Tuesday, 19 January 2010

Idealna książka



Idealna książka

Wymyśliłem idealną dla mnie książkę. W sumie „wymyśliłem” to za dużo powiedziane. „Wymarzyłem” pasowałoby lepiej. Albo „enigmatycznie zarysowałem”. Opowiem wam.

Moja idealna książka z pewnością byłaby zilustrowana przez Jana Marcina Szancera. I to na co drugiej stronie.

Byłaby stara, pachnąca już nie drukiem, ale kurzem, lekarstwami i odciskami tysiąca palców.

Głównym bohaterem byłby mężczyzna, koło trzydziestki, czyli tak jak ja, który pomimo swojego wieku, czuje się dzieckiem i jak dziecko postrzega świat. W ten sposób skrzyżowałyby się w niej świat dorosłych i świat dzieci – ale tylko najlepsze rzeczy z nich dwóch - bez dziecięcego egocentryzmu i dorosłej zgorzkniałości.

Nikt by w niej nie umarł... Nie – to by było nierealistyczne i płytkie. Może ktoś by umarł i na pożółkłych stronach powiałoby smutkiem, ale w świecie tej książki zaświaty i druga szansa byłyby niedyskutowalnym faktem.

Byłaby też miłość – nie współczesna, głęboka, postmodernistyczna i dekadencka, ale prosta i miła. Coś pomiędzy „Pierścieniem i różą”, a pierwszą miłością do Marusi. Erotyka ograniczałaby się do pocałunków, ucieczek przed złoczyńcami oraz jazdą na jednorożcu.



W mojej idealnej książce dobro zatriumfowałoby nad złem. Niech by to byli harcerze triumfujący nad chuliganami, rycerze nad zbójami (albo na odwrót, jeśli zbóje pochodziliby z Tatr, a rycerze z Austrii), czy niebiescy kosmici nad chciwymi Ziemianami - cokolwiek, żeby tylko było wiadomo, że świat jest fair.

Język mojej książki byłby barwny i piękny, pełen słów jak rynsztunek, kawalarz, heca, azaliż, ażurowy, garniec, porywczość, klawo... Żadnych przekleństw i wymądrzań się nad bólami egzystencjalnymi – te rzeczy miałyby zakaz wstępu na strony mojej książki.

Acha! Byłbym zapomniał! Moja doskonała książka miałaby przynajmniej dziesięć tomów, a każdy byłby równie dobry, co poprzednie.

Ważny byłby autor. Nie czytałbym byle kogo. Autor byłby jak skrzyżowanie Starszych Panów, Kornela Makuszyńskiego, Jana Brzechwy i mojego taty, kiedy nie pił.

Moja doskonała książka nie miałaby dodruków od wielu, wielu lat i oprócz kilku zapaleńców, nikt by o niej nie słyszał. W ten sposób czułbym, że to tylko moja książka, jak ostatni wojownik, jak ostatnia przystań, jak ostatnia opowieść o prawdziwym człowieku, w zalewie Harrych Potterów, młodocianych wampirów i ... kurde, nie jestem na czasie.

* * *

Patrzę na półkę i za cholerę nie mogę wypatrzyć niczego takiego. Stoją tam dobre książki – mądre, piękne, zaangażowane, buntownicze, smutne, ale nie ma pomiędzy nimi tej konkretnej, mojej idealnej. A tak mi się chce czytać!



5 comments:

  1. Marcinie, Twoja wymarzona, wymyślona opowieść na pewno gdzieś jest! Być może to Ty ją sobie sam napiszesz?

    ReplyDelete
  2. Witam :)
    Nie znam Cię jeszcze :) bo dopiero co tutaj zajrzałam, ale Latarnik może mieć rację :) jeśli tak dokładnie wiesz jak ma wyglądać, to ją napisz :)
    A co do Harrego Pottera... too... jestem fanką. Ta książka działa na mnie jak antydepresant w trudnych chwilach. Uważam, że każdy powinien mieć taką książkę :)

    Pozdrawiam!!

    ReplyDelete
  3. :) też mam swoją wymarzoną i Twoja bardzo mi się podoba... więc tylko iść dalej...

    ReplyDelete