Wednesday, 19 January 2022
Policjantka - sen
Wednesday, 12 January 2022
Jest w pytę
Tuesday, 11 January 2022
Jak smakują ziemniaki
Ostatnie dwa posty usunąłem z bloga. Takie ecie pecie, o randce, nadziejach. Niby nie lubię się cenzurować, ale głupio tak, kiedy po słodziakowaniu okazuje się, że laska ma nierówno pod sufitem i znienacka poznaję opinie na temat miniaturowych części mojej anatomii, że inni byli lepsi i że mam wypierdalać. Nie będę się żalił, że mam pecha, ot proza życia, wielu ludzi w tym oceanie tonie, albo już się utopiło, tylko jeszcze chodzą, jedzą, oddychają, wydają dźwięki. No mi się to nie przytrafi. A przynajmniej dopóki będę czytał Stasiuka i miał dystans do siebie i tych wszystkich rozkmin. Nie zatonę. A jeśli już, to na pewno nie będę dalej chodził, dychał i wkurwiał ludzi (choć na to akurat mam wyjebane).
Kolega, którego niedawno poznałem, namawia, żebym przyjechał do Szwajcarii. Jakąś fuchę mi tam załatwił, miejsce do spania, stawia paliwo i udostępnia cały barek win i czeskich wódek. Pojadę. Już nawet nie dla tej fuchy, ale żeby się wyrwać z tej zapyziałej wiochy. Drut będę miał jeszcze w palcu, ale chyba nic się nie stanie, jeśli wyciągnę go 3 tygodnie później.
Coś mi się tam śniło dzisiaj, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć. Rano pamiętałem, ale odzwyczaiłem się od zapisywania. Będę musiał się trochę przyłożyć, bo te odjechane sny, to fajny materiał.
Zacząłem na wieczór drugą butelkę wina. Psychiatra mi powiedział, że jeszcze nie jestem alkoholikiem, że mam dopiero żółte światło. Na żółtym jeszcze można jechać, nic nie dupnie. Dopiero na czerwonym trzeba się zatrzymać.
Kurde, nie da się ukryć, że odrobina cynizmu ma jednak wyzwalający wpływ. Z chęcią jeszcze poeksperymentuję w tym kierunku. A co z babami i tęsknotą za miłością? Dam sobie na razie spokój. Szukanie miłości to jakiś oksymoron. Z popędem można sobie dać radę samemu. A reszta sama przyjdzie, jeśli ma przyjść. Na razie zresztą nie mam ochoty. Wolę czytać, podróżować, pić wino, malować, nie myć się, nie przystrzygać brody, jeść ziemniaki podsmażane na oleju, oglądać serial w łóżku, gadać do siebie, włączyć w telewizji kanał z disco polo (trochę dla beki, a trochę bo to jednak fascynujące jest).
W piątek mam odebrać samochód od mechanika. Braknie parę stów, jestem spłukany. Jeśli jutro i pojutrze nic z mojej sztuki nie zejdzie, będę musiał pożyczyć. Na obiad zrobię zupę z soczewicy i ryż. O pojutrzejszym posiłku pomyślę jutro.
Saturday, 1 January 2022
1 stycznia
Thursday, 30 December 2021
Szpitalny dzień i sen o fruwaniu
- Hmm, może uda się pana upchać gdzieś dzisiaj, ale może zostanie pan do jutra.
Mina mi zrzedła. Samochód na płatnym parkingu, nie mam nawet szczoteczki do zębów, kabla do ładowarki, a głodny jestem tak, że zaczyna mną trząść, źle znoszę post.
Młodziutka, wyjątkowo drobna pielęgniarka przyszła pobrać krew. Najpierw próbowała chłopakowi na sąsiednim łóżku. Zerknąłem dyskretnie i stwierdziłem, że dziewczyna ma doskonały, krągły tyłek. Zastanawiałem się, jak wygląda jej twarz pod maseczką. Pomimo prób, krwi nie udało się pobrać i biedaczka coraz bardziej się denerwowała. W końcu stwierdziła, że spróbuje ze mną. Speszona znów miała problem, pękła mi żyła, ale w końcu w dwóch miejscach się jej udało zebrać wymaganą ilość fiołek.
Czas mija, dłuży się, głód. Ktoś wrzucił na FB zdjęcie curry z tofu i smażonych warzyw, ryżu, dahlu, usta wypełniły się śliną.
W takich bezosobowych zimnych miejscach bardziej czuć, że człowiek jest sam.
Przyśnił mi się nowy obraz, jaki namaluję. Coś w stylu Marca Chagalla, w niebieskich odcieniach, objęta para, koziołek, maska, bukiet kwiatów, księżyc...
Obudziłem się o 2 w nocy, przez godzinę coś tam oglądałem, aż koło trzeciej znów zasnąłem. Tym razem wyfrunąłem z ciała i włóczyłem się po niebie, nad drzewami, górami, później zaglądałem przez okna do domów, w których akurat paliło się światło, aż obudziło mnie dzienne światło, wpadające przez okno.
Tuesday, 28 December 2021
Opowiastki o miłościach i samotnościach, młodości i wieku starszym
Ogólnie to rutyna, dni się zlewają w jeden ciąg. Wstanie, napalenie w piecu, kawa, fajka, jakieś śniadanie, później zmuszenie się, żeby coś twórczego zrobić, koło południa otwieram wino, nadal tworzę, po południu obiad, coś na szybko, jem przy serialu, a potem długi wieczór, bezbarwny, samotny, z wkurwem, że nie chce się ruszyć ten okres inkubacji do przodu. A zawsze byłem niecierpliwy, chciałem, żeby coś stało się już, teraz. Wiem, że to przejściowe, zima, odnajdywanie siebie, nuda. Wiem, że wszystko się ruszy do przodu (naprawdę wiem, nie że mam po prostu nadzieję). Tylko dłuży się.
Zaraz wpada do mnie znajomy, idziemy się przejść w góry. Wracamy wieczorem, bo jutro jadę do szpitala na wymaz covidowy, żeby być gotowym na operację palca w czwartek. W piątek idę do chatki w górach, załatwiłem na Sylwestra od tego właśnie znajomego. Mam nadzieję, że palec nie będzie napieprzał za bardzo. Miałem w sumie nadzieję, że operację wyznaczą mi po Nowym Roku, ale skoro termin na teraz, to trzeba brać.
Jestem marudą:) A kiedy wszystko znów zacznie iść, kiedy pojawi się radość i satysfakcja, to znów będę mało pisał, albo w ogóle. Macie pecha czytelnicy ;)
Wednesday, 22 December 2021
Herkulesowskie prace i chorwacki cypel
- Ale proszę pana, pan ma palec złamany w dwóch miejscach, z przesunięciem i jeszcze kawałek kości odłamanej.
- Ups... I co teraz?
- Kiedy pan to zrobił?
- Jakieś 6 tygodni temu...
- No pięknie... - zaczął coś wypisywać. - Będzie operacja. Założą panu druty i jakoś to się zrośnie. Eh... Gdyby pan przyszedł od razu, to wystarczyłaby szyna na palec i po kłopocie.
- Myślałem, że tylko stłukłem...
Jutro mam wizytę w szpitalu, żeby się umówić na zabieg.
Później w domu zrobiłem sobie frytki i malowałem. Zapełniłem świat sznurkami z praniem, balkonami, kwietnikami. Teraz zostały postacie, charaktery, osoby. Będę ich sobie po trochę dokładał. Przyjaciół, kochanki, dziadków, dzieci, koty i psy, postmodernistyczne nawiązania do postaci z pop kultury...
W domu rodzinnym Borysek (4 lata) zażądał obcięcia włosów na chłopaka, bo koledzy w przedszkolu się z niego śmieją, że wygląda jak dziewczynka. Zachwyciła mnie jego powaga, determinacja, zaprosiłem go jutro, obiecałem, że zrobię mu fryzurę, jaką ma tata. Jak ja kocham tego chłopczyka. Mam nadzieję, że będzie zadowolony.
Dziś wziąłem przypominającą dawkę szczepionki. Ulga, patrząc na to, co się dzieje. Miałem na FB mały atak antyszczepionkowców, ale jakoś to ogarnąłem. Nie wdaję się w dyskusję. Z dogmatami się nie da dyskutować.
Samotność, samotność, samotność... Nie daję sobie z tym rady. Czytam "Zadbaj o swoje wewnętrzne dziecko" i próbuję się pogodzić, odbudować. Z czymś, co wydaje się wszechogarniające i niebotyczne. Nauczyć się być szczęśliwym samemu... Fuck...:) Jak być szczęśliwym, nie mogąc klepnąć w dupkę swojej najukochańszej, nie mogąc przytulić się wieczorem, po zjebanym dniu, nie mogąc wiedzieć, że jest ona, która jest na zawsze, aż rak albo zawał serca nie pozbiera mnie albo jej z planszy. To jest jakaś herkulesowska praca. Ale podobno możliwe, więc próbuję. Chyba że wcześniej zjawi się ta, z którą odnajdziemy w sobie dom, na zawsze, forever.
Chorwacka wysepka - sen
Ten sen był chyba przedwczoraj. Z kumpelą przechadzamy się wzdłuż słowackiej granicy.
- Wpadniemy na Chorwacki cypel? - pyta.
- Gdzie?
- No jak to gdzie? Przecież tutaj jest cypel.
- Jaki cypel? - patrzę na nią nierozumiejąco.
- Nie mów, że nie wiesz...
- Nie...
- No przecież to jest tutaj od czasów Tito. Dał Słowakom kawałek wybrzeża Adriatyku, a oni mu dali kawałek Słowacji przy granicy z Polską... No chodź.
Po kilkuset metrach za przejściem granicznym ze Słowacją stoją bramki. Chorwaccy strażnicy sprawdzają nam paszporty i przepuszczają. Po drugiej stronie słoneczna plaża, babcie z rakiją, warzywa z rusztu.
- Ale czad! - wołam. - Jak to możliwe, że jest tu Adriatyk? Kilometr od granicy z Polską? Nie panimaju.
- Tito miał jakichś naukowców, ogarnęli to. Coś z tunelem czasoprzestrzennym... Sama nie wiem. Ale fajnie, co?
Rozglądam się dookoła. Cieszę się jak głupi. Już nie muszę przejeżdżać przez Węgry, żeby wylądować w raju. Wypijam kieliszek rakiji i odwracam się do przyjaciółki. Nagle widzę ją z innej perspektywy. Nie przyjaciółka, ale piękna, pociągająca kobieta. Jest już w bikini i wskakuje do morza.
- Ej, Marcelino! Nie ociągaj się! Ten sen nie będzie trwał wiecznie.
I śmieje się jak szalona.
Myślę, że tak będzie wyglądała śmierć. Napięcie i lęk zniknie, tylko ktoś bliski, znajomy będzie się śmiał i wołał. Żeby popływać po drugiej stronie i napić się piwa.
Tuesday, 21 December 2021
Twoje szepty
Dziś piosenką tylko namaluję trochę. W oczekiwaniu na to, że coś się wydarzy i przyjdzie harmonia. Napisałem ją, kiedy samotność mieszała się z nadzieją. Tak jak dziś.
Monday, 20 December 2021
Today is a good day
Today is a good day