uderzył mnie w bok samochodu. Rozbita szyba obsypała mnie gradem szkła. Tania zaczęła krzyczeć i zamknęła oczy. Odbiło nas od ciężarówki i uderzyliśmy w barierkę. Odbiliśmy się i nagle znaleźliśmy się przed TIRem, który przez chwilę popychał nas zderzakiem, aż zsunęliśmy się i nagle wylądowaliśmy tyłem do przodu na drugim pasie. Zatrzymaliśmy się. Tania otworzyła oczy, ale zaczęła znów krzyczeć, kiedy z naprzeciwka zaczął zbliżać się na nas na czołowe zderzenie inny TIR. Zatrzymał się metr od nas.
Nic nam się nie stało, ani zadrapania. Samochód skasowany.
Najbardziej bałem się o Tanię. Strasznie mi jej było szkoda. Pamiętam też uczucie oczekiwania. W co uderzymy i jakie kości połamiemy. Albo może zginiemy?
Później, gdy już czekaliśmy na policję i straż pożarną, pomyślałem, że to niezłe zakończenie ostatniego okresu w życiu. Nie będę pisał już o M. Puszczam się jej.
W firmie zajmującej się ubezpieczeniami dostałem samochód zastępczy. Ponieważ nie mieli niczego w mojej klasie, dostałem ekskluzywnego Forda. Jechałem do domu trochę w szoku, a trochę delektując się jazdą luksusowym samochodem. Pomyślałem, że fajnie byłoby być bogatym.
Po tym wszystkim nie chciałem siedzieć sam w domu. Wszedłem do chłopaków na Krawcowy, gdzie w przyjaznej atmosferze piliśmy whiskey i rozmawiali do północy.
Nic nam się nie stało, ani zadrapania. Samochód skasowany.
Najbardziej bałem się o Tanię. Strasznie mi jej było szkoda. Pamiętam też uczucie oczekiwania. W co uderzymy i jakie kości połamiemy. Albo może zginiemy?
Później, gdy już czekaliśmy na policję i straż pożarną, pomyślałem, że to niezłe zakończenie ostatniego okresu w życiu. Nie będę pisał już o M. Puszczam się jej.
W firmie zajmującej się ubezpieczeniami dostałem samochód zastępczy. Ponieważ nie mieli niczego w mojej klasie, dostałem ekskluzywnego Forda. Jechałem do domu trochę w szoku, a trochę delektując się jazdą luksusowym samochodem. Pomyślałem, że fajnie byłoby być bogatym.
Po tym wszystkim nie chciałem siedzieć sam w domu. Wszedłem do chłopaków na Krawcowy, gdzie w przyjaznej atmosferze piliśmy whiskey i rozmawiali do północy.
Wednesday, 23 May 2018
Na pustyni
Obudził mnie koszmar. Spotkałem się w nim z M. Próbowałem jej wytłumaczyć, że akceptuję ją taką, jaką jest, że nie musi się bać, że będę ją zawsze kochał. Ona nic nie mówiła, patrzyła tylko smutno. Oczy miała czerwone od płaczu. Spytałem jej, czy jest ktoś inny. Zawahala się, ale kiwnęła potwierdzająco głową. Poczułem ogromny żal.
Leżałem przez chwilę, próbując odzyskać balans, ale widziałem, że ten dzień już jest stracony. Spakowałem do samochodu śpiwór, karimatę i ukulele, i ruszyłem w trasę. Kilka godzin na polnych drogach i małych szosach.
Siedzę teraz na Pustyni Błędowskiej. Pada deszcz. Zjadłem kawałek wczorajszej pizzy i palę papierosy, patrząc na brudny piasek i stalowe niebo. Dopiero południe. Chciałbym jeszcze gdzieś pojechać, sam nie wiem gdzie. Najbardziej na Gdańską. Wjechać windą na dziesiąte piętro, usiąść przy małym stoliku w kuchni i pić z nią kawę i palić pall malle z klikiem.
Trwa już ten żal i trwa. Chciałbym, żeby już przestał tak trwać. Miłość czasami jest głupia. Kochać kogoś tak mocno, nawet jeśli ten ktoś nie daje z siebie nic. Kogoś, dla kogo bliskość to zagrożenie i nuda. Tęsknię za nią. Myślę, jak sobie radzi po odejściu siostry, jak daje radę w pracy, co robi wieczorem, czy je wystarczająco, czy dobrze śpi. Nie zrobię już jednak żadnego ruchu w jej stronę, nigdy. Nie miałoby to już sensu. Dla niej jestem małym, głupim chłopcem. Nie wiem skąd się to wzięło, dlaczego powoli zepchnęła mnie na tę niewygodną pozycję. Niczym na to nie zapracowałem.
Pozwalam więc, żeby czas oczyścił mnie z uczucia.
Friday, 18 May 2018
Sunshine
Coś się zmienia. Na lepsze. Dystans od M. zaczyna rodzić owoce. Wraca moje poczucie wartości, radość z wolności i z kreatywności. Zaczynam sobie przypominać, że jestem silnym, fajnym chłopakiem z ciekawą osobowością i cennymi rzeczami do zaoferowania :) Zaczynam otwierać się na ludzi, nowe znajomości, przyszłość też nabiera barw. Powoli oddycham pełną piersią. Oczywiście to jest długi proces, trochę jeszcze zajmie mi powrót do normy, ale widzę, że będzie dobrze.
Dziś przyjeżdża do nas Tania. Jadę wieczorem odebrać ją z lotniska. Zostaje 10 dni z moją rodziną. Ciesze się na spotkanie i jej dojrzałe, wesołe towarzystwo. Jutro wpada też do mnie na górę niedawno poznana koleżanka, myślę że fajnie spędzimy weekend.
Dziwnie tak pisze mi się o pozytywach. Ten blog często jest dla mnie miejscem, gdzie przychodzę leczyć rany. Kiedy natomiast jest dobrze, to po prostu cieszę się życiem i nie czuję potrzeby dokumentowania. Chciałbym to zmienić.
Dziś przyjeżdża do nas Tania. Jadę wieczorem odebrać ją z lotniska. Zostaje 10 dni z moją rodziną. Ciesze się na spotkanie i jej dojrzałe, wesołe towarzystwo. Jutro wpada też do mnie na górę niedawno poznana koleżanka, myślę że fajnie spędzimy weekend.
Dziwnie tak pisze mi się o pozytywach. Ten blog często jest dla mnie miejscem, gdzie przychodzę leczyć rany. Kiedy natomiast jest dobrze, to po prostu cieszę się życiem i nie czuję potrzeby dokumentowania. Chciałbym to zmienić.
Wednesday, 16 May 2018
Czułki
Przez dwa dni w schronisku nie było nikogo. Spodobało mi się to, choć przez chwilę czułem niepokój. Szczególnie wieczorem, zdając sobie sprawę, że jestem sam w chatce na szczycie góry, otoczony lasem, nocnym niebem i duchami. Ale niepokój szybko przeszedł i już tylko delektowałem się cichym graniem słowackiego radia, trzaskaniem drwa w piecu i uczuciem ciepłej samotności. Pomyślałem sobie, że fajnie by tak było spędzić samemu z tydzień albo dwa. No ale już od jutra pełno turystów. Zresztą to też jest fajne, czasami zdarzają się naprawdę świetni ludzie.
Pomimo bycia sam, miałem trochę miłego towarzystwa. Z mediów społecznościowych wyciągnęło do mnie czułki parę przyjaznych dusz, wzbudzając na mojej twarzy uśmiech.
Dziś będzie fajny dzień.
Monday, 14 May 2018
Notebook, trochę o miłości.
Siedzę sam w górach. Przeziębienie ciągle trzyma. Leczę się grzańcem i papierosami. Dużo smutku. Włączyłem sobie "Notatnik", żeby choć z daleka popatrzeć na prawdziwą miłość. Wciągnął mnie kompletnie, choć widziałem nieraz. Oczywiście się popłakałam. Dzięki Bogu, że schronisko puste, bo nie chciałbym zasmarkany i załzawiony robić komuś bigosu.
Słysze często od przyjaciół, którzy chcą dobrze, że miłość do drugiej osoby to nie wszystko, że trzeba pokochać siebie i wtedy można być szczęśliwym. Ale jakoś w to nie wierzę. Miłość, która pochodzi z jedności dwóch dusz, ze wspólnej walki, zmagań, czułości, lojalności, wzbogaca duszę, zwycięża samotność, którą emanuje nasz zimny, bezkresny wszechświat. Nią zwyciężamy bezosobowe, piękne galaktyki, czarne dziury i pulsary. Choć inne rzeczy są ważne, kariera, pasje, duchowość, to bez miłości są mniejsze, niepełne, smutniejsze.
Słysze często od przyjaciół, którzy chcą dobrze, że miłość do drugiej osoby to nie wszystko, że trzeba pokochać siebie i wtedy można być szczęśliwym. Ale jakoś w to nie wierzę. Miłość, która pochodzi z jedności dwóch dusz, ze wspólnej walki, zmagań, czułości, lojalności, wzbogaca duszę, zwycięża samotność, którą emanuje nasz zimny, bezkresny wszechświat. Nią zwyciężamy bezosobowe, piękne galaktyki, czarne dziury i pulsary. Choć inne rzeczy są ważne, kariera, pasje, duchowość, to bez miłości są mniejsze, niepełne, smutniejsze.
Sunday, 6 May 2018
Regeneracja
Jestem na Krawcowym Wierchu. Pomagam chłopakom ogarnąć weekend, bo spory ruch. Możliwe, że teraz będę tutaj częściej. Straciłem stały dopływ gotówki, tak że tutaj mogę coś zarobić, a przy okazji popracować w dobrym towarzystwie. Oprócz tego szef ze starej pracy już się odezwał ze zleceniem na tekst reklamowy, więc w sumie jakoś się wszystko kręci, z głodu nie umrę.
Towarzystwo chłopaków ma na mnie dobry wpływ. Są bardzo otwarci, weseli, swojscy. Zawsze mieliśmy dobra relację. Cieszę się na spędzenie wiosny i lata wspólnie. Myślę, że pomoże mi się to zregenerować.
Towarzystwo chłopaków ma na mnie dobry wpływ. Są bardzo otwarci, weseli, swojscy. Zawsze mieliśmy dobra relację. Cieszę się na spędzenie wiosny i lata wspólnie. Myślę, że pomoże mi się to zregenerować.
Friday, 4 May 2018
Bałkańska przygoda 4
Po krótkiej wizycie w Budapeszcie (paskudne korki i nagorszy falafel, jaki jadłem w życiu) skierowałem się w stronę domu.
W ten ostatni dzień podróży poczułem wreszcie spokój i jakieś głębokie zadowolenie. Myślę, że spokój przyszedł z wewnętrznego zamknięcia okresu z M., oraz z satysfakcji, że udało mi się zrobić tę spontaniczną i samotną podróż. Włóczęga tak na mnie działa. Doświadczenie czystej samotności i bezcelowe przemierzanie Ziemi oczyszcza serce i duszę. Jest to doświadczenie równocześnie trudne i piękne. Rzeczy, które tliły się niejasno w środku, ale którym codzienność nie pozwalała na pełne uświadomienie, w czasie długich godzin i dni w Drodze wychodzą na powierzchnię. Czasami to boli, męczy, prześladuje, ale przychodzi moment przesilenia i uwolnienia. Pamiętam długie wędrówki z przeszłości. Portugalia, Hiszpania, Dania,) Lake District, Camino. Każda z tych podróży była dla mnie ważna. Myślę, że każda z nich zamknąłem jakiś okres w życiu.
Lista podróżna 4
1. Jechałem cały dzień w rozchłestanej koszuli, smierdzący, przepocony, rozczochrany i w ogóle mi to nie przeszkadzało. Po prostu przestałem się przejmować. Ten moment zawsze do mnie przychodzi w którymś momencie podróży. Uwielbiam.
2. Ciekawe jak zmienia się perspektywa. Spacerując po Budapeszcie, 400 km od domu, czułem się prawie jak u siebie na podwórku.
3. Płyta podróży: Strachy na Lachy "Przechodzeń o świcie" Genialna. Poznałem ją na wylot. Szczerość, empatia, smutek. Czad.
4. Miałem ochotę pomóc jakimś autostopowiczom, ale nie spotkałem ani jednego.
5. Dom zaczyna się tam, gdzie wyłączasz nawigację.
Bałkańska przygoda 3
Oczy mi się już kleją. Prowadziłem dziś 16 godzin. Chcę jednak napisać kilka słów, żeby podsumować dzień.
Jestem na stacji benzynowej 80 km na południe od Budapesztu. Ale po kolei.
Obudziłem się na kempingu pod Dubrownikiem o 4 rano na sporym kacu. Napiłem się soku i chciałem jeszcze pospać, ale nie dałem rady. Pociąg myśli zaczął się rozpędzać, nie dając mi szansy na sen, dałem sobie więc spokój. W bladym świcie złożyłem namiot, wyrzuciłem śmieci, zapaliłem papierosa (bez porannej kawy to porażka) i ruszyłem.
Plan był taki, żeby wjechać do Czarnogóry. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, że z Dubrownika do Czarnogóry jedzie się przez Bośnię. Na granicy celnicy poinformowali mnie, że potrzebuję zieloną kartę. Kosztowało mnie to 40 euro. Urzędnik, który załatwiał formalności powiedział, że skoro chcę jechać do Serbii, żebym dał sobie spokój z Czarnogórą, bo to nic ciekawego, ale zamiast tego, żebym pojechał do Wyszehradu i tamtędy przedostał się do Serbii. Pomyślałem, że dlaczego nie.
Przed samym wjazdem do miasta GPS pokierował mnie w lewo i nagle zamiast przekraczać granice z Serbią, wspinałem się po stromych serpentynach w kierunku północnym. Widok zapierał dech w piersiach. W dole rozciągał się wspaniały Wyszehrad otoczony koroną gór. Zastanawiałem się, czy nie zawrócić i nie trzymać się pierwotnego planu, ale nie chciało mi się znów pokonywać tych samych ścieżek, postanowiłem więc kontynuować.
Wkrótce szosa zamieniła się w wiejska drogę, aby po chwili skurczy się do leśnej ścieżki. Aż w końcu zdradziecka nawigacja ogłosiła, że nie ma tam drogi. Dzięki. Zacisnąłem zęby i stwierdziłem, że nie wracam, choćbym miał ten samochód przenieść przez las na własnych rękach. Po jakiejś godzinie znów pojawił się asfalt (pamiętający chyba jeszcze czasy Tito), a wraz z nim pojedyncze chaty. Choć nie wiedziałem, gdzie jestem, to odetchnąłem z ulgą.
Było tam niezwykle pięknie. Bałkany dokładnie takie, jakie sobie wyobrażałem. Choć ciągle byłem zestresowany szukaniem drogi, to poczułem się swojsko, słowiańsko, nie tak jak w ładnej ale obcej Chorwacji.
Wśród sypiących się chat wypatrzyłem jakąś starowinkę. Zatrzymałem samochód i spytałem gdzie jestem i jak mam jechać na północ. Ani ja jej nie zrozumiałem, ani ona mnie, jak myślę, ale widząc z jakim entuzjazmem pokazuje kierunek, zdałem się na nią.
Po minucie obudził się GPS i triumfalnie ogłosił, że droga się odnalazła.
Było już popołudnie. Zastanowiłem się, co zrobić. Gdybym odbił na Wschód, na Serbię, to trasa przedłużyłaby się o kolejny dzień, a szczerze mówiąc byłem już zmęczony i chciałem wracać do domu. Nie wspominając o topniejacych pieniądzach (biorąc pod uwagę utratę pracy, kto wie, kiedy wpłyną następne). Pomyślałem, że Bałkany to jednak wielkie, różnorodne miejsce, trudno zobaczyć wszystko w czasie jednej wyprawy. Wpisałem więc w nawigację Dom, żeby znaleźć najkrótsza drogę.
Lista podróżna 3
1. Pod wieczór, na Węgrzech zacząłem już wyraźnie czuć swój zapach, ale jak na złość nie mogłem znaleźć ustronnego miejsca, żeby wziąć kąpiel z butelki i przebrać bieliznę. W końcu zatrzymałem się w zatoczce przy drodze i wystawiony na widok publiczny, doprowadziłem się do porządku.
2. W Bośni naprawdę kochają swoją tradycyjna muzykę. Jakiś czas fajnie się słuchało radia, ale w końcu miałem dość bałkańskiego akordeonu. Niestety, nie udało mi się znaleźć stacji ze współczesną muzyką, żeby y posłuchać Dua Lipa na przyklad:)
3. Ciągle Bośnia: tyle piekna w tych górach. Cudnego, monumentalnego, soczystego, zielonego, świeżego. W pewnym momencie mózg czuje się już tym zalany, więcej nie może przyswoić. Pomyslalem z zazdrością, że nasz Beskid Żywiecki to mały bidulek.
4. Cieszę się z tej wycieczki. Choć przeżyłem ją w smutnej sytuacji osobistej, która, nie ukrywam, ciążyła mi cały czas, nawet w snach, to doceniłem Bałkany. Są takie, jakie sobie wyobrażałem i więcej. Będę tu wracał.
5. Myślę, że te 6 dni, wliczając jutrzejszy, pomogły mi trochę oczyścić głowę, naprostować pewne rzeczy i zamknąć sprawy.
M. nie była dziewczyna dla mnie. Dobrze się stało, że nie wyszło. Poza samym początkiem i krótkimi momentami szczęścia, to była prawdziwa męka. Inne wartości, inna moralność, inne podejście do życia, miłości, ludzi. Cieszę się, że odzyskuję siebie.
6. W małym, bośniackim miasteczku grupa Cyganów, grająca na trąbkach w opuszczonej, zrujnowany, komunistycznej restauracji.
Monday, 30 April 2018
Bałkańska przygoda 2
Znów nie udało się znaleźć fryzjera. W Dubrowniku chcieli 100 złotych, a w wiosce, w której teraz jestem, była wąska, kręta droga ze stromymi poboczami, więc dałem sobie spokój. Tym bardziej, że byłem w szoku. Kilka minut wcześniej o mały włos nie zginąłem. GPS sprowadził mnie na manowce : ślepą, wąską uliczkę. Na główną drogę mogłem wjechać tylko tyłem. Byłem już w połowie na drodze, kiedy znienacka zza zakrętu wyjechał autobus z dużą szybkością. Nic nie mogłem zrobić. Zamknąłem oczy i czekałem na pocałunek śmierci.
Po tej akcji straciłem ochotę na szukanie fryzjera.
Zatrzymałem się na polu namiotowym przy plaży. Taniej niż wczoraj w Splicie i bardziej nieformalne, choć też przeważają niemieccy emeryci.
Teraz, siedzę na skalistej plaży, jem czipsy, piję wino, wyciszam się.
Rano byłem pełen energii i entuzjazmu (stosunkowo :). Myślę, że to wczorajszy wpis na blogu mnie jakoś oczyścił. Otwarcie nawiązałem do pewnych rzeczy, uwierzyłem w Power of vulnerability. Ruszyłem więc rześko w stronę Dubrownika. Po drodze zabrałem parę autostopowiczów z Polski, Martę i Marcina.
Dubrownik choć piękny, to nie skradł mojego serca. Znalezienie miejsca parkingowego zajęło mi chyba godzinę. Kiedy wreszcie znalazłem, okazało się, że godzina kosztuje jakieś 20 złotych. Pochodziłem po starych uliczkach, przeciskając się przez tłum. Byłem głodny, ale ceny były dwa razy wyższe od londyńskich, więc przekornie dałem sobie spokój. Znalazłem w internecie namiar na kemping jakieś 7 km od Dubrownika i uciekłem z tego buzującego turystami, tłokiem i chciwością miasta.
Plan? Nie wiem. Chyba już dojadę do Czarnogóry, skoro jestem tak blisko. Później zacznę kierować się już na północ. Cieszę się na wyjazd z Chorwacji. Nasyciłem się już śródziemnomorskim klimatem, mam dość turystów, więc z ulgą ruszę w dzikie krainy. Mam nadzieję, że Serbia i Rumunia mnie nie rozczarują.
Lista podróżna 2
1. Coś mi zaczyna strzelać w skrzyni biegów. Albo już byłem zmęczony i kiepsko operowałem biegami, albo setki kilometrów po serpentynach i górach odbiły się na zdrowiu mojej Reni. Oby dojechać do Polski.
2. Chcę poczytać o historii Chorwacji. Czy byli tu Rzymianie? Tak mi się skojarzyło w Dubrowniku.
3. Lazurowe morze, szosa, zielone oazy, pięknie. A zaczęło się od namiotu nad jeziorem Żywieckim. Gdybym miał kasę, jechałbym dalej na południe. Grecja, Turcja, a może i jeszcze dalej. A gdyby Renia zdechła, to dalej jechałbym stopem. Do Indii. I może okazałoby się, że Ziemia się nie kończy. Albo jest płaska i spadłbym z krawędzi na skorupę żółwia, a tam mieszkaliby całkiem inni ludzie, rosłyby dziwne owoce i śniłyby się całkiem inne sny. Miłość spadałaby z gwiazd w jedną noc w roku i odkryłbym, że oryginalny jazz pochodzi z trąby niebiańskiego słonia.
4. Robię świadomy wysiłek, żeby nie pisać o M.
5. Kiedy dziś o mały włos nie straciłem życia w potencjalnie okrutnym i krwawym wypadku samochodowym, pomyślałem: istnieje taka możliwość, że w tym życiu nie znajdę już prawdziwej bratniej duszy. Życie jest tak niepewne jak kropla wody na płatku lotosu. "Są inne światy niż ten, Rewolwerowcze" powiedział Jake do Rolanda.
Subscribe to:
Posts (Atom)





