Friday, 29 March 2013

Bez tytułu

     




















     Napisał mi przyjaciel dzisiaj, że z moich postów wieje pesymizmem. Nie napisał tego w sensie krytyki, ale zainteresował się z dobroci serca, pytając, czy potrzebuję pomocy. Przyjrzałem się i faktycznie, nie wygląda to różowo na pierwszy rzut oka. Myślę, że to wina mojej "straceńczej" stylizacji, a po drugie nie opisuję tu przecież wszystkiego, co się dzieje w życiu, dużo rzeczy wydarza się poza zasięgiem tego bloga. No więc... Jest pozytywnie. Lepiej niż w ciągu ostatnich dwóch lat. Fakt - ekonomiczna sytuacja jest ciężka, po latach mieszkania za granicą, nie odnajdujemy się w polskiej sytuacji materialnej, jedziemy na długach od dłuższego już czasu, ale jednocześnie czuję sporo energii twórczej, odnajduję swoją tożsamość, jeśli chodzi o sferę duchową, to też jest w miarę dobrze, po niedawnych jeszcze, paraliżujących lękach egzystencjalnych zostało jedynie słabe echo. W sferze towarzysko-osobistej też coś się wreszcie zaczyna dziać, w Krakowie poznaję nowych ludzi, z niektórymi z nich rozumiem się dobrze (choć z niektórymi to od początku ciąg nieporozumień, no ale fakt, że mam trochę wysokie oczekiwania jeśli chodzi o relacje międzyludzkie). 

     Miałem też inny "feedback". Pewna dziewczyna na fejsie spytała  ze zdziwieniem: "czemu piszesz tak osobiste rzeczy i udostępniasz to ludziom?" Dobre pytanie:) Po kilku latach prowadzenia tego bloga wydaje mi się, że robię to z kilku powodów. Raz - myślę, że mam szczodrą naturę i po prostu lubię się dzielić swoim życiem. To wszystko to są ważne rzeczy, cała ta podróż, szkoda byłoby przejść koło tego obojętnie. Niby mógłbym ograniczyć się do papierowego dziennika, ale przecież ktoś, gdzieś może wynieść coś dla siebie z moich zmagań i odkryć. Dwa - lubię pisać osobiście. Jestem z tych, dla których własne życie jest najlepszym materiałem artystycznym. Weźmy takiego Laurie Lee (pisarza, którego bardzo cenię) - każda z jego książek jest autobiograficzna i wcale przez to nie wydaje się mniej literacka, czy też zbyt ekshibicjonistyczna. Trzy - od początku istnienia Garści Drobnych mam takie założenie, że gdzieś tam w eterze są bratnie dusze, które nadają na tych samych falach, co ja. To jeden ze sposobów sięgania do nich.

     W pytaniu tej dziewczyny wyczułem obawę i... może nie niesmak, ale blisko. Jakby było coś nienormalnego w tak dużej publicznej otwartości. To jedna z perspektyw. Jednak wiem, co lubię czytać. Najciekawsza lektura dla mnie to wszelkiego rodzaju dzienniki, autobiografie, zbiory listów. Jednym słowem wszystko, co pozwala zagłębić się w czyjąś duszę. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby widzieć w tym ekshibicjonizm. Zwykle czułem wdzięczność, że ktoś wpuszcza mnie do swojego świata. Stąd moja fascynacja takim rodzajem pisania. To nie jest tak, że otwieram się bezgranicznie. Mam rzeczy, które trzymam dla siebie, albo piszę o nich ogólnie, nie wszystko nadaje się do publicznego wylania (a przynajmniej nie za życia:)*. Jeśli już jednak zdecyduję się pisać, to próbuję zachować pełną szczerość i autentyczność, unikając pretensjonalności, megalomani, czy maniery. Staram się wykładać kawę na ławę. Na ile mi się to udaje, to inna sprawa, ale daję słowo, że się staram.

     Za oknem już ciemno. Jestem w górach, w domu rodzinnym. Palę w kominku. Jestem sam, wszyscy poszli do kościoła, nawet Tania się wybrała, ubłagana przez małą Nadię. Dziś obejrzałem pierwszy raz "12 Angry Man", fajna sprawa. Wczoraj pachniało mi czerwone wino, ślina leciała, ale nie tknąłem. Cieszę się, że moją siostrę i Kubę zaraziłem ukulele. Kubuś ma jutro urodziny, a właśnie dziś doszło jego "soprano", będzie miał radochę dzieciak.

* Niepełna lista rzeczy, o których nie piszę na blogu:
1. O oglądaniu pornografii, jaką mógłbym lubić, a którą staram sie unikać
2. O rodzaju kupy, jaką miałem o poranku
3. O czyichś żonach, które mogą mi się podobać
4. O rzeczach, które mogą denerwować mnie w mojej żonie (choć tych, które utrzymują mnie w stanie zakochania jest więcej)
5. O małostkowości, która czasem się we mnie odzywa (np. zazdrość, że ktoś ma kasę, której nie mam)
6. O tym, że kilka razy słuchałem "Boże, Boże, Bożenko" i śmiałem się do rozpuku (Gangnam Style też)
7. O rasistowskich kawałach, które czasem opowiadam (ale zawsze z sympatią)
8. O tym, że czasami śni mi się, że jestem policjantem, bądź żołnierzem, i bardzo mi się to podoba - to że jestem częścią grupy, mam proste granice, proste cele, jestem po stronie prawa.
No bo niby mógłbym o tym pisywać, ale nie chcę. Wolę zachować balans pomiędzy pisaniem o tym  kim jestem, a tym, kim chciałbym być. Bo taka średnia wyciągnięta z siebie chyba jest najbliższa szczerości.

3 comments:

  1. Ja tam wbrew negatywom rzekomo płynących z Twoich postów, odczytuję je nad wyraz pozytywnie i inspiracyjne (jak dla mnie). I nie raz wracam sobie do wpisów początkowych, w których zagubiony gdzieś na nieznanych polach z namiotem, próbujesz dotrwać kolejnego dnia. I to mnie pociesza, wskrzesza pozytywnego ducha... I w ogóle lubię Cię czytać...

    PS: A tak na marginesie, brakuje mi już 7-mego numeru "Jasnej Polany".

    ReplyDelete
  2. Hej Kopacz. Dzięki wielkie:) Sam czasami wracam do starych postów, żeby znaleźć inspirację, gdy już czuję się na dnie.
    Co do Jasnej Polany, to raczej jeszcze trzeba będzie poczekać, nie ma odpowiedniej aury na coś tak czasochłonnego. Najpierw muszę ogarnąć tą pieprzoną sytuację ekonomiczną:)

    ReplyDelete
  3. Z jednej strony zgodzę się z opinią twojego przyjaciela, jednakże z drugiej masz taką lekkość w pisaniu, po tych postach widać, że nie poddajesz się i to bardzo optymistycznie mnie nastraja.
    P.S. Przeczytałam większość bloga jednym tchem, jest fenomenalny.
    Pozdrawiam, Nerte.

    ReplyDelete