Saturday, 9 January 2010

Spóźnione podsumowanie



Spóźnione podsumowanie
(życia, nie filmu)

Obejrzał „Avatara”. Serce zatęskniło za miłością, prawością, życiem zgodnym z naturą, wiarą za kimś, kto czuwa nad nami, przekonaniem, że dobro wygrywa nad złem, miłość triumfuje nad nienawiścią, braterstwo zwycięża pieniądze...

Każdy marzy o wolności. Czasami, kiedy czytam i myślę o tym zbyt wiele, słowo to staje się tylko symbolem, reprezentacją idei, której niemożliwość istnienia w tym świecie wzbudza jedynie gniew i poczucie bezsilności.

Indianie wymordowani kilkaset lat temu, korporacje wycinające odwieczne dżungle, kapitaliści wynajmujący w swoich fabrykach dzieci, wojny o ropę, wpływy, bazy militarne, kiedy giną zwykli ludzie, jak my, rodzice, dzieci, kochankowie, przyjaciele, miłośnicy szachów, kustosze muzeów (rozgrabionych przez żołnierzy), bywalcy kawiarni, czytelnicy książek... Jak nie czuć gniewu i bezsilności? Gdyby tylko wszyscy ludzie zrozumieli, że jest to niewłaściwe, wypaczone i chore, można by zmienić świat...

Ale nie można tylko żyć gniewem, można? Z gniewu nie powstanie miłość, wibracje złości, nie przekształcą się magicznie w wibracje przyjazne, gościnne i godne. Czasami więc odwracam się do środka, próbuję zapomnieć o reszcie świata i zastanawiam się, co ja osobiście mogę znaleźć, jaką wolność, miłość, przyjaźń.

Nie będę owijał w bawełnę – jest ciężko. Łatwo wskazać co jest nie tak na zewnątrz. Ten świat jest tak popier..., że trudno jest nie widzieć tego chaosu i bezsensu. Zobaczyć natomiast co nie gra w środku – to jest wyzwanie.

Marzę o spokoju i harmonii. Zawsze marzyłem. Dlatego zostałem kiedyś mnichem, szukając tego w modlitwie, dlatego później zostawiłem to dla mojej miłości, dlatego wylądowałem w różnych miejscach, próbując znaleźć swoje plemię, pieniądze, wyjście ze ślepej uliczki – tak często ostatnio wydaje mi się, że zabrnąłem gdzieś, zgubiłem się w dziwnym miejscu i za cholerę nie ma tutaj szans na szczęście. Szukanie.

Zaczynam chyba ględzić. Tak to jest, kiedy człowiek pisze o abstraktach, zamiast o konkretach...

No więc konkrety. Mieszkam w miłym, angielskim miasteczku. Nie pracuję dla kapitalistycznego wyzyskiwacza – zamiast tego opiekuję się niepełnosprawnymi dziećmi. Praca najlepsza z tych, które do tej pory miałem. Moja małżonka dołączyła do mnie kilka miesięcy temu. Wynajmujemy przyjemne mieszkanko, jeździmy na rowerach, czasami wyskakujemy do wegetariańskiej restauracji, czasem obejrzymy film, zaprosimy znajomych, ale...

Jesteśmy kompletnie nieszczęśliwi. Jesteśmy przesiąknięci brakiem satysfakcji, nie potrafimy pozbyć się uczucia, że nic nie jest fair, że życie przemyka obok, że opuściły nas duchy opiekuńcze – tak! Kiedyś wierzyliśmy w duchy opiekuńcze! :). Staliśmy się zgorzkniali, krytykujemy innych... unikamy innych – tak bardzo mamy dosyć, że unikamy innych ludzi, a kiedy już mamy z nimi coś do czynienia, wynajdujemy w nich wady i męczą nas swoją obecnością, gadaniem... Ufff... Trochę tego jest mr. Ebenezer Scrooge.

Jakby tego było mało, sami też mamy problemy między sobą. Kiedyś, nawet w najgorszych momentach (oj, były takie momenty, że myśleliśmy, że już gorzej być nie może) trzymaliśmy się razem, ale ostatnio coś się psuje. Za dużo stresu, za mało nadziei. Ja się boję, że sobie nie poradzę w byciu głową rodziny, ona boi się mi zaufać. Mi umarł niedawno ojciec i mam za złe Wszechświatowi, bo jeszcze przecież mógł sobie żyć, mieliśmy jeszcze tyle rzeczy do pogadania, a jej umarła mama i w gniewie podarła kalendarz z Kryszną, wołając, że już się do Niego nie odzywa i niech sobie gdzieś włoży wiarę w Siebie i miłość, bo jest niesprawiedliwy i głuchy...
Chociaż nie jest tak źle. Dziś tylko trochę ciężko...



Może zdefiniuj, czym jest dla ciebie szczęście.
Szczęście... Nie wiem. Zmieniają mi się koncepcje z roku na rok. Kiedyś myślałem, że będę szczęśliwy odrzucając świat. Później pomyślałem, że co mi tam – teraz obejmę świat (tak na marginesie – trochę się sparzyłem).
A teraz?
Ale co? Plany, czy marzenia?
Może najpierw marzenia.

To lubię – z planami jest różnie, ale marzenia sobie mogę mieć... No więc...
Kiedyś miałem taki sen. To była jesień, 1998 roku. Jako młody mnich, razem z kilkoma przyjaciółmi mieszkałem w Irlandii, w małym miasteczku, próbując założyć tam mały klasztor Hare Kryszna... No więc sen – W tym śnie obudziłem się. Stałem u podnóża ośnieżonej góry, chyba gdzieś w Himalajach. Obok mnie stało dwóch mężczyzn. Uśmiechali się. „Witaj, wreszcie się doczekałeś” – powiedział jeden z nich. Nabrałem w płuca mroźnego powietrza. Czułem się wolny i lekki. Zrozumiałem, że skończyło się zamieszanie, zmaganie, wyścig, problemy. Doszedłem do końca ścieżki, przeżyłem swoje życie, w miarę wyprostowany, większość czasu nie na kolanach, mogę spojrzeć w lustro prawie bez wstydu i teraz wreszcie doszedłem do miejsca, gdzie zaczyna się wolność.

Zaczęliśmy wchodzić do góry. Choć było mroźnie, choć powietrze było rzadkie, to nie czułem zmęczenia, ani zimna. Zamiast tego rozpierała mnie radość oczekiwania, wszechogarniające poczucie swobody, wiara, że świat nie jest już bezpańskim chaosem, ale harmonijnym, pięknym, mającym głębszy sens miejscem.

Szliśmy wiele dni. Pewnego wieczoru, w przededniu dotarcia do celu (domu?), rozbiliśmy obóz. Mogłem z niego widzieć szczyt, wiedząc, że po drugiej stronie zacznie się coś nowego, ekscytującego, ważnego.

Rozpaliliśmy ognisko. Moi towarzysze uśmiechali się tajemniczo, przyjaźnie. W pełni im ufałem. Spytałem jak tam jest, jacy są ludzie... Odpowiedzieli, że jutro sam zobaczę.
Gdy zasypiałem plecami do ogniska, wpatrując się w tysiące jasnych gwiazd, usłyszałem jeszcze, jak mówią do siebie – „Ten chłopak to ma szczęście” – i zasnąłem.
To było szczęście. Metafizyczne, kompletne, ciepłe szczęście, trwające do porannej pobudki.



Teraz plany.
Niedawno odziedziczyłem kawałek ziemi w górach. Było to całkowicie nieoczekiwane wydarzenie, które zabłysło, jak światełko w tunelu. Czy wreszcie będziemy mieć swoje miejsce?
Obliczyliśmy ile będziemy jeszcze musieli siedzieć na obczyźnie, żeby zbudować choć najmniejszy, najlichszy domek (czyli najtańszy), żeby choć łóżko weszło, stół, parę krzeseł i pokoik dla gości. Przynajmniej dwa lata. Dwa lata. Prawie siedemset dni. Niby nie wydaje się dużo, ale kiedy człowiek ma wrażenie, że dobił już do granic swojej wytrzymałości, to uwierzcie, jest to paskudnie długi kawał czasu.



No ale właśnie – własny domek w górach, w lesie – cholernie piękna wizja. A co potem? Ho, ho – spokojnie – nie zamierzamy planować całego życia. Na razie chatka na kurzej łapce, a czym ją nakarmimy i ogrzejemy, zobaczy się później. Może ten Facet u góry nie obraził się na nas za bardzo (za ten zniszczony kalendarz i w ogóle za obojętność) i ma coś w zanadrzu, albo przynajmniej wyśle jednego, czy dwa, akurat bezrobotne duchy opiekuńcze. W końcu już za długo musieliśmy radzić sobie sami, bez głosu szepczącego do ucha, że wszystko będzie dobrze, wszystko jest pod ochroną, że nie jest z nami jeszcze tak źle.

Na zakończenie może coś... nie wiem. Chyba już na dziś wszystko powiedziałem. Może coś do was. Wiem, że jesteśmy podobni (ja i wy). Może nasze problemu różnią się w szczegółach (na przykład nie mam problemu z pryszczami, czy nadwagą, ale za to łysieję i nie mogę porządnie rzucić fajek:), ale jestem pewny, że takich jak my jest tysiące. Niby biegamy, szukamy lepszej pracy, czasami wyjeżdżamy za nią aż za granicę, niektórzy szukają dziewczyny, chłopaka, martwimy się straconym życiem, samotnością, bezsensem, chorobami, śmiercią.

A w sumie wszystkim nam marzy się spokój, bliskość, przyjaźń, bezpieczeństwo, wiara w coś wyższego (come on – nawet ateista marzy, że chciałby wierzyć :), w sens, w sprawiedliwość, dom...

Pozdrawiam wszystkich czytelników.

Z głębokiego dołu, gdzie wolność i szczęście wydaje się tylko odległym światełkiem i gdzie samotność jest bratem syjamskim Marcinsen



PS. Jeszcze trochę pozytywów (podobno ludzie nie czytają tego, co małym druczkiem na końcu):
1. Friendsi - wiem, petit burgoise, nie ma żadnych czarnych, itd., ale ci goście potrafią wzbudzić uśmiech na mojej twarzy.
2. Stać mnie na kupowanie sobie książek.
3. Rozkręcam się z pisaniem.
...
Myślałem, że będzie więcej, ale się zaciąłem:).
No to nara.

20 comments:

  1. Jak tym drobnym jest krótko, to czytają... dobrego Marcinie

    ReplyDelete
  2. Czytam co piszesz...i chcę, żebyś wiedział, że wierzę w Ciebie - w Twój talent literacki i w to, że ktoś taki jak Ty - prawdziwie wolny człowiek- w końcu znajdzie swój duchowy dom- ukojenie.

    ReplyDelete
  3. oj, ten domek w lesie!
    może wszyscy o nim marzymy?? w sumie to lepiej, że nie wszystkim się spełni ( mi raczej nie), bo góry byłyby przeludnione i byłoby jak na plaży w Mielnie podczas sezonu :-)

    ,,A w sumie wszystkim nam marzy się spokój, bliskość, przyjaźń, bezpieczeństwo, wiara w coś wyższego (come on – nawet ateista marzy, że chciałby wierzyć :), w sens, w sprawiedliwość, dom..." - to prawda, tu nie ma wyjątków.

    ReplyDelete
  4. Hmmm, tyle ciepła i nadziei wpisanej.
    Niech ta nadzieja pozwala wytrwać:))

    ReplyDelete
  5. Wytrwałości w dążeniu do Waszych celów - tego życzę, bo reszta się sama zbuduje. Tak jak i domek w górach :)

    ReplyDelete
  6. Musisz przeczytac ksiazke (wiem ze duzo czytasz ale ta jest inna) Ekhart Tolle - Now, the power of now - scentruje cie na tym co najwazniesze - zyczenia sa tylko zyczeniami chociaz kazdy je ma i kazdy rozumie jak normalne jest czegos pragnac - ale jednak to nie to. Nigy nie spelnisz wszystkicz zyczen, nigdy nie bedzie do konca tak jak ma byc, kiedys ktos umrze, zachorujesz ty albo ktos bliski, nigdy nie jest do konca optymalnie - niby - chyba ze zaakceptujesz bez reszty wszystko tak, jak jest. Zostaniesz kaplanem TERAZ;) Od tej pory skoncza sie krytyki, izolacja itp. To takie proste ale tez nie latwe w praktyce.

    Pozdrawiam!
    Asha

    ReplyDelete
  7. Trzeba ten temaz zglebic zeby tak naprawde zrozumiec, ze to nie jest slepe i gluche na rzeczywistosc lecz przeciwnie, to jest ta prawdziwa rzeczywistosc. Trzeba to pojac i dac sobie na to czas. Tolle robi to bardzo dobrze. wprowadza czytelnika w dymensje TERAZ jakby prowadzil dzieci za reke;) To jest konieczne, musimy w koncu pojac na czym polega nasze "nieszczescie" nasze odzielenie od tego co jest natura. Mowi tez, ze wlasnie wszystkiego rodzaju dyskomforty (jakie by nie byly) sa objawem pewnej nieswiadomosci. To stan, ktory bazuje na ocenie sytuacji naszego umyslu - nie na faktycznym stanie jakim jest rzeczywistosc. Ona jest jak natura - neutralna. To brzmi tutaj jednak zbyt wyrwane z kontekstu, nie mozna tego oddac jak nalezy, trzeba sie wgryzc w temat - co goraco polecam Tobie i Twojej zonie.
    Asha noca

    ReplyDelete
  8. Avatara jeszcze nie ogladalam ale mam zamiar. Dobrze, ze mi przypomniales.
    Na marginesie - wyjatkowo szczery wpis, poruszyles mnie nim jakos do glebi.

    ReplyDelete
  9. Dzięki wszystkim za ciepłe słowa:)

    ReplyDelete
  10. Dzięki Asha za propozycję książkową, ale będę z tobą szczery - czytałem kiedyś książki tego typu i nie trafiają do mnie, sam nie wiem dlaczego. Nie żeby coś było z nimi nie tak, wiem, że pomagają wielu osobom, ale to nie dla mnie.

    Wiem co jest najlepszym dla mnie lekarstwem: miłość, przyjaźń, natura i wolność. Kiedy uda mi się to złapać, wyleczę serce.

    Ognisko w lesie z grupą zaufanych przyjaciół, kociołek z duszonkami z własnoręcznie zasadzonych i wykopanych ziemniaków i grzybów, które wspólnie uzbieraliśmy, trochę muzyki na żywo, swojskie wino, dobra książka, ukochana coś skrobie w dzienniku i nie musi martwić sie pójściem do pracy...
    Za dużo?:)

    ReplyDelete
  11. Rozumiem. Pewno myslisz, ze to jedna z takich ksiazek w ktorych autor daje dobre rady itd. A to jest bardziej filozofia i spirytualna sciezka. Chodzi w sumie o zidentyfikowanie roli jaka nasz umysl w tym wszystkim gra, o zidentyfikowanie i doswiadczenie jak funkcjonuja mechanizmy, ktore nami steruja. Nie jestem Ci w stanie w paru zdaniach opisac jak bardzo transformujaca wiedze przyswajasz podczas czytania - to nie jest intelekt i spirytualny shit chodzi o wieksza sprawe.

    Poza tym nie jestem pewna czy mozna tak uogolniac i mowic - ksiazki tego typu - to nie jest zaden typ ksiazki - on jest jednorazowa i inna - cos takiego jak biblia...bez przesady...odebralam ja jak objawienie dlatego tak bardzo polecam - i tylko dlatego.
    Ja tez do tej pory przeczytalam mase materialu i naprawde do tej pory nie bylo wsrod nich takich 'perel'.
    To wizjonerski material, zupelnie inny niz dotychczasowa literatura tego typu.

    Masz wybor - jak zawsze w zyciu, nawet jesli czasem wyglada to inaczej.
    Co do zyczen, to wciaz sie zmieniaja. Jestesmy tak zaprogramowani.

    pozdrawiam!

    ReplyDelete
  12. Masz rację, nie można uogólniać. Wrzuciłem do jednego worka, przepraszam:). Poszperam za ebookiem dzisiaj.

    ReplyDelete
  13. Marcinsenie uśmiecham się do Was, wierząc, i czytając, że pomiędzy Twoimi słowami wciąż dużo nadziei.
    A Duchy Opiekuńcze może potrzebowały po prostu trochę czasu dla siebie. CHoć to kompletnie nieodpowiedzialne,żeby tak na raz ...
    ...wrócą skruszone.. !

    ReplyDelete
  14. Jest taka książka Jonathana Carrolla "Zaślubiny Patyków"... "ilekroć w twoim zyciu wydarzy się cos naprawdę istotnego, poszukaj najblizszego patyka i zapisz na nim tę okoliczność i datę. Kiedy sie zestarzejesz, rozchorujesz albo bedziesz pewny, że zostało Ci mało czasu, zbierz wszystkie w wiazke i spal ja. Dokonaj zaslubin patyków" Polecam!!! Nie jestes sam....Twoimi patykami są przyjaciele i rodzina...takiej wiążki nie sposób złamać! Powodzenia :-)

    ReplyDelete
  15. Już od długiego czasu zaglądam w to miejsce, niezwykle klimatyczne i inspirujące:) W końcu zdecydowałam się napisać. Na pewno Marcinie wiele razy myślałeś o tym żeby rzucić wszystko w cholere i ruszyć w świat, co zresztą uwidacznia się w wielu postach, często przepełnionych nostalgią, smutkiem, melancholią. Ja się pytam: Czemu w końcu tego nie zrobisz? Czemu nie zaczniesz spełniać marzeń? Czy aby wszystkie były zależne od portfela? Nikt za Ciebie cząstek duszy rozsypanych po świecie nie odnajdzie. Przywołujesz ducha opiekuńczego, może jednak czas samemu go poszukać? Zniknął, wiadomo, ale może zrobił to specjalnie?;)Można błądzić po świecie, zahaczać się o jakąś robotę, zeby chociaż na chleb mieć i szukać, wciąż szukać. W zasadzie przez całe życie można szukać i właśnie ta eksploracja jest piękna:) Tyle przygód, wrażeń i ludzi których los związany jest z Twoim. Nie tylko znajdziesz plemię, cząstki duszy ale moze nawet Boga, cudzego lub własnego? Albo po prostu dom... Ochh wzięło mnie na taki wywód, ale to wszystko spowodowane Twoim wpisem. Od siebie-nie wiem czy na dłuższą metę byłabym w stanie znieść taki postój w jednym miejscu. Wiem trzeba sie jakoś ustatkować, zarobić na zycie.. Hmm czy to aby nie są priorytety ludzi zniewolonych współczesna kulturą? Ktos tam cos kiedyś załozył i teraz wszyscy walą z prądem.. Marcinie! Moja rada to wycofać się z przytupem!:) Teraz jest tyle mozliwości, że nic jak tylko spiąć poślady i dawaj, na przełaj:D Mimo wszystko więcej optymizmu życzę i wiary. Duzo siły telepatycznie przesyłam, co by to pomóc w walce z demonami codzienności. Ahoj!

    ReplyDelete
  16. Dzięki Katia z radę:)
    Masz rację. Zdaje się, że wcześniej ruszymy stąd, niż myśleliśmy. Czasami trzeba lekko skorygować plany. Jak człowiek dobrze pomyśli, to okazuje się, że ten sam plan może mieć wersję pro, która sporo kosztuje, ale również wersję lżejszą, amatorską, która w ostatecznym rozrachunku da tyle samo radości. (Piszę dookoła, ale nie chcę wydawać się z planami, dopóki nie będę miał konkretów).
    Możliwe, że już koło sierpnia bylibyśmy wolni:)

    ******

    Jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy - dla jednych ludzi wyzwaniem będzie rzucenie wszystkiego - utartych szlaków i ruszenie w nieznane. I to jest to, co robiłem do tej pory, od lat. Rzucanie się w nieznane to moje drugie imię;)

    Dla innych ludzi pozostanie w jednym miejscu i poświęcenie się na jakiś kawałek czasu, żeby doprowadzić coś do końca - to jest wyzwanie, bo człowiek przyzwyczaił się do rzucania wszystkiego w diabły, kiedy tylko życie zaczyna troche uwierać. To właśnie próbuję teraz zrobić, a że nieprzyzwyczajony jestem, to narzekam:)

    ReplyDelete
  17. Akurat to, co teraz planuję jest uzależnione od portfela. Takie są realia, bez względu na ilość indealizmu jakim jestem naszpikowany:)

    ReplyDelete
  18. Marcin - masz rację. Nie można przez całe życie biec za czymś, czego tak naprawdę może nie ma? Czasami trzeba przystaną, popatrzeć w lustro - nie odwracając twarzy. Szczęście to słowo klucz, dla każdego człowieka oznacza coś innego. Złość w sercu po kimś mi bardzo bliskim - noszę w sercu od kilku lat i nie potrafię , albo być może nie chcę jej z siebie wyrzucić. Jesteś bardzo szczerym człowiekiem, to wielka moc w sercu - potrafić mówić o sobie - jestem zły, mam złe myśli i zły stosunek do ludzi. To wielka moc widzieć u siebie takie klimaty. Własny kawałek ziemi to jest zaczyn do poczucia spokoju w sercu - i uwierz mi, że tak jest. Odkąd mamy mały kawałek ziemi - czujemy się bezpieczniej. I masz racje - trzeba pieniędzy, żeby zbudować dom, i potem go utrzymać. Jeśli ktoś twierdzi, że nie trzeba kasy, to jest albo marzycielem, albo chce Cie oszukać. Ale wierzę w to bardzo mocno, że uda wam się z Tanią ową kasę przyciągnąć do siebie. I na sam koniec - tak naprawdę najważniejszą sprawą o którą warto walczyć jest ZWIĄZEK. Od tego w jakim jesteś związku zależny jakim żyjesz życiem - i czy spełnienie Ciebie odnajdzie. wierze w to z całego serca. Trzymam za was kciuki - i wierze, że Wam się uda. Asia.

    ReplyDelete
  19. Marcin , wpadam do Ciebie bardzo czesto, chyba nigdy nie zostawialam komentarza ( tutaj pas). Nie umiem pisac, po prostu.....Pod tym postem jednak zostawie slad, bo czuje , ze musze. Nawet , jezeli wiem, ze nie sklece wszystkiego, tak jakbym tego chciala......
    Po pierwsze, wpadnij na bloga do Jagodki " Chata Magoda", ona tam w jednym ze swoich postow pisze o czlowieku w Bieszczadach , ktory zajal sie ratowaniem bieszczadzkich chat, bo niestety ludzie stawiaja sobie jak to ona mowi belwederki, a stare chaty ida , na opal. Tak wiec mozna taka chate kupic , rozebrac i na nowo zlozyc, na Twojej ziemi.....To tak zebys mial wiecej opcji...
    Po drugie.......wiesz ???? , ja jestem z natury bardzo optymistycznie patrzaca na zycie, osoba, nie mylic z naiwnoscia. Od kiedy w moim zyciu pojawily sie narzekajace, marudzace, wciaz krytykujace osoby, zauwazylam, ze powoli przesiakam jak gabeczka i tez zaczynam marudzic, krytykowac, a zycie moje stalo sie jakies zrzedzace.....Ja chmurzasta i humorzasta . Nie bylo mi z tym dobrze...oj nie.

    Zaczelam szukac spokoju w sobie, a dialogi z soba zmienily nieco ton.....Caly czas jestem w drodze, bo nie latwo,....... nie wiem jak i kiedy tak sie to stalo, ze niemalze kazda refleksja zaczynala sie od westchniecia........Juz nie chodze, nie marudze ( no czasami)......wstaje wczesniej , zeby sobie pomedytowac,.......... moje duszki do mnie powrocily, bo chyba dalam im do siebie dostep.
    Glupio sie czuje, bo pisze do bylego mnicha.......i chyba cale Twoje zycie jest medytacja.......ale.......
    Pewien mnich tybetanski napisal, ze jak zaczynasz medytowac i czujesz w sobie zlosc, albo inne negatywne emocje, zacznij od usmiechu, usmiechaj sie , na poczatku usmich bedzie sztuczny, ale po pewnym czasie, zobaczysz, ze dusza tez bedzie sie usmiechala..........
    Ty to pewnie wszystko wiesz, moze nawet, czytasz to wszystko z usmieszkiem na twarzy......hmmm, chcialam, musialam Ci to napisac !!!
    Wiem teraz , ze nie zawsze zajrzenie w siebie, bardzo gleboko, musi byc powiazane ze smutkiem.........
    .
    Wierze w to, ze jak juz poczujecie naprawde nature, bedzie wam tez latwiej znalezc Boga, mimo zalu w sercach. Moze przestaniecie sie na niego gniewac.........
    Wiesz kidys mi moj malz opowiedzial o swoim marzeniu, ze chcialby zyc w miejscu, gdzie ogranicza sie obrot monety do minimim, ludzie wymienialiby miedzy soba swoje kompetencje, warzywka itd. Jednym slowem powrot do starego przed monetarnego systemu. Nie wysmialam go , ale powiedzialam, ze utopia..........okazalo sie , ze takie miasteczko powstalo ......nauczylo mnie to pokory.... i tego ,ze wszystko ma poczatek z milosci i z marzen...
    Straszny chaos , w tym moim pisaniu, przepraszam, uprzedzalam....

    ps: Musicie ( nic nie musicie ) , wyjsc ze schematu, w ktory weszliscie.....mowie o krytykowaniu, narzekaniu. Wiem , bo sama to z mezem przerabiam.
    Dynamika emocjonalna.......jedno z trudniejszych zmagan.......
    Jest duuuuzo lepiej......oplacalo sie sprobowac.

    ReplyDelete
  20. Jestem trochę wyjałowiony dzisiaj, zapowiada się ciężki tydzień, tak, że tylko dziękuję za naprawdę inspirujące słowa i pomysły.
    Mam plan, który będzie kosztował niedużo pieniędzy (stosunkowo niedużo), ale na razie nie chcę nic pisać - na pierwszy rzut oka może wydawać się szalony, a nie chcę się zdezinspirować, kiedy ktoś napisze mi, że mam źle w głowie. Kiedy już zacznę, podzielę się tutaj doświadczeniami i zdjęciami.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

    ReplyDelete