Wednesday, 25 April 2018

Nad jeziorem - Międzybrodzie Bialskie






















Obudził mnie sen. Wysunąłem się z namiotu. Księżyc odbijał się w jeziorze, wraz ze światłami latarni wzdłuż drogi i okien domków letniskowych. Usiadłem nad samym brzegiem i zapaliłem papierosa. Spróbowałem przypomnieć sobie, o czym śniłem.

Byłem na wyprawie z Mateuszem i Marem. Rozbiliśmy namioty na łące na wzgórzu nad miastem. Postanowiłem sobie zrobić samotny spacer. Szybko zgubiłem się w środku obcego, dziwnego miasta. Wsiadłem do tramwaju, ale po chwili zdałem sobie sprawę, że jeszcze bardziej się zgubiłem. Kiedy tramwaj dojechał do ostatniego przystanku, usłyszałem głos.
- Zgubileś się, kolego?
Motorniczym tramwaju była dziewczyna. Na oko koło trzydziestki, blond włosy, ładna w zadziorny, pewny siebie sposób. Spodobała mi się.
- Wstyd się przyznać, ale tak.
- Kiwnęła na mnie głową.
- Chodź, uratuję cię.
Zmieszany, ale zadowolony podążyłem za moją niespodziewaną wybawicielką.
Świetnie nam się rozmawiało. Pewnie poruszała się po labiryncie starych uliczek, a ja z każdym krokiem byłem coraz bardziej zadurzony. Pomyślałem, że poznanie jej było prawdziwym sensem mojej wyprawy.

Nagle sen się przerwał, a kiedy powrócił, leżałem już w namiocie. Zaklnąłem pod nosem. Byłem do pewnego stopnia świadomy, że to ciągle sen, spróbowałem więc przywołać obraz dziewczyny z tramwaju.

Zamiast tego zobaczyłem przez płachtę namiotu skradające sie męskie cienie. Wyszedłem na zewnątrz. Przede mną stała grupka Cyganów. Maro i Mateusz zdążyli już wyjść ze swoich namiotów.
Zaczęliśmy pertraktacje.

Obudziłem się.

I teraz siedzę na brzegu jeziora, trzęsąc się lekko z zimna i palę papierosy.

2 comments: