Siedzę sam w górach. Przeziębienie ciągle trzyma. Leczę się grzańcem i papierosami. Dużo smutku. Włączyłem sobie "Notatnik", żeby choć z daleka popatrzeć na prawdziwą miłość. Wciągnął mnie kompletnie, choć widziałem nieraz. Oczywiście się popłakałam. Dzięki Bogu, że schronisko puste, bo nie chciałbym zasmarkany i załzawiony robić komuś bigosu.
Słysze często od przyjaciół, którzy chcą dobrze, że miłość do drugiej osoby to nie wszystko, że trzeba pokochać siebie i wtedy można być szczęśliwym. Ale jakoś w to nie wierzę. Miłość, która pochodzi z jedności dwóch dusz, ze wspólnej walki, zmagań, czułości, lojalności, wzbogaca duszę, zwycięża samotność, którą emanuje nasz zimny, bezkresny wszechświat. Nią zwyciężamy bezosobowe, piękne galaktyki, czarne dziury i pulsary. Choć inne rzeczy są ważne, kariera, pasje, duchowość, to bez miłości są mniejsze, niepełne, smutniejsze.
Kto doświadczył owej jedności dwóch dusz, w pojedynkę czuł się będzie niepełny. Jak Ty. Jak ja. Wierzmy, że to się odmieni.
ReplyDeleteMasz rację, nie myślałem o tym w ten sposób. Doświadczenie sprawia, że wie się głęboko, że to jest najmocniejsze z doświadczeń. Próbuję wierzyć.
Delete