Wednesday, 22 December 2021

Herkulesowskie prace i chorwacki cypel

Rano wizyta u ortopedy. Miesiąc temu stłukłem palca małego w dłoni. Popatrzył z niesmakiem na zdjęcie.
- Ale proszę pana, pan ma palec złamany w dwóch miejscach, z przesunięciem i jeszcze kawałek kości odłamanej.
- Ups... I co teraz?
- Kiedy pan to zrobił?
- Jakieś 6 tygodni temu...
- No pięknie... - zaczął coś wypisywać. - Będzie operacja. Założą panu druty i jakoś to się zrośnie. Eh... Gdyby pan przyszedł od razu, to wystarczyłaby szyna na palec i po kłopocie.
- Myślałem, że tylko stłukłem...
Jutro mam wizytę w szpitalu, żeby się umówić na zabieg.

Później w domu zrobiłem sobie frytki i malowałem. Zapełniłem świat sznurkami z praniem, balkonami, kwietnikami. Teraz zostały postacie, charaktery, osoby. Będę ich sobie po trochę dokładał. Przyjaciół, kochanki, dziadków, dzieci, koty i psy, postmodernistyczne nawiązania do postaci z pop kultury...

W domu rodzinnym Borysek (4 lata) zażądał obcięcia włosów na chłopaka, bo koledzy w przedszkolu się z niego śmieją, że wygląda jak dziewczynka. Zachwyciła mnie jego powaga, determinacja, zaprosiłem go jutro, obiecałem, że zrobię mu fryzurę, jaką ma tata. Jak ja kocham tego chłopczyka. Mam nadzieję, że będzie zadowolony.

Dziś wziąłem przypominającą dawkę szczepionki. Ulga, patrząc na to, co się dzieje. Miałem na FB mały atak antyszczepionkowców, ale jakoś to ogarnąłem. Nie wdaję się w dyskusję. Z dogmatami się nie da dyskutować. 

Samotność, samotność, samotność... Nie daję sobie z tym rady. Czytam "Zadbaj o swoje wewnętrzne dziecko" i próbuję się pogodzić, odbudować. Z czymś, co wydaje się wszechogarniające i niebotyczne. Nauczyć się być szczęśliwym samemu... Fuck...:) Jak być szczęśliwym, nie mogąc klepnąć w dupkę swojej najukochańszej, nie mogąc przytulić się wieczorem, po zjebanym dniu, nie mogąc wiedzieć, że jest ona, która jest na zawsze, aż rak albo zawał serca nie pozbiera mnie albo jej z planszy. To jest jakaś herkulesowska praca. Ale podobno możliwe, więc próbuję. Chyba że wcześniej zjawi się ta, z którą odnajdziemy w sobie dom, na zawsze, forever.

Chorwacka wysepka - sen

Ten sen był chyba przedwczoraj.  Z kumpelą przechadzamy się wzdłuż słowackiej granicy.
- Wpadniemy na Chorwacki cypel? - pyta.
- Gdzie?
- No jak to gdzie? Przecież tutaj jest cypel.
- Jaki cypel? - patrzę na nią nierozumiejąco.
- Nie mów, że nie wiesz...
- Nie...
- No przecież to jest tutaj od czasów Tito. Dał Słowakom kawałek wybrzeża Adriatyku, a oni mu dali kawałek Słowacji przy granicy z Polską... No chodź.
Po kilkuset metrach za przejściem granicznym ze Słowacją stoją bramki. Chorwaccy strażnicy sprawdzają nam paszporty i przepuszczają. Po drugiej stronie słoneczna plaża, babcie z rakiją, warzywa z rusztu.
- Ale czad! - wołam. - Jak to możliwe, że jest tu Adriatyk? Kilometr od granicy z Polską? Nie panimaju.
- Tito miał jakichś naukowców, ogarnęli to. Coś z tunelem czasoprzestrzennym... Sama nie wiem. Ale fajnie, co?
Rozglądam się dookoła. Cieszę się jak głupi. Już nie muszę przejeżdżać przez Węgry, żeby wylądować w raju. Wypijam kieliszek rakiji i odwracam się do przyjaciółki. Nagle widzę ją z innej perspektywy. Nie przyjaciółka, ale piękna, pociągająca kobieta. Jest już w bikini i wskakuje do morza.
- Ej, Marcelino! Nie ociągaj się! Ten sen nie będzie trwał wiecznie.
I śmieje się jak szalona.
Myślę, że tak będzie wyglądała śmierć. Napięcie i lęk zniknie, tylko ktoś bliski, znajomy będzie się śmiał i wołał. Żeby popływać po drugiej stronie i napić się piwa.

No comments:

Post a Comment